LATO
Chait doskonale wiedział, że istnieją jakieś lepsze opcje. Jedną z nich byłoby, na przykład, zignorowanie szczurów. Pójście w innym kierunku. Może powrót do mieszkania, a może wejście do przypadkowego sklepu po drodze, z nadzieją, że tam ich nie będzie. Inną byłoby skontaktowanie się z kimś odpowiedzialnym za porządek na ulicach – kiedy jeszcze mogli myśleć, że to po prostu jakiś zwyczajny problem, a nie ten związany z potworami. Naprawdę, z całym swoim dotychczasowym doświadczeniem Chait powinien wręcz nalegać, by nie szli i nie angażowali się w… cokolwiek właśnie się angażowali.
Oczywiście, że tego nie zrobił. Oczywiście, że poszedł za Aye – bo przecież nie mógł zostawić go samego z jakimś dziwnym problemem, który mógł okazać się albo czymś zupełnie głupim, albo czymś zagrażającym życiu. Od razu założył, że na pewno będzie to coś z tej drugiej kategorii. Byli przecież półbogami (ostatnio naprawdę powtarzał to zdanie nieco zbyt często. Może to ono przyciągało kłopoty?). Poza tym zawsze lepiej było nastawić się na najgorsze. To, że coś wciągnęło Aye na dół, tylko potwierdzało, że najgorszy scenariusz zawsze okaże się tym prawdziwym.
Szedł pół kroku za Aye. Na tyle blisko, by nic ich przypadkiem nie rozdzieliło, ale na tyle daleko, by nie naruszać jego przestrzeni osobistej bardziej niż to konieczne. Jeszcze zanim zeskoczył na dół, doszedł do bardzo głupiego wniosku, że tak, na pewno nie skończy się na zwykłym powrocie do domu. To między innymi dlatego wątpił, by jego pozostanie na górze faktycznie im pomogło.
Zaczynał też dochodzić do wniosku, że te ciągłe kłopoty powoli robią się nudne. Wyjątkowo schematyczne i powtarzalne. Jak tak dalej pójdzie, to niedługo przestanie się nimi przejmować i pozostanie mu tylko żal, że przy tylu nadarzających się okazjach nic nie odgryzło mu łba.
Jeśli to przeżyją – nigdy nie zakładał, że na pewno tak będzie, bo, ponownie: byli półbogami – to przy następnym przypadkowym spotkaniu z Aye po prostu skinie mu na przywitanie głową i pójdzie dalej. To naprawdę nie było warte nerwów, które towarzyszyły każdemu spotkaniu i zdecydowanie wyszłoby na zdrowie Aye. Na dłuższą metę Chaitowi pewnie też.
Nie powiedział nic z tych przemyśleń na głos, bo dodatkowe negatywne emocje w tej chwili na pewno by im nie pomogły. Atmosfera między nimi znowu była trochę bardziej napięta, a panujące wokół cisza i ciemność nie poprawiały sytuacji. Przerywanie tej ciszy też nie było dobrym pomysłem, więc dalej szli w milczeniu. Podobno w stronę światła.
To było już chyba trochę zbyt ironiczne.
Czy pobyt w takim miejscu był najgorszym doświadczeniem, z jakim się spotkali? Chait nie był tego taki pewny. Może groziło im utonięcie, śmierć z ręki potwora i pewnie kilka innych strasznych wizji, ale na pewno mogło być gorzej.
Rozglądał się, chociaż nie miało to raczej większego sensu. Nie robił tego z faktycznie jakimś większym zamiarem i nie spodziewał się większego rezultatu. Jego wzrok zdążył już przyzwyczaić się do półmroku, ale tak naprawdę Chait chciał po prostu skupić się na tym, co znajduje się wokół nich, by móc zareagować na czas.
Nie wiedział jeszcze, na co będą musieli zareagować, ale to zawsze była tylko kwestia czasu.
Nie mógł skojarzyć żadnych informacji na temat okolicznych problemów z kanałami ściekowymi. Może gdyby odwiedzał tę okolicę częściej, zamiast szukać pracy na drugim końcu miasta. Zaczynał żałować, że tak dawno nie stał za żadnym barem – do takich miejsc przychodzili różni ludzie i szansa, że wdałby się w rozmowę z kimś związanym z oczyszczaniem ścieków była… no, na pewno jakaś była. Każda informacja byłaby wyjątkowo pomocna. Pewnie dlatego żadnej nie mieli.
Przeniósł na chwilę wzrok na idącego przed nim Aye. Też milczał, uparcie idąc przed siebie i nie oglądając się na Chaita. Może faktycznie wiedział, dokąd ich prowadzi. Chait nie zamierzał wątpić w jego umiejętności, na pewno nie w takim momencie. Czas na takie rozmowy będzie kiedy indziej. Albo wcale.
Weszli do większego kolektora. Chait zaglądał do mijanych komór i bocznych połączeń, ale żadne nie wydawało się lepszą, bardziej prawdopodobną drogą niż ta, którą szli aktualnie. Aye też wydawał się skupiony na tej konkretnej trasie.
Ta część Nowego Jorku była wśród tej większości z łączonym systemem burzowym i ściekowym. Chait był tego niemal pewny, bo już kiedyś słyszał, jak ktoś o tym mówi. Naprawdę powinni cieszyć się, że ten dzień był słoneczny.
Zdecydowanie nie chcieliby znaleźć się tu w trakcie deszczu lub burzy.
Odwrócił gwałtownie głowę. Przez chwilę wydawało mu się, że usłyszał coś z mijanego połączenia. Coś cichego, niewyraźnego. Przystanął, wbijając wzrok w ciemne przejście, ale nie widział nic podejrzanego.
Nie potrafił też drugi raz wyłapać tego dźwięku.
– Chait? Pospiesz się – odezwał się Aye, kiedy zorientował się, że idzie dalej sam. – Musimy się stąd wydostać.
– Przepraszam. Wydawało mi się—
Urwał. Potrząsnął głową i dogonił Aye, który przystanął, by na niego poczekać.
– Nieważne.
Przez chwilę patrzył na niego podejrzliwie, zanim w końcu ruszyli dalej. Cokolwiek się tu działo, Aye miał rację: musieli się wydostać. Nie szukać głębiej.
────
[800 słów: Chait otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz