poniedziałek, 31 sierpnia 2026

Od Isobel CD Kaliny — „Umarła lampa normalna i narodziła nienormalna”

Poprzednie opowiadanie

JESIEŃ

Mieszkanie Kaliny było tym, czego właściwie Isobel się spodziewała; na pewno większe niż jej klitka, bo tam za nic w świecie nie zmieściłyby się na co dzień dwie osoby, pełne durnostojek na półkach, ale całkiem przytulne. Zsunęła z ramion skórzaną kurtkę i rzuciła ją na komodę tam, gdzie wskazała jej Kalina, jednocześnie wciąż rozglądając się dookoła.
— Zajebiste mieszkanie — powiedziała w końcu, drepcząc za dziewczyną do kuchni. — Ja u siebie średnio mogę pokombinować, bo babka od wynajmu powiedziała, że broń boże nic nie wolno mi zrobić ze ścianami czy meblami. Nawet głupiego obrazka na szafce przykleić. Żałosne — prychnęła.
Sama usadziła się obok aneksu kuchennego i obserwowała, jak Kalina nastawia wodę na herbatę.
— No, my niby mamy trochę luzu, ale dalej musimy bardzo uważać, żeby nic się nie stało. Jeszcze nam z kaucji obetną, a to naprawdę nie były małe pieniądze. Liczą sobie jak za złoto — rzuciła, tłukąc się po szafkach.
— Masakra, co nie? Jakby oczekiwali, że klient wyniesie pół mieszkania przed wyprowadzką. Ja tu mieszkam, halo, potrzebuję tych mebli. — Is przewróciła oczami i oparła łokieć na blacie.
Kalina w końcu wyciągnęła z jednej szafki dwa kubki, postawiła je przy kuchence i zatrzymała się, przy innej, otwartej na oścież szafce. Podparła dłonie na biodrach.
— Teraz się skup. Mam zwykłą czarną w saszetkach i sypaną, to samo ze zwykłą zieloną, mam czarną malinową, owoce lasu, żurawinową, malinę z granatem, potem mam zieloną z opuncją figową, zieloną z ananasem, a na koniec białą z pomarańczą. Jest jeszcze jakaś wymyślna z papają i wanilią, ale to Amandy, więc nie mam pojęcia czy to się w ogóle nadaje do ludzi — wymieniała Kalina, wpatrując się w zawartość szafki, żeby broń boże niczego nie pominąć. Na chwilę zmrużyła oczy, a potem z uśmiechem klasnęła w dłonie. — A, i mam jeszcze nowiutką, jakąś jesienną rozgrzewającą, ze śliwką i cynamonem — dodała, sięgając do innej, dolnej szafki.
Wyciągnęła z niej jeszcze nieodpakowane pudełko herbaty, a w tym czasie Is zamrugała zaskoczona. Lubiła herbatę, ale u siebie trzymała raczej jedną czarną i jedną smakową, gdzieś daleko w szafce mogła mieć też upchniętą jakąś zieloną herbatę i miętę na ból brzucha. Na ogół była raczej z tych, co piją kawę wiadrami, żeby jakkolwiek kontaktować. Uroki zarywania nocek od początku liceum, przez co kofeina z każdym rokiem coraz słabiej na nią działała. Od ilości wariantów herbat, które podała jej Kalina, aż prawie zakręciło jej się w głowie.
— Eee… to może ta jesienna? — bąknęła, drapiąc się po głowie.
Kalinę najwyraźniej zadowolił ten wybór, bo uśmiechnęła się tak, jakby ktoś właśnie wręczył jej przedwczesny prezent na gwiazdkę.
— Boże, miałam nadzieję, że to powiesz. Patrzy na mnie od kilku dni, żebym ją odpakowała, ale jakoś głupio, jak mam już z piętnaście innych… — powiedziała ze śmiechem. — No, ale dla gościa to przecież trzeba.
Zerwała z folię z pudełka i otworzyła je, żeby powąchać zawartość. Westchnęła i podsunęła je Isobel pod nos, żeby też mogła to zrobić.
— Pachnie zajebiście — przytaknęła Is. — Spodziewałam się, że będzie po prostu chamsko dawać cynamonem, a tu proszę.
— Co nie? Jest serio…
Dziewczynie przerwał odgłos szarpania się z zamkiem do drzwi. Wcześniej, kiedy we dwie wchodziły do środka, Is dowiedziała się, że żeby dostać się do mieszkania, trzeba w odpowiedni sposób pociągnąć klamkę w górę, bo inaczej klucz krzywo wchodzi w zamek. W końcu jednak Amanda wygrała tę bitwę.
— Chcesz herbaty? — zapytała Kalina zamiast przywitania, już ruszając do szafki, żeby wyjąć trzeci kubek.
— Kawy — odpowiedziała z westchnieniem dziewczyna, pojawiając się w kuchni z dwiema wypchanymi torbami w dłoniach.
Zatrzymała się i zmarszczyła brwi, widząc obcą osobę w swojej kuchni. Kalina szybko się zreflektowała, odstawiła słoik z kawą (cudem nie zrzucając go na podłogę) i podeszła bliżej.
— Zapomniałam, mamy gościa. Amanda, to Isobel. Isobel, to Amanda — powiedziała, machając dłonią raz w kierunku jednej, potem w drugiej, i tak na zmianę.
Is wyszczerzyła zęby w uśmiechu, odgarnęła sobie rude pukle z twarzy i wyciągnęła rękę do dziewczyny. Chwilę poczekała na odpowiedź, bo Amanda najpierw musiała odstawić zakupy na stół, a dopiero potem otrzepała dłonie o płaszcz i przywitała się z Isobel.
— Nie wiedziałam, że będziemy miały gości — powiedziała tylko, zerkając z ukosa na Kalinę.
— W każdym razie, bardzo miło poznać — rzuciła zaraz potem Is, ani trochę nie zbita z tropu.
Amanda skinęła jej głową z uśmiechem wystarczająco uprzejmym, żeby ją zadowolić, a potem zdjęła płaszcz i zabrała się za rozpakowywanie zakupów. Pierwsza torba zawierała efekt typowych zakupów w spożywczaku, więc Isobel bardziej wcisnęła się w kąt kuchni, żeby mniej stać jej na drodze i przeszkadzać.
— Dorwałam jakąś lampę z przeceny. Gość zarzekał się, że działa, ale nie mógł odłączyć jakichś tam nawilżaczy powietrza od prądu i nie miał innych gniazdek. Jak nie będzie działać, to osobiście tam wrócę się z nim wykłócać — mówiła w międzyczasie, a potem zakasała rękawy swetra i zabrała się za drugą torbę.
— Jezu, my widziałyśmy dzisiaj takie zajebiste lampy, ale wołali za nie w milionach — westchnęła Kalina, z ciekawością zaglądając współlokatorce przez ramię, kiedy ta ostrożnie wyciągała lampę z papierowej torby.
Kiedy przedmiot ukazał im się w całej okazałości, Isobel zamrugała.
— A to jest grzyb czy parasol? — zapytała, unosząc brew.
— Mi to wygląda trochę na taki balon z koszem — dodała Kalina, krzyżując ramiona na piersi.
— To jest pieczarka — fuknęła Amanda, wczepiając kabel do gniazdka.
Odszukała włącznik z tyłu nóżki niby-pieczarki i kliknęła.
Potem dwie rzeczy stały się na raz.
Czajnik zaczął gwizdać, ale zanim Kalina zdążyła sięgnąć do kuchenki i ją wyłączyć, żarówka w lampie zamigotała dwa razy, zasyczała głośno, po czym jasno rozbłysła. Potem coś donośnie pierdolnęło i Isobel ledwo zdążyła wyczuć zapach palonego plastiku, zanim lampa pożegnała się z postacią pieczarki.


Kalina?
────
[922 słowa: Isobel otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz