Stał na ulicy, patrzył na mokry od deszczu asfalt. Światła samochodów odbijały się od kałuż, a miasto istniało w dwóch wymiarach – rzeczywistym i po drugiej stronie rozchwianych luster.
Mokre włosy przykleiły się do czoła i karku, ubrania stały się nieprzyjemne w dotyku, a palce skostniałe z zimna. Kalowi wydawało się, że stoi tak co najmniej godzinę, wpatrując się w niezmiennie czerwone światło i pozwalając, żeby kolejne samochody go mijały, a zamknięci w nich ludzie obserwowali go, przemoczonego do suchej nitki i uwięzionego na skraju chodnika tuż obok znaku ostrzegającego kierowców o marnej egzystencji pieszych.
Wreszcie światło zmieniło się na zielone.
[100 słów: Kal otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz