środa, 22 lipca 2026

Od Weroniki CD Caroline — „Och moja piękna szpada kobieto”

Poprzednie opowiadanie

JESIEŃ

Ludzie uwielbiają opowiadać historię zwycięzców, jakby porażka była jedynie przypisem pisanym drobnym drukiem. A przecież większość świata powstała właśnie z rzeczy, które miały się nie udać. Z miast odbudowanych po pożarach. Z teorii wyśmianych przez współczesnych. Z ludzi, którzy przegrali wystarczająco wiele razy, by w końcu nauczyć się czegoś poza pychą. Wygrywanie jest efektowne, ale to porażka wykonuje całą niewidzialną pracę.
— Puszczaj, troglodytko! — wrzasnęła Weronika.
Na swoim filozoficznym bingo nie miała jeszcze bycia ciągniętym za fraki, szczególnie przez kogoś, kto ją pokonał w walce. Nie chciała się do tego przyznać, że to była sprawiedliwa walka. Ubodło ją to, że nikt nie starał się jej pomóc, nawet jej rodzeństwo.
Przeszli obok jednego z dzieciaków Hermesa. Nika kojarzyła go, był to jeden z przydupasów Niketasa, jeśli nie ten główny. Teraz miała siłę zwrócić uwagę tylko na jedną rzecz.
— Nie wiedziałam, że masz brata bliźniaka, Ulfert. — zagadała.
Oboje spojrzeli na nią zaskoczeni. Zwierzę, które ją ciągnęło, zatrzymało się na chwilę. Zorientowała się po tym, jak szacowne cztery litery przestały ją trzeć od ziemi.
— Z nią jest bardziej coś nie tak niż zwykle. — usłyszała w odpowiedzi.
Miała już zaprotestować, ale zamroczyło ją przed oczami. To jeszcze nie była jej pora na sen, nie zdążyła przeczytać swojej ulubionej strony Mistrza i Małgorzaty. Gdy tego nie robi, zazwyczaj następny dzień jest tak udany, jak pomysły niektórych grupowych.


Obudziła się na łóżku polowym. Koło niej krzątały się dzieciaki Apolla. Poczuła nagle przeszywający ból w skroni i jęknęła aż z bólu. Ucichło i po otworzeniu oczu zobaczyła poważne wyrazy twarzy. Oraz tkaninę namiotu polowego w kolorze khaki. Oraz dziurę w niej, która od razu ją zdołowała. To miłe, że chociaż oni znają powagę sytuacji i wspierają ją w ubolewaniu. Jedno z nich odchrząknęło.
— Dobrze się czujesz, Weronika?
— Mogło być lepiej.
Westchnęła i nagle się poderwała do pozycji siedzącej. Zignorowała nagły zawrót głowy.
— Ale muszę już iść. Mój domek mnie potrzebuje.
— Nie możesz.
— Jestem grupową.
— Super, cieszę się. Według Pana D masz zostać w łóżku i odpoczywać.
— Że co?
— No.
— A kto jest moim zastępcą? Moje rodzeństwo jest za młode na jakiekolwiek dowodzenie. Jeszcze będą chcieli robić dzień głupich planszówek zamiast ważnych, rozwijających rzeczy jak szachy. O bogowie, a jakby zaczęli grać w Monopoly?
W tym miejscu dzieciak Apolla się speszył, ale czekał uprzejmie na zakończenie tyrady Weroniki. Głową ją tak bolała, że nawet nie kłopotała się identyfikacją, jak się nazywał. Wszystkie pomioty słonecznego dupka wyglądały podobnie, przez co teoretyzowała, że Apollo przekazuje bardzo silny fenotyp swoim dzieciom w porównaniu z resztą bogów.
— Eeee, kiedy Pan D się dowiedział, że dostałaś w dekiel, to machnął ręką i wyznaczył Caroline na twoje zastępstwo. Chejron jest na wyjeździe służbowym.
Dobrze, że nic w tym momencie nie jadła, bo by się zakrztusiła.
— Słucham? Troglodytka na moim miejscu?!
— Caroline zareagowała równie, eee, żywiołowo. Próbowała wyjaśnić, że nie jest nawet obozowiczem. Pan D nie chciał o tym słyszeć i powiedział jej, że w takim razie daje jej misję i jak jej nie wykona, to zamieni ją w śmierdzącego koziołka. Czy coś w tym stylu. Cały Pan D. Śmieszek jeden.
Weronika zeskoczyła na podłogę, prychając coś o poczuciu odpowiedzialności, ale nagle ją ścięło. Poczuła dotyk na ramionach, a potem miękką powierzchnię pod zadkiem. Jej lekarz miał zażenowaną minę.
— Ciebie też to dotyczy. Wyjdziesz ze szpitalika bez naszej zgody, to też możesz dostać rogi i kopytka.
Jęknęła przeciągle, z frustracji, po czym ukryła twarz w poduszce.
— Oby tylko obóz nie spłonął. — pociągnęła nosem. — Na ile będzie… zastępować?
— Na dwa dni. Stwierdzili, że szkoda czasu na wdrażanie dzieciaka Ateny w procedury odkąd nikogo nie dopuszczasz do nich. No i dwa dni dla Caroline to wymiar kary za uszkodzenie grupowego. A teraz idź spać. Bo pojawi ci się, nie stąd ni zowąd, postać w rogu pokoju.
— Słucham? Czy tylko ja dostałam w głowę?
Ciao. — jej opiekun pomachał jej na pożegnanie i bardzo szybko uciekł z jej „boksu”.


Caroline?
────
[639 słów: Weronika otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz