środa, 29 lipca 2026

Od Chaita CD Dahlii — „Haul away Joe”

Poprzednie opowiadanie

LATO

Jeśli sytuacja wydawała mu się abstrakcyjnie głupia już na etapie czyszczenia kamieni ze śliny dzieci, to nie wiedział, jak powinien nazwać ją teraz. Utkwił wzrok w Dahlii tylko na chwilę, marszcząc przy tym brwi. Nawet przerwał na moment sprzątanie, chyba nawet nie zdając sobie z tego sprawy.
Czy powinno go to dziwić? Pewnie nie. Wśród wielu znanych mu historii o problemach na linii pracownik – przełożony, problemy związkowo-podobne były całkiem częste. Na pewno dużo częstsze, niż być powinny, biorąc pod uwagę, jak wiele jego miejsc pracy oficjalnie sprzeciwiało się takim relacjom. Nasłuchał się tego wystarczająco, by teraz nie być zaskoczonym.
– Och.
A jednak to była jedyna reakcja, na jaką w pierwszej chwili było go stać. Nie było to „och” z kategorii „jak mogłaś, on zdecydowanie ma powód, by cię nie lubić i tak traktować”, raczej „och” z tych pełnych niedowierzania. I może ukrywających rozbawienie. Tylko odrobinę rozbawienia.
Oczywiście wiedział, że nie powinno go to bawić, bo było to zwyczajnie niegrzeczne. Wystarczyły dwie podsłuchane (bo dokładnie takie były, nie zamierzał się oszukiwać, nie miał nic na swoją obronę i teraz już nawet nie czuł się z tym szczególnie źle) rozmowy Dahlii z koordynatorem, by zorientować się, jak wielkim utrapieniem był ten facet. Chait nawet nie chciał wiedzieć, jak paskudnie nieznośny musiał być na dłuższą metę. Wystarczyło mu, że może się domyślać. Równocześnie fakt, że ktoś mógł tak bardzo trzymać urazę z tak głupiego powodu, był zabawny. W ten bardzo przykry sposób.
Uniósł przepraszająco dłoń, bo naprawdę nie miał nic złego na myśli. A jeśli miał, to na pewno nie w kierunku Dahlii, bo ta przecież nigdy nic mu nie zrobiła i nie była niczemu winna.
– To… cholernie głupi powód – powiedział, doskonale wiedząc, że jest to oczywiste i nie wymaga dodatkowego powiedzenia na głos.
Ale w sumie co innego miał powiedzieć? To było głupie. I niedojrzałe. I prawdopodobnie nadawało się do zgłoszenia komuś jeszcze wyżej. Tego ostatniego nie mógł w pełni uczciwie zaproponować, bo przecież sam nigdy nie przejmował się czymś takim jak zgłaszanie problemów przełożonym. Nie mógł być aż takim hipokrytą. Poza tym Dahlia nie wyglądała, jakby potrzebowała takich porad. Być może już tego próbowała, a być może nie miało to żadnego sensu. Albo był jakikolwiek inny powód. Może zapyta o to później, kiedy nie będzie w pobliżu żadnego wiaderka, które mogło paść jej ofiarą.
– Jemu to powiedz.
Chait powiedziałby, że Dahlia wygląda na wyjątkowo zmęczoną i zrezygnowaną. Kompletnie jej nie winił i nie chciał kontynuować tematu na siłę. Jeśli będzie chciała się wygadać, to sama powie coś więcej. Albo i nie. Wtedy pewnie będzie się martwił trochę bardziej, bo to na pewno nie było zdrowe.
Rozejrzał się jeszcze raz po otoczeniu. Jeśli sprzątanie w tym miejscu miało być formą zemsty, kary czy cokolwiek innego tamten facet sobie ubzdurał, to było niesamowicie mało kreatywne. To z całą pewnością nie mogło być najbardziej upierdliwe, nieprzyjemne czy w jakiś inny sposób złośliwe zadanie, jakie można było komuś przydzielić w tak wielkim parku rozrywki. A może mogło?
Może miał zaburzone postrzeganie takich rzeczy, a może po prostu różniły ich codzienne standardy. A może chodziło o sam fakt władzy nad cudzymi obowiązkami. Albo zaraz miały przyjść dzieci, które będą im pluły na głowy w trakcie sprzątania. To ostatnie mogło sprawić, by zadanie stało się bardziej upokarzające, ale musiało być niezgodne z jakimiś zasadami BHP. Obstawiałby, że chodzi o to poprzednie. To tylko stawiało koordynatora w jeszcze gorszym świetle.
Uśmiechnął się do Dahlii, chociaż podejrzewał, że wcale jej to nie pocieszy. Niektóre rzeczy trzeba było po prostu przetrwać.
– Może nie jest to najciekawsze możliwe zajęcie, ale przynajmniej wydaje się całkiem spokojne.
Przytaknęła. Chait nie miał pojęcia, czy może jakoś poprawić sytuację. No, na pewno nie w tych warunkach.
Wrócili do sprzątania i przez chwilę znów trwali w ciszy, każde skupione na swojej części kamieni. Nie była to bardzo ciężka cisza, na pewno mniej, niż Chait by się spodziewał. Pracował z ludźmi, z którymi milczenie było dużo gorsze. Nawet nie czuł się źle z tym, jak bardzo bezsensowne było to zajęcie. Oczywiście, było dość (bardzo) nudne, ale raczej nie istniało ryzyko, by ktoś przyszedł tu jeszcze bardziej zatruwać Dahlii – bo on sam czuł się raczej jak npc będące w złym miejscu o złym czasie – życie. Po latach walki ze szczurami, sprzątania po imprezach dla dzieci i tych dla dorosłych, pełnych alkoholu, sprzątanie jaskini było… cóż, zdecydowanie nie najgorszą rzeczą, jaką robił w życiu.
Tylko trochę za bardzo zmuszało go do bycia sam na sam z własnymi myślami.
– To ma nam zająć całą zmianę? – zapytał, przerywając sprzątanie i przenosząc wzrok na Dahlię. – Znaczy… jeśli gdzieś tam nie ma wielkiego potwora, który zaraz nas zje, to naprawdę bardzo kiepski sposób na zemstę.
Jego wzrok uciekł w ciemność, w której wcześniej zniknęło wiadro. Normalnie stresowałby się, że coś wykracze, ale przecież to nie mogło być możliwe w wielkim parku rozrywki. Chyba.


Dahlia?
────
[800 słów: Chait otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz