środa, 8 lipca 2026

Od Kai CD Oriany — „My kink is karma”

ZIMA, rok temu

Poprzednie opowiadanie

W tamtym momencie Kaya bardzo pożałowała tego, że zadzwoniła na policję. Chciała dobrze, a wyszło jak zwykle. Na dodatek przyjechał jakiś znajomy Oriany, a ona wcale nie wydawała się być zadowolona na jego widok. Kaya czuła się zwyczajnie niezręcznie.
W pomieszczeniu dla menagerów było bardzo mało miejsca. Cisnęli się obok siebie jak sardynki w puszce, nie wspominając o wysokim i szerokim policjancie, który przez cały czas musiał się garbić, żeby w ogóle dobrze widzieć ekran monitora. Hudson, podejrzany kasjer, potarł wierzchem dłoni czoło. Nie odezwał się ani słowem. Nie odezwał się nawet wtedy, kiedy wysłana przez Orianę Kaya poszła po niego w celu „wyjaśnienia” paru spraw.
— Pewnie zastanawiasz się po co się tutaj zebraliśmy, co? — zaczął wyższy policjant.
Hudson odchrząknął. Wyglądał jak wezwany do dyrektorki smarkacz, który przez ostatni tydzień dokuczał kujonom i w końcu się doigrał.
— Spokojnie, nie musisz się denerwować.
Zdecydowanie nie zabrzmiało to pocieszająco z ust policjanta, który za chwilę miał zabrać podejrzanego na komisariat w celu złożenia wyjaśnienia.
— Potrzebujemy dostępu do kamer — upomniał się stojący obok niższy policjant. Przez cały czas trzymał dłonie w kieszeni spodni. Nie wyglądał ani trochę poważnie. Kaya czuła jakąś niezrozumiałą irytację, kiedy na niego spoglądała. Jeszcze niebywale denerwował ją sposób, w jaki odzywał się do Oriany.
— Może najpierw wytłumaczę mu, o co w tym wszystkim chodzi, dobrze? — Zmierzyła policjanta groźnym spojrzeniem. Gdyby Oriana w taki sposób spojrzała się na Kayę, to chyba nie pozbierałaby się po tym po tygodniu. — Hudson, jesteś podejrzany o kradzież. Mówiąc oczywiście w dużym skrócie.
Kaya nerwowo się poruszyła. Zrobiło się jej strasznie duszno przez obecność tylu osób w tak małym pomieszczeniu. Hudson nie ruszył się za to nawet na centymetr, wciąż pusto wpatrując się w jeszcze ciemny ekran monitora. Wyglądał, jakby właśnie oczekiwał na przedstawienie ostatecznych dowodów, do których przyzna się bez problemu i również bez problemu uda się z policjantami na komisariat.
— Zauważyłam, że zawsze po twoich zmianach znika trochę pieniędzy — Oriana zaczęła tłumaczenie. — W ciągu miesiąca zaginęło nam prawie 2 tysiące dolarów, co jest już dziwne i wymagało sprawdzenia, pewnie rozumiesz.
Hudson kiwnął powoli głową.
— Potrzebujemy sprawdzić, czy te podejrzenia wobec ciebie są… prawdziwe. — Oriana odwróciła się i wybudziła komputer ze snu. Zalogowała się do systemu i najpierw włączyła zapis kamer sprzed tygodnia. — Obejrzymy sobie najpierw to, żeby od razu nie przechodzić do późniejszych dni.
— Czemu?
Ten sam policjant, którego Kaya uważała za denerwującego, się odezwał. W odpowiedzi cisnęło się jej głupie „bo nie ma dżemu”, ale postanowiła się nie odzywać do momentu rozwiązania tej sprawy. I tak to jej wina, że tutaj w ogóle przyjechali.
— Musiałabym dłużej szukać, a mi się nie chce. — Oriana słusznie zignorowała zaczepkę policjanta i włączyła pierwszy zapis.
W pokoju spędzili półtora godziny. W tym czasie udało im się ustalić, że Hudson, podejrzany o kradzież, rzeczywiście na każdej swojej zmianie podbierał trochę banknotów z kasetki i wkładał je do kieszeni spodni. Był na tyle głupi i nierozsądny, że robił to pod widokiem kamer. Kaya nie przypuszczała, że mógłby wpaść na taki pomysł. Po prostu nie uważała go za półgłówka, o.
— Jesteś zła? — zapytała Kaya po tym, jak policjanci odjechali z Hudsonem.
Oriana siedziała na obrotowym krześle przed ekranem monitora. Nie wyłączyła zakładki z kamerami, wciąż wpatrując się w zatrzymany obraz na Hudsonie.
— Po prostu jestem zmęczona.

 

ZIMA, obecnie

— Czy on naprawdę musi z nami być? — szepnęła Kaya do Oriany, kiedy Edgar poszedł domówić jakieś napoje.
To było ICH wyjście, a ten bezczelny dupek dołączył się do nich przypadkowo, kiedy zauważył je na mieście. Siedzieli teraz razem z nim przy stoliku w małej restauracji.
— Przeszkadza ci?
Tylko tyle zdążyła powiedzieć Oriana, bo Edgar akurat zdążył do nich wrócić. Usiadł — jak na złość — obok Kai. Uśmiechnął się słodko do przyjaciółki, tak, jakby był tutaj zaproszony i położył na stoliku coś, co zdecydowanie nie wyglądało jak bezalkoholowy napój.
— Co tutaj razem robicie? — zapytał się, spoglądając na Kayę.
Dziewczyna była wyraźnie zirytowana. Nie była specem od ukrywania emocji na twarzy, więc Edgar musiał doskonale widzieć, że się jej nie podoba jego obecność.
— Jemy — odburknęła. — Jak zresztą widzisz.
— Chyba już nie. — Zerknął na puste talerze. — Chcecie wyjść na karaoke?
Totalnie się tego nie spodziewała. Na usta cisnęła się jej odpowiedzieć „nie”, ale szybko zmieniła zdanie, gdy pomyślała, że w ten sposób może uda im się go zgubić. Gdzieś po drodzie w tłumie ludzi.
— Czemu nie. — Wzruszyła ramionami. — Co o tym myślisz?
— Nienawidzę karaoke, Edgar.
— Oj tam. — Machnął ręką. — Wypiję to i idziemy.
Edgar pił bardzo łapczywie. Kayę aż zemdliło na widok szybko znikającego napoju. Umiała w dosyć szybkim tempie wypić piwo albo drinki, ale nigdy nie udało się jej tego zrobić aż tak szybko.
Poszły za nim do jakiejś speluny. Kai brakowało innych określeń na to miejsce. Stare drzwi zaprowadziły je do karaoke umieszczonego w ciemnej piwnicy. Wszędzie latały kolorowe światła, a jedyny pracownik wyglądał jakby niedawno dał sobie w nos. Cudowne miejsce.
— Mają tu piwo?
Zdążyła się trochę rozejrzeć, ale nigdzie nie zauważyła jakiegoś barku.
— Nie tylko piwo.
Edgar wyglądał na bardzo zadowolonego z siebie. Oriana już trochę mniej.

lesbijkuj je okej?
────
[824 słowa: Kaya otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz