czwartek, 9 lipca 2026

Od Chaita CD Aye — „Let's start again”

Poprzednie opowiadanie

LATO

Chait bardzo długo był pewny, że Aye jednak żartuje, albo przynajmniej kłamie i zaraz rzuci jakimś „wiesz co, jednak nie, spadam do domu”, albo czymś w tym stylu. Z całą pewnością byłoby to dla Chaita zrozumiałe, chociaż sam pewnie by czegoś takiego nie zrobił.
Pomijając, że przed chwilą uciekł z festynu dla dzieci, na którym przecież zobowiązał się zostać jeszcze chwilę. Było to wbrew własnej woli, ale jednak. Przez myśl przeszło mu pytanie, czy powinien spodziewać się kłopotów za godzinę, jutro, albo za tydzień… Ale szybko uznał to za mało istotny w tej chwili problem. Będzie miał mnóstwo czasu, by zastanawiać się nad tym, gdy następnym razem pojawi się w siedzibie organizatora.
Problemowi zdecydowanie bliżej było do „jutro” niż „za tydzień”.
Poprawił plecak, strzepując z niego jakieś okruszki i inne drobne śmieci. Może powinien sobie trochę lepiej radzić z korzystaniem z półboskich umiejętności. Prawie na pewno powinien, ale nie robił tego szczególnie często, starał się więc obwiniać o to brak praktyki. Mógł tylko cieszyć się, że Aye nic się nie stało w trakcie tej krótkiej podróży.
Wyszli z zaułka, Chait przodem, tylko krótko oglądając się na Aye, by upewnić się, że na pewno wszystko w porządku (poza tym, że nic nie było w porządku). Nie byli daleko od nowego mieszkania, więc sytuacja nie była aż tak tragiczna, jak mogła być.
– Nawet nie jesteśmy daleko – rzucił tonem niemal optymistycznym. Mniej optymistycznym, niż chciał, ale dalej zbyt optymistycznym jak na dotychczasowy przebieg tego dnia.
Co miało być następne? Zza rogu wyskoczy na nich rozpędzony samochód, kierowany przez półboga uciekającego przed jakimś potworem? Pewnie nawet nie powinien o tym myśleć, bo zaraz okaże się prawdą. W tej chwili nie zdziwiłby się, gdyby na następnej ulicy trwał pokaz lokomotyw. Chociaż to może przynajmniej spodobałoby się Aye.
Znowu się na nie obejrzał. Przeszli ulicę w milczeniu, które nie było aż tak straszne, jak mógł się spodziewać. Dalej trochę się obwiniał. Widział, że Aye jest zmęczone i wiedział, że to jednak w większości jest jego wina. Mógł odmówić od razu, mógł dokładniej sprawdzić listę wydarzeń w okolicy. Przecież mógł nawet zdobyć informacje o tym bezpośrednio u źródła. Nie miał żadnej wymówki, po prostu o tym nie pomyślał, bo mało kto by to zrobił. Zresztą, nawet gdyby to zrobił, to nie spodziewałby się, że jakieś dwie nawiedzone dziewczyny skłonią ich do pracy. No, że skłonią do pracy Aye, bo do tego zwyczajnie nie miały prawa.
– To też nie tak, że to zawsze tak wygląda – powiedział, kiedy zatrzymali się przed przejściem. Jakaś kobieta spojrzała na nich, marszcząc z niezadowoleniem nos, ale Chait tylko uśmiechnął się do niej przepraszająco. – Ściągają w trakcie wolnego, ale… normalnie nie zmuszają do pracy też osób spoza grona pracowników od zaraz. Nie miały prawa zmuszać do tego ciebie.
Nie powstrzymał grymasu na twarzy. Zachowanie tych dziewczyn było okropnie nieprofesjonalne. I ryzykowne, chociaż wcześniej o tym nie myślał.
– Ze mną też powinien najpierw skontaktować się ktoś z góry – dodał jeszcze, wzruszając ramionami. Ta część nie obchodziła go aż tak bardzo. Pewnie powinna bardziej.
Często robił nadgodziny, ale takie sytuacje, jak ta, naprawdę nie były codziennością. Aye nie wyglądało na przekonane, a Chait nawet nie miał siły, by się tłumaczyć lub usprawiedliwiać. Bo co miał powiedzieć? „No, tak, na co dzień daję się wykorzystywać, bo nie lubię nie mieć zajęcia i wiedzą, że zawsze przyjdę”? Nie, Aye pewnie nawet to nie interesowało.
– I tak nie rozumiem, czemu się na to godzisz – odezwało się w końcu.
Chait uśmiechnął się, bo przez chwilę to była jedyna odpowiedź, na jaką potrafił wpaść. Bo przecież uśmiech zawsze był jakąś odpowiedzią. Był wystarczająco uniwersalny, chociaż wydawało mu się, że ostatnio jakoś mniej skuteczny.
– Lubię tę pracę – powtórzył.
Nie skłamał. Nie oczekiwał, że Aye zrozumie taką odpowiedź. Wiele osób nie rozumiało i nie było w tym nic złego.
Pokonali ostatnią odległość dzielącą ich od budynku. Nie był to naturalny sposób zakończenia rozmowy, ale może tak było lepiej.
– Nie wiem, co planujemy robić, ale proponuję, żebyś weszło na górę. Jest gorąco, a po tym… wszystkim pewnie chce ci się pić – zaproponował. – O tej godzinie nie powinno być mojego współlokatora.
Widział, że Aye się waha, ale w końcu z westchnieniem skinęło głową:
– Dobrze.
Chait i tak nie zgodziłby się, by czekało na niego na słońcu. Pewnie już to wiedziało.
Weszli po schodach, Chait cały czas przodem. Tak jak się spodziewał, w mieszkaniu nikogo nie było. Na całe szczęście. Nawet jemu zabrakłoby cierpliwości, by tłumaczyć, co się stało. Nie chciał też stawiać Aye w kolejnej niezręcznej i głupiej sytuacji.
Rzucił plecak do łazienki, ale zanim sam do niej wszedł, jeszcze zaprowadził Aye do kuchni. Nalał do szklanki zimnej wody i postawił ją na blacie.
– Za chwilę przyjdę.
Aye skinęło głową, więc Chait tym razem już zniknął w łazience. Chociaż starał się nie narzekać, to zmianę ubrań zdecydowanie przyjął z ulgą. Teraz kiedy stał sam, pochylony nad umywalką, poczuł też okropne zmęczenie. Większe, niż podczas malowania twarzy dzieciakom, czy podczas bezowocnych prób dyskusji z Karoliną i Jessicą, albo Jessicą i Karoliną, bo już nie pamiętał, która była którą. Może źle zrobił, proponując Aye jeszcze jakieś wspólne zajęcie. Może powinien pogodzić się z tym, że zawsze coś pójdzie nie tak, bo nawet teraz chyba było nie tak. Myślał o tym wyjątkowo często.
Przebrał się, zostawiając plecak w łazience i tylko wyjmując z niego telefon i dokumenty.
– Dzięki, że nie uciekłoś – powiedział, wychodząc z łazienki. – Wiesz, co chciałobyś robić przez tę godzinę?
Sam nie chciał już nic proponować.


Aye?
────
[900 słów: Chait otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz