piątek, 10 lipca 2026

Od Kuźmy CD Ricky'ego — „I was thinking… Maybe you and I should partner up”

Poprzednie opowiadanie

Jesień IV

Powrót do baraku Ricky'ego jest dla Kuźmy jak powrót do szkoły po wakacjach spędzonych na wszystkim, byle nie na żadnej formie nauki. W środku śmierdzi milionem niezidentyfikowanych substancji, których zapachy niefortunnie się na siebie nałożyły i jednogłośnie postanowiły przybrać swąd spalonego toksycznego mleka. Dziewczyna z całego serca współczuje wszystkim tutejszym lokatorom, dopóki nie orientuje się, że przecież wszyscy już dawno przyzwyczaili się do ekscesów Ricky'ego, z których zapach jest naprawdę najmniejszym problemem.
Całą swoją ekscentryczną grupką pochylają się nad ołowianą trumną Marii Skłodowskiej-Curie i pomiędzy nimi przelatuje niewypowiedziane przez nikogo pytanie: „To co tak właściwie teraz robimy?”. Atmosfera zmienia się dopiero wtedy, gdy któreś z dzieciaków Wulkana dostrzega spokojnie odpoczywające na jeszcze niedziurawym talerzu spaghetti. Wulkaniątko postanawia wznieść zatem okrzyk pełen niewysłowienie ogromnego zdumienia, a dopiero potem rzec podniesionym głosem:
– CO TO KURWA JEST.
– Latający Potwór Spaghetti – odpowiada Kuźma, wypluwając z siebie każdą sylabę z obrzydzeniem godnym zagozałego konfederaty, który właśnie odkrył istnienie kobiet. – Teraz leży. Ale może ci wlecieć w twarz i jeszcze bardziej wykrzywić nos, jak się nie uspokoisz. Zresztą. Rozmawialiśmy już o tym. To te grzyby. Nie narkotyki.
– Wy na pewno nie chcecie tym kogoś zabić? – rzeczowo pyta Alvin, który z dużą dozą niepewności i niepokoju poprawia swoje pancerne rękawiczki, żeby na pewno nie odsłoniły choćby najmniejszego fragmentu jego skóry. – Bo możemy powiedzieć centurionom i wtedy…
– Centurioni już wiedzą – ucina Kuźma. – Prawda, Ricky?
– Zostałem poddany torturom – mamrocze chłopak, co niekoniecznie ma jakikolwiek sens bez żadnego kontekstu. – Jeśli się tego nie pozbędziemy, to zostanę poddany kolejnym.
– Właśnie. Po to ta trumna.
– Inaczej zatrujemy ekosystem i już nigdy nie powstaną nowe Pokemony. I wszystkie inne wyginą. A moje karty… – Ricky nadgarstkiem wyciera nos, z którego sączą się gęste gluty. – To byłoby bardzo smutne.
– Okeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeej – Alvin i reszta Wulkaniątek wydają się jeszcze bardziej zdezorientowani niż wcześniej. – Dorobimy te kółka i spadamy. Tyle. Zapominamy o wszystkim, co się tutaj działo. Koniec.
– Mamy podpisać jakąś deklarację poufności? – prycha Kuźma, mimo że w głębi serca odczuwa coś w rodzaju ulgi.
– Mogę podpisać się ogniem – mówi Ricky i z jakiegoś powodu każdy go ignoruje. Chyba wszyscy stwierdzają, że to nigdy nie miało być pytaniem i nie ma sensu rozpoczynać kłótni, bo żadna deklaracja poufności nagle nie pojawi się w trumnie. – Gdzieś nawet miałem takie fajne zapałki!! Serio, takie wiecie. Takie super fajne, takie… nie potrafię wytłumaczyć, czekajcie, czekajcie, zaraz wam pokażę!!! – Z tymi słowami Ricky nurkuje pod łóżko, żeby jeszcze długo spod niego nie wyskoczyć.
– Długo wam to zajmie? – pyta Kuźma, po czym bardzo dokładnie lustruje skrawek łóżka Ricky'ego, żeby ostrożnie na nim usiąść i usłyszeć zgłuszone stęknięcie spod swojego tyłka. – Sorry.
– Nie szkodzi!! – odpowiada Ricky i przesuwa swoją akcję poszukiwawczą na trochę inny kawałek zakurzonej podłogi.
– Eee, nie, chwilkę tylko – rzuca Alvin, wracając do pytania dziewczyny. Skądś wyczarował kilka kółek od fotela biurowego i Kuźma podejrzewa, że po prostu nosi milion takich niepotrabnych części w swoich obszernych spodniach moro z większą ilością kieszeni niż najśmielsze wyobrażenia heroski o spodniach rasowych budowlańców.
– A one nie-
– MAM – przerywa jej Ricky, a jego krzyk zostaje odrobinę stłumiony przez materac. Chłopak desperacko próbuje wydostać się spod łóżka, ale czołganie się do tyłu tragicznie go zawodzi. Gdy wreszcie, po zdobyciu kilkunastu nowych siniaków i wzburzeniu ogromnej chmury kurzy, przez którą Kuźmie łzawią oczy, Ricky triumfalnie staje na obydwu nogach, cały brudny i wymięty, ale szczęśliwy. W dłoni tryumfalnie ściska pudełko jakby od zapałek, ale nie do końca. – MOJE ZAPAŁKI!!! – Potrząsa pudełeczkiem i, ku zdumieniu wszystkich obecnych, wydaje ono z siebie charakterystyczny dźwięk dla METALOWYCH przedmiotów obijających się o siebie.
– Pokaż. – Kuźma odbiera Ricky'emu pudełko zapałek, ogląda je pobieżnie (etykietę pieczołowicie zdrapano), a gdy odważa się je otworzyć, odkrywa kilkadziesiąt metalowych pałeczek, które w życiu obok zapałek nie stały. Wyglądają bardziej jak patyczki, których używa się do nauki liczenia we wczesnej podstawówce. – Jaki szajs. Ty tego nigdy nie zapalisz.
– Ej – mówi Ricky z bardzo smutną miną. – Kiedyś mi się udało.
Kuźma nie ma zamiaru uwierzyć mu w te słowa.


Ricky?
────
[650 słów: Kuźma otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz