piątek, 31 lipca 2026

Od Sony CD Mikołaja — „Koncert mis kryształowych to jeszcze nie sekta”

Poprzednie opowiadanie

LATO V

Zupełnie szczerze nigdy jakoś szczególnie nie interesowała się światopoglądem Adama. Był księdzem, to był księdzem, na tym według Sony kończyła się jakakolwiek filozofia. Poza tym, będąc jeszcze bardziej szczerą, miała dość nikłe pojęcie na temat szeroko pojętych wierzeń, jeżeli nie chodziło o bogów greckich i rzymskich (o których i tak nauczyła się stosunkowo późno i wciąż nie do końca ogarnia wszystkie te religijne sprawy, tj. składania ofiar, modlitwy, takie tam). Jej rodzice zamiast wciągać ją w doktrynę katolicką i chrzcić ją jeszcze zanim potrafiła wyartykułować pierwsze słowo, poili ją kakao ceremonialnym, prezentowali jej taniec uwalnianiec, uczyli ugniatać czakrę oraz śpiewali pieśni o naturze, grając na djemble i mandolinie lub lirze korbowej, czasem też na fletni pana lub okarynie. O chrześciijaństwie wie tyle, że jest tam jakiś Bóg, typ, którego ukrzyżowali i papież (którego nie ukrzyżowali). Oraz że księża noszą takie śmieszne kołnierzyki, o które kiedyś spytała Adama, bo myślała, że to jego personalny wybór estetyczny (co w tamtym momencie uznawała za raczej dziwny personalny wybór estetyczny). Dlatego rozmowie Mikołaja z Adamem przysłuchiwała się z nieukrywanym zainteresowaniem w celu rozszerzenia swoich horyzontów.
Teraz jej wzrok z Mikołaja gładko przepływa na Adama, bo w pytaniu chłopaka nie widzi niczego szczególnie niemiłego, o co nie powinno pytać się trzymającego kierownicę rozpędzonego samochodu księdza.
Najpierw Adam wydaje z siebie niezrozumiały dźwięk. Albo jest to zrozumiały dźwięk, tylko że jego przesłanie nie dociera do tylnej kanapy. Sony i Mikołaj w niemal bezbłędnej synchronizacji pochylają się do przodu, żeby lepiej słyszeć zachrypnięty głos księdza.
– Moim zdaniem to nie ma tak, że wierzysz albo że nie wierzysz – wtrąca się Greg, który ledwo wypowiada słowa, próbując się nie roześmiać (Sony chyba nie rozumie żartu). – Pewnie gdyby miał powiedzieć, co ceni w życiu najbardziej, to…
– Zamknij się – ostro przerywa mu Adam. – Dzieciaku, pomiędzy wiarą a jej brakiem jest jeszcze… duża część… czysto ideologiczna – pokrętnie wyjaśnia i da się poczuć, że niekoniecznie ma ochotę o tym teraz rozmawiać. Mimo że temat wydaje się Sony całkiem interesujący, na tyle, że ma ogromną ochotę pociągnąć Adama za język i spróbować dowiedzieć się, o jaką ideologię mu chodzi i czy żeby ją wyznawać naprawdę trzeba aż zostać księdzem.
Zapada cisza na tyle długa, że w sumie nikt nie wie, czy Adam ma zamiar kontynuować swoją przemowę sam z siebie, czy potrzebuje pomocy. Sony już otwiera usta, żeby zasypać go pytaniami pomocniczymi, a Mikołaj ze zmarszczonymi brwiami próbuje przeanalizować tę odpowiedź tak, żeby nie podejrzewać Adama o palenie gejów na stosach w wolnym czasie.
– Właściwie, to – kontynuuje ksiądz i Sony, trochę zawiedziona, zamyka usta, głośno stukając zębami – w chrześcijaństwie bardziej zwracam uwagę na ogóle poglądy i takie tam. Kochaj bliźniego, nie kłam, nie zabijaj i tak dalej. Wszystko to jest całkiem… przyjemne, cała ta teoria. Nastawienie do świata i do ludzi.
– Chyba nie reprezentujesz go za dobrze, co, Siwy Jezu? – wcina się Greg (znowu używając tego obrzydliwego przezwiska) i Adam, który już i tak dość mocno marszczył brwi, teraz marszczy je jeszcze bardziej.
– Właśnie pomagam bliźniemu swemu – prycha, a irytacja wylewa się z tych kilku słów wartkimi strumieniami.
– Czyli – odzywa się Mikołaj – wyznajesz chrześcijaństwo nie jako wiarę, ale… zbiór poglądów? Na życie? To w ogóle ma sens, żeby aż zostawać księdzem?
– Może dobrze płacą – sugeruje Sony. – Albo chodzi o organy. Organy ładnie grają. Adam, umiesz na-
– Patrzcie jaki ładny parking pośrodku niczego – rzuca ksiądz.
– Gdzie? – Sony przykleja nos do szyby, żeby dojrzeć cokolwiek innego niż ekrany akustyczne i inne pojazdy. – Nie widzę.
– Chodziło mu o to, żebyśmy się zamknęli – wyjaśnia jej Mikołaj, znacznie przyciszając głos.
– Ahaaaa.
Rozczarowana i trochę naburmuszona wciska się w fotel ze skrzyżowanymi na piersi ramionami. Przypatruje się Gregowi, który coraz częściej nerwowo spogląda na Adama i wygląda tak, jakby bardzo chciał coś powiedzieć, ale nie wiedział, czy to już odpowiedni moment. Mężczyzna walczy ze sobą bardziej, niż typowy nastolatek pragnący wyznać miłość swojej wakacyjnej kraszi w ostatni dzień wyjazdu. Sony na migi próbuje przekazać Mikołajowi, żeby kopnął fotel Grega i jakoś go pospieszył, ale niestety nie udaje jej się przekazać jasnej wiadomości, bo w efekcie ubocznym mogłaby skopać fotel Adama i spowodować wypadek samochodowy (Mikołaj pyta ją, czy ma poprosić dorosłych o zatrzymanie się gdzieś na szybkie opróżnienie pęcherzy).
Ostatecznie Greg nie potrzebuje żadnej pomocy w postaci przemocy (niespodziewane).
– Nie chcesz się może wymie-
– Jeszcze nie – ucina Adam. – I tak nie mam gdzie zaparkować.
Mikołaj i Sony wymieniają między sobą takie spojrzenia, jakby właśnie doświadczyli kłótni doomed gay yaoi (pomijając to, że a) była to wymiana niepełnych trzech zdań i b) obserwują dwójkę kuzynów, z których jeden jest księdzem).
– Siwy Jezu, a jak tam twoja zaćma? – Greg decyduje się na wyciągnięcie ciężkich dział.
– Jaka zaćma? – wydusza z siebie Mikołaj.
Sony na moment marszczy brwi, bo ni chuja nie pamięta, czym jest zaćma. Jak sobie przypomina, to robi wielkie oczy i wpatruje się w kark Adama, bo nie ma najmniejszej szansy dostrzec jego twarzy.
– TY ŚLEPNIESZ?
– Można w ogóle tak prowadzić? – dopytuje Mikołaj.
– Nie no, raczej można – uspokaja go Sony. – Adam woził mnie już dużo razy.
– Nie wiem, czy wiesz, ale to dowód anegdotyczny.
– Co to jest dowód anegdotyczny?
– To taki… Nieważne! Jak to ma ksiądz zaćmę?
Nie mam żadnej zaćmy – cedzi Adam.
Greg przechyla się w fotelu i odwraca się do nastolatków, jakby w tym momencie naprawdę bardzo potrzebował patrzeć im w zszokowane twarze.
– Ma takie magiczne krople do oczu – mówi konspiracyjnym półszeptem i wspomaga się niezbyt obrazową gestykulacją. – One mu trochę naprawiają ten wzrok, ale na przykład ja mu średnio wierzę.
– To czemu akurat wziąłeś Adama na ten wyjazd? – dopytuje Sony, naśladując ton głosu Grega.
– Nie było nikogo lepszego, kto nie ma zaćmy.
– Ale my z nim jechaliśmy w nocy. Pamiętam. To było jak rozładował mi się telefon, nie było nocnych autobusów i odjechał mi pociąg. Albo odwołali mi pociąg. Ale łapałam stopa na chodniku i chyba potem nawet padał deszcz i Adam prowadził.
– Bo ten skurczybyk jest po prostu upartym idiotą.
Adam wydaje z siebie bardzo sfrustrowane westchnięcie, które przy okazji jest na tyle głośne, że wszyscy natychmiast zwracają na niego uwagę.
– Wy bardzo nie chcecie dojechać do tej Minnesoty, co?
Na moment wszyscy wreszcie się zamykają i właśnie w tym momencie niemal słychać, jak umysły Sony, Grega i Mikołaja usilnie próbują przepracować swoją sytuację.
– Dobra, a jakby tak – wreszcie odzywa się Greg – zatrzymać się w pobliskim McDonaldzie, zjeść coś i zmienić się za kierownicą.
Adam w milczeniu potakuje.
– A daleko jeszcze? – pyta Sony.
– Jeszcze jakieś cztery godziny – odpowiada Adam. – Więc polecam wam się przespać. Albo zastanowić, czy wy na pewno chcecie jechac do tej Minnesoty. Przewartościujcie swoje priorytety i tak dalej.
Sony bardzo wymownie przewraca oczami na tę sugestię, że jej plan może być choćby w paru marnych procentach uznawany za piekielnie głupi.
Mikołaj?
────
[1108 słów: Sony otrzymuje 11 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz