LATO
Ignorowała Pęcka, idąc wzdłuż ulicy. Satyr nigdy nie miał nic mądrego do powiedzenia ale teraz to przesadził. Raz tylko spojrzała na niego, a on natychmiast próbował przybrać najlepszą minę jaką miał, ale psuł to czymkolwiek co wchodziło i wychodziło z jego ust.
— Skibidi załamka, nie?
Westchnęła.
Jak w iluśtammilionowym mieście miała znaleźć przyjaciela? To słowo dziwnie dla niej brzmiało, ale z braku laku trzeba było się przyzwyczaić. Może miało na liście specyficzne „bycie porwanym przez limuzynę”, dała sobie rękę uciąć, że było coś podobnego.
W pewnym momencie ktoś powiedział jej, że widział limuzynę. Za tym rogiem, na parkingu. Zadowolona pobiegła w tą stronę, dopóki się nie okazało, że to był cholerny parking chroniony z dwudziestoma zaparkowanymi limuzynami. Stanęła na chodniku i wpatrywała się tępo w nie.
— Jak ja mam tutaj znaleźć cokolwiek? — mruknęła pod nosem.
Przechodzień usłyszał ją i podszedł od razu do niej.
— Jakby Pani chciała, to mogłaby znaleźć Boga w swoim sercu. — zaaferował się Amerykanin w wieku średnim.
Skrzyżowała ręce na piersi.
— A skąd taka sugestia, że nie mam już Boga w sercu? — odparła.
— Bo jakby Pani chciała, to by dawno poprosiła Stwórcę o odpowiedzi.
— Mówi Pan, ze mam zapytać się swojego Stwórcy o rozwiązania? — uśmiechnęła się pod nosem. To było tak absurdalne, że aż zabawne. „Hejka Demeter, pomóż mi znaleźć mojego porwanego kumpla.” „Spoko córka, już się robi, dostanę odznakę Matki Roku po raz pierwszy w życiu?”
— Dokładnie tak. Miłego dnia. — Kiwnął swoją czerwoną czapeczką z napisem „Make America Great Again”.
Wzruszyła ramionami, po czym zauważyła patyk. Skwitowała, że wyglądał dokładnie tak, jak te wszystkie patyki w westernach do szukania wody na pustyni. Nagle do głowy wpadł jej głupi pomysł, ale dzisiaj głupszego i tak nic nie wymyśli.
Wzięła go do ręki i chodziła z nim, czekając na jakieś wibracje albo jakiekolwiek znaki od bogów. Może odkryje supermoc pt. kompas do szukania idiotów. To było i tak zdecydowanie lepsze, niż przywoływanie satyrów. Do czego byli jej potrzebni, mogła się tylko zastanawiać, a i tak nie miała odpowiedzi.
Nie czuła tajemnej mocy w patyku. Szła ulicami Nowego Jorku, z patykiem w rękach, wyglądając jak średnio rozgarnięta osoba. Niektórzy przechodzili koło niej, jak gdyby nic. Zwykła środa.
Niestety satyr uczepił się jej jak rzep do psiego ogona. W pewnym momencie krzyczał coś do niej, ale go zignorowała.
— Spierdalaj, Pęcek. Szukam Arnar za pomocą patyka, nie widzisz?
— Nie słychać cię, Arnar!
Odwróciła się na pięcie i zauważyła iryfon. A właściwie cokolwiek, co udawało iryfon.
— Arnar, gdzie jesteś?
— Bee, przesuń się!
— Sobie dzwonisz, czy mi? Pokaż mi tą cholerną wizję.
Przepychali się, dopóki się nie rozłączyła wizja. W jej miejscu pojawiła się twarz jakiejś nimfy.
— Dziękujemy za skorzystanie z iRyfonu. Jak oceniasz jakość naszej usługi?
— Mocne pięć na dziesięć. — skomentowała Dahlia.
— Hej piękna. — Pęcek wyszczerzył zęby.
— Dziękujemy za opinię, miłego dnia.
— Zauważyła mnie i podziękowała. — ucieszył się satyr.
— Żyć mi się czasem nie chce. — odparła słabo półbogini.
— Jeżeli czujesz myśli samobójcze jako półbóg, możemy połączyć kryzysowo z linią MPJU, Martwy Półbóg Jest Useless, założoną przez Zeusa. Niech tylko potwór przerwie twoją linię życia. Łączę, jesteś 2451123 w kolejce. Nie rozłączaj się.
— Rozłączam się.
A to wszystko działo się przed ścianą. Ludzie przechodzili obok, komentując coś o ćpunach oglądających ściany. Niektórzy ubolewali, ze nawet ktoś tak młody jak Pęcisław już zaczyna brać narkotyki.
— Działa ten patyk?
— No, zajebiście, nie widać?
— Pysznie wygląda.
Rzuciła mu od niechcenia. Niech się na coś chociaż przyda. Patyk, nie Pęcek. Stanęła przed autobusem, zastanawiając się nad całą sytuacją. Podjęła decyzję, że najlepsze będzie szukanie Arnar, jeżdżąc jakimś pojazdem. Później się będzie martwić, jak wysiąść z autobusu.
— A co, jak będzie konduktor autobusowy? — odezwał się satyr.
— Jaki, kurczę, konduktor autobusowy?
— No, że sprawdza czy masz pieniądze.
— Ale tutaj się płaci przy wejściu do autobusu. Skąd ta idea w ogóle?
— A w sumie nie wiem.
Weszli do środka pojazdu, po zapłaceniu za bilety. Nawet nie zdążyła się rozsiąść, a już z głośników płynęło Zombie Lady.
────
[646 słów: Dahlia otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz