— To nie może być aż tak trudne — Blanche mruczy pod nosem.
Spojrzenie ma wbite w ekran telefonu i wyświetlony na nim przepis. Makaron z sosem nie jest żadną wyżyną kulinarną, nawet ktoś tak nieobyty z gotowaniem powinien dać sobie radę. Wyciąga więc garnki i patelnie, rozkłada wszystkie potrzebne składniki na blacie kuchennym.
Suszone pomidory w zalewie są jej pierwszym przeciwnikiem. Walczy ze słoikiem, a potem z oleistą zalewą, która gdzieś w trakcie przekładania pomidorów na deskę do krojenia rozlewa się po połowie blatu. Wyciera to w akompaniamencie własnych przekleństw. Nigdy nie lubiła suszonych pomidorów, ale skoro przepis ich wymagał, to musi się przemóc, dla dobra sprawy.
Sieka pomidory, cebulę i czosnek. Zacina się tylko raz, co jest świetnym wynikiem. Bez problemu posługuje się xiphosem, ale zdecydowanie nie lubi się z nożami kuchennymi. Przy szykowaniu i krojeniu piersi kurczaka zacina się kolejne dwa razy. Wrzuca wszystko na patelnię — cholera, może powinna smażyć kurczaka i resztę osobno? — i wygrzebuje z szafki plastry z Kubusiem Puchatkiem. Antyczny relikt, który jednak wciąż klei się do jej skóry i być może nie załatwi ją żadnym zakażeniem.
Zanim znowu zwraca uwagę na patelnię, powietrze wypełnia swąd spalenizny. Kolejna litania przekleństw towarzyszy jej, gdy uświadamia sobie, że zawartość patelni nie miesza się sama. Ratuje, co się da, kończy smażenie i gotuje wodę na makaron. Tego już nie idzie popsuć. To tylko woda i makaron. Wsypuje całe opakowanie, ustawia minutnik i zajmuje się przyprawianiem sosu, do którego wlewa śmietankę i dodaje parmezan.
Minutnik przerywa ciszę, Blanche patrzy do garnka i… tym razem brakuje jej już nawet przekleństw. Pół wody wygotowane, pół makaronu spalone i przyklejone do ścianek garnka. Znowu ratuje co się da z makaronu, a garnek razem z jego resztą wywala do kosza.
— Jest dobrze. Po prostu porcje będą mniejsze — wmawia sama sobie, mieszając makaron z sosem.
Nabiera makaron z sosem na łyżkę, dmucha przez chwilę, by go schłodzić, i próbuje. A potem od razu wypluwa. Woda do makaronu nie była osolona. Sos otrzymał zaś nadmiar soli i pieprzu. Nie jest to jednak największym problemem. Kurczak, cholerny najdroższy kurczak od szczęśliwej kurki biegającej po trawiastych pagórkach, zanim została zabita najbardziej humanitarną możliwą metodą, jest w środku surowy.
Nazwa potrawy zdaje się z niej szydzić, kiedy usuwa kartę z wyszukiwarki. Marry Me Chicken Pasta. Po tym popisie kulinarnym Keen zdecydowanie nie chciałaby za nią wyjść. Blanche zaciera więc ślady zbrodni. Ma najprawdziwsze łzy w oczach, kiedy wywala wszystko do kosza. Razem z patelnią. Sprzątanie pobojowiska, jakie zostało z kuchni, zajmuje jej godzinę.
Kiedy Keen i Winter wracają do domu, zapach spalenizny został już dawno wywietrzony i przykryty wonią świeczki zapachowej. Śmieci zostały wyniesione, kuchnia wysprzątana na błysk. Na stole, zamiast kurczaka o sugestywnej nazwie, leży pudełko z pizzą.
Drużyna Wintera przegrała mecz. Blanche przegrała pojedynek z własną kuchnią. Jedynie Keen zdaje się zadowolona, całuje policzek swojej partnerki i sięga po pierwszy kawałek pizzy. Zabawia ich jakąś głupią historyjką ze swojej nowej pracy. Blanche do uśmiechu wystarcza śmiech ukochanej. Ich złączone wysiłki przywołują uśmiech również na twarz Wintera.
Pierścionek ukryty na dnie szuflady musi jeszcze poczekać. I bez niego rodzina Blanche jest idealna. Jej następny plan nie powinien jednak zawierać w sobie gotowania.
[524 słowa: Blanche otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz