JESIEŃ
Powierzanie Lotus opieki nad dzieckiem to naprawdę nie był dobry pomysł. Ba, raczej fatalny. Lucas po prostu nie miał okazji jej poznać i przekonać się, że jest ostatnią osobą, której powinien zostawić córeczkę.
W ten sposób dziewczyna skończyła na prowadzeniu bitwy na spojrzenia z rocznym dzieciakiem. Stojąc na chodniku przed sklepem „wszystko za dolara”. Przez chwilę nawet zastanawiała się, jakie życiowe wybory ją do tego doprowadziły. Może to wszystko było związane z tym, że tego dnia olała obozowe śniadanie i zamiast tego poszła na lody?
Zanim zdążyła od tej myśli przejść do kolejnej, z głowy wyrwał ją cichy chichot Ruby. Odgarniając grzywkę z czoła, pochyliła się nad wózkiem i badawczo przyjrzała się dziewczynce.
— Ze mnie się śmiejesz? — zapytała, mrużąc oczy.
Ruby zachichotała głośniej. Do tej pory jedynym małym dzieckiem, z którym Lotus miała do czynienia, była młodsza siostra Amy. Lucy śmiała się z niej, odkąd ją poznała, więc łatwo było wyciągnąć wnioski. Pogroziła jej palcem.
— Nie wolno ci się ze mnie śmiać. Nie wolno się z nikogo śmiać, wiesz? To bardzo… niekulturalne — pouczyła ją, na powrót się prostując.
Dziewczynka tylko dalej się uśmiechała, widocznie zadowolona z sytuacji, w której się znalazła. Jeżeli w ogóle roczne dzieci były w stanie wiedzieć, w jakiej sytuacji się znajdowały. Lotus miała bardzo, bardzo małe pojęcie na ten temat, ale nie umiała nie uśmiechnąć się do Ruby, kiedy wyglądała tak radośnie. Wyszczerzyła zęby.
Chciała zrobić krok do tyłu, ale pech chciał, że zahaczyła czubkiem buta o kółko wózka. Potem w panice złapała za rączkę, żeby na pewno nie odjechał, dzięki czemu jej i niezbyt stabilnie postawiona stopa zsunęła się z krawężnika do zebranej na ulicy kałuży.
— Noż kurwa mać!
Krzywiąc się, puściła wózek i próbowała ocenić szkody. To były jej nowe trampki! Na szczęście kałuża była płytka, więc ucierpiała tylko ubłocona podeszwa buta i skropiona brudną wodą nogawka spodni. Westchnęła.
— Kulwa?
Zdezorientowana Lotus wróciła wzrokiem z powrotem do dziecka w wózku. Wciąż skupiona na swojej małej katastrofie, nie od razu zrozumiała, co takiego Ruby powiedziała.
— Co? — zapytała, jakby Ruby mogła odpowiedzieć jej na to pełnym zdaniem.
— Kulwa!
Przerażenie rozlało się na jej twarzy szybciej, niż sama mogłaby powiedzieć kurwa. Z nerwowym uśmiechem znów pochyliła się nad wózkiem.
— Nie, nie Ruby. Nie wolno tak mówić, okej? To bardzo brzydkie słowo — mówiła po cichu, gestykulując.
Ruby zachichotała, a potem znowu:
— Kulwa!
Lotus jęknęła, przeczesując palcami włosy.
— Nie, Ruby. Znasz inne słowa? Tata? Boże, tylko nie mów tak przy tacie, okej?
Dziewczynka wpatrywała się w nią ciszy przez kilka sekund.
— Tata, kulwa.
Litania do wszystkich bogów, którzy oczywiście jej nie słuchali, rozbrzmiewała w głowie Lotus jak chór kościelny. Doszła do wniosku, że z chęcią dołączy do chóru kościelnego, jeśli dzięki temu Ruby miała przestać przeklinać. Skoro buta w kałuży uważała za katastrofę, to była apokalipsa.
— Tata będzie bardzo, bardzo zły jak tak się do niego odezwiesz, mała. Mówię serio. Nie wolno używać takich słów. Mi też, ale tobie to tym bardziej. Okej? Nie ma więcej używania słowa kur- takiego słowa. Nie — mówiła Lotus przyciszonym głosem, pochylona nad wózkiem.
Bardzo chciałaby być teraz dzieckiem Wenus. Jednym z tych szczęśliwszych, które władają czaromową i w ogóle. Mogłaby wtedy siłą woli przekonać Ruby, żeby nigdy więcej nie powiedziała kurwa. Niestety po ojcu nie dostała żadnych umiejętności, które teraz by się jej przydały.
Była bardzo, bardzo w dupie.
────
[546 słów: Lotus otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz