piątek, 31 lipca 2026

Od Oriany CD Kai — ,,My kink is karma"

Poprzednie opowiadanie 


Co ona tu, do cholery, w ogóle robi?
To nie jest miejsce dla niej.
Jej życie od zawsze było zlepkiem przypadków nasączonych chaosem. Nie powinno jej już dziwić, że ciągle pojawia się (wbrew własnej woli, bo jakżeby inaczej!) w miejscach, w których wcale nie chce być. Dziwiła się jednak swojemu brakowi asertywności i jakiejkolwiek silnej woli, temu, że zawsze idzie z tłumem. A nie bała się nawet tego, że ktoś ją oceni pod względem tego, jaka jest — już dawno z tego wyrosła. A przynajmniej tak myślała.
— Weź mi jakąś zerówkę — mruknęła pod nosem do Edgar. — My znajdziemy jakieś wolne miejsce. Chcesz coś, Kaya?
Chciała choćby na chwilę się od niejgo ulotnić i spędzić czas w towarzystwie Kai, dlatego pociągnęła ją za rękę w głąb lokalu. Nie oponowała Orianie, wręcz przeciwnie, bardzo chętnie oddaliła się od ich nieproszonego przyjaciela. Pierwszy raz od naprawdę dawna udało jej się wyciągnąć kobietę z domu, wyjść gdzieś na miasto, porozmawiać dłużej i treściwiej niż w pracy czy poprzez wiadomości (nawet, jeśli Oriana nie jest aż tak rozmowna, jak ona), a jedno, przypadkowe spotkanie to zepsuło — a tym samym i jej nastrój. Rzadko widziała Kayę zgorzkniałą, a tak mogła ją w tamtym momencie opisać, patrząc jedynie na ten wyraz twarzy, gdy patrzyła na brązowowłosego. Przez moment dopadło ją ukłucie poczucia winy, jednak stwierdziła, że nic na to nie poradzi, nawet jeśli przez to Kaya będzie na nią zła. A nie chciała jeno ot tak odprawiać, powiedzieć jenu, żeby się od nich odwaliło.
— Nienawidzę, gdy takie spotkania zawsze kończą się alkoholem — rzuciła, gdy usiadły razem na kanapie.
Cholera, wymyślił sobie karaoke! Czemu każdy, na kogo trafiała, okazywał się właśnie taki? Ludzie raczej przebywają z osobami, które są do nich podobne.
Kaya uniosła wzrok na Orianę, przybierając na twarzy wyraz spłoszonego jelątka.
— To czemu nie powiedziałaś? Mogłybyśmy…
Nie wiedząc czemu, przerwała, gdy wrócił do nich półbóg, a przez jej twarz przemknął cień. Gdyby się nad tym bardziej zastanowić, dość często przybierała podobną mimikę w towarzystwie mężczyzn czy męsko-podobnych osobników, jakby nie chciała mieć z nimi do czynienia. Przy nim nawet tego nie ukrywała. Edgar nie było głupie, więc nie mogło tego nie zauważyć. Położyło przed nimi napoje oraz naczosy z serowym sosem.
Ciągle gadał. Zagadywał Kayę, po której widać było, że odpowiada z niechęci, byleby mieć spokój. Koniec końców Oriana musiała przejąć inicjatywę, by uniknąć niezręczności, której naprawdę nienawidziła doświadczać. Wybierali razem piosenki, w czym okazali się wszyscy dość zgodni, ku uciesze córki Ateny i w końcu zniknęły między nimi bojowe nastroje. Zamiast tego, zaczęła się spinać przez ten rodzaj aktywności, który wymagał od niej jakiegokolwiek wysiłku i pokazania się. Zapewne spędzi kolejne pół roku, wychodząc z domu tylko i jedynie, aby pójść do pracy.
Absurd nad absurdem, naprawdę. Trójką półbogów, których losy jakimś cudem skrzyżowały się w samym, cholernym centrum Nowego Jorku. Brakowało tylko aby otrzymali od bogów jakąś tajemną, niebezpieczną misję — zapewne powinni robić coś tak poważnego, a nie robić z siebie idiotów w środku nocy. Zamiast tego, nie napominali ani słowem o swoich losach w Obozach, a ich rozmowa o wspólnym pochodzeniu zakończyła się na tym, że Kaya i Edgar pochwalili się swoimi wyrytymi na przedramieniu symbolami, którym Oriana nie miała okazji (możliwości) zostać uraczoną. Nigdy nie czuła szczególnego poczucia przywiązania do innych swojego pokroju tylko z tego powodu, że łączy ich bycie dzieckiem boga, który nie interesuje się losem swojego potomka. Nawet przeciwnie — chciała unikać ich za wszelką cenę, byleby ich rozmowy nigdy się nie tyczyły tego tematu, a zamiast tego, trafiła w środowisko, gdzie otacza się wieloma półbogami. Cóż, to nie oznaczało tak naprawdę, że o tym w ogóle myślała. Na co dzień nie miała styczności z wieloma potworami i żyła prawie-że jak zwykły śmiertelnik.
W swojej głowie dużo narzekała, ale okazało się, że nie jest tak źle, omijając nagłe humorki Kai. Może częściej potrzebowała odskoczni od codzienności. Może. Na ogół twierdziła, że musi po prostu zająć się czymś, by za dużo nie myśleć, a nie musiało to być nic ambitnego. Po prostu coś, co zajmie na tyle dużo czasu, by potem mogła przejmować się tylko tym, by iść wystarczająco wcześnie spać, czy ma nastawiony budzik i czy się nie spóźni do pracy.
— Do której możesz być? — wyszeptała jej do ucha.
— Nie mam limitu — Uśmiechnęła się miękko Oriana, nie orientując się nawet, która jest godzina — mogę jeszcze posiedzieć.
— Mh. — Zerknęła ukradkiem na ich towarzysza. — Myślę, że obie mamy pewien limit.
Po sekundzie parsknęła śmiechem. Edgar jakby wyczuło, że zastanawiają się, jak mogą się go pozbyć — zrozumiało niewymówione sugestie i samo stwierdziło, że musi iść jutro do pracy. Rozstali się na ulicy, półboże poszło w swoją stronę, a kobiety zostały same, otoczone głuchotą opustoszałej uliczki, wypełnionej tylko odgłosami dobiegającymi z barów. Minęło co najmniej kilka lat, odkąd znajdowała się w takim miejscu, o takiej porze. W miejscu, gdzie miasto powinno spać, ale wciąż krążą po nim zagubione dusze, jedne poszukujące adrenaliny, drugie przybite, szukające jakiejkolwiek rozrywki, a jeszcze inne, takie jak Oriana, nie wiedzące, co ze sobą zrobić, nie wiedzące, co do cholery robią w swoim życiu i tylko podążające za innymi.
Zasłoniła usta, gdy poczuła nagłą potrzebę, żeby ziewnąć, a Kaya spojrzała na nią i uśmiechnęła się lekko. Krótkie włosy od jakiegoś czasu próbowały uwolnić się z niechlujnie związanego koka, ale wciąż nie poprawiła fryzury.
— Chcesz iść do mnie?
— O? — Otworzyła szeroko oczy. — Uh, co, nie. Znaczy, no…
Ciepło przeszło po jej zmarzniętej twarzy. Odwróciła szybko wzrok, czując, że pewnie marszczy się na czole.
— Ja, myślałam, żeby raczej — zająknęła się, poprawiając ramiączko torby — przejść się, albo coś takiego. Jest ładna noc. Możemy z tego skorzystać, skoro tu jesteśmy. Sama mówiłaś, że rzadko gdzieś wychodzimy.
— Nie chce ci się spać?
— Niezbyt.
Kaya mruknęła pod nosem, ale tylko pokiwała bez słowa głową, złapała niedbale jasnowłosą za ramię i pociągnęła ją w kierunku ulicy, gdzie było już trochę więcej osób. W zimnym, dusznym i suchym powietrzu unosił się zapach papierosów. Oprószone kępkami śniegu chodniki odbijały światło lamp, przez co noc nie wydawała się aż tak ponura. Widziała, jak mijający ich faceci patrzą na nich zażartym wzrokiem, i mimowolnie szczelniej okryła się kurtką, ściskając bardziej półboginię. Przeszły dalej, zostawiając za sobą chmarę tych wszystkich ludzi, docierając do parku, ramię pod ramię, aż w Orianie już zagrzała się krew, ale i tak nie chciała jej puszczać — nawet bardziej się do niej przysunęła, aż mogła wyczuć pomarańczowy zapach odżywki do włosów.
Zatrzymały się w odosobnionym miejscu, przy niewielkiej fontannie. Oriana domyślała się, że za moment kobieta wciągnie ją do wody, ale zamiast tego, puściła jej ramię i usiadły razem na ławce.
— Nie podobało ci się?
— Nie było tak źle, jak myślałam, że będzie — odparła, na co Kaya zachichotała. — Chyba po prostu wolę spędzać czas tak, jak teraz.
— Tylko ze mną?
Zacisnęła zęby, słysząc, jak głos Kai zadrgał wraz z tym pytaniem. Nic nie powiedziała, a białowłosa położyła luźno dłoń na jej ręce. Miała ciepłą, miękką skórę, sprawiającą, że zimno wokół nie było aż tak uprzykrzające. Nie pamiętała, kiedy ostatnio były zupełnie, absolutnie same, bez żadnego zgiełku wokół. Świat nie istniał. Mogły towarzyszyć im tylko świetliki i przykryte przez miejskie oświetlenie gwiazdy, które nie naruszały ich spokoju. Oriana podziwiała porcelanową twarz Kai oraz jej delikatne rysy z kolei wpatrzoną przez siebie nieobecnym spojrzeniem, jakby myślami była w zupełnie innym świecie. Złote oczy błyszczały podobnie jak woda w fontannie.
— Masz trochę rozmazaną szminkę — rzuciła.
— He, serio? — Uniosła palce do ust, rozbudzona. — Gdzie?
Oriana potarła kącik warg Kai, po czym przysunęła się do niej i niespodziewanie, niezgrabnie pocałowała, przyciskając swe usta do jej ust przez parę sekund, które sprawiały wrażenie, jakby trwały jednocześnie za krótką chwilę, jak i nieskończoną wieczność. Gdy speszona się odsunęła, czuła mrowienie na opustoszałej skórze. Nogi miała jak z waty, jakby chciały stąd zniknąć, a na sercu było jej ciężko, jakby chciały tu zostać, nie puszczając jej w ucieczkę. Nie spojrzała po tym na twarz Kai, unikając tej niezręcznej konfrontacji, jakiej się spodziewała, zabrała dłoń, a uciążliwie długa cisza zaczęła ją boleć w uszy.

Kaya?
────
[1316  słów: Oriana otrzymuje 13 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz