JESIEŃ
— Nie! — zaprzeczyło stanowczo, rozmasowywując obolały policzek. — Przywidziało ci się! — dodało, widząc, jak Kalina otwiera usta.
Kalina, której w końcu udało się opanować wybuch śmiechu, spojrzała na niego badawczo. Jednocześnie starała się patrzeć na chodnik za Vex — wypatrując babcię oraz samo Vex, czy przypadkiem się nie zatacza. Zirytowane dziecko Marsa najwidoczniej musiało to dostrzec, bo cofnęło się od niej o krok, czy dwa.
— Wszystko okej? — zapytała w końcu.
— Oczywiście — wzruszyło ramionami Vex, próbując wyczuć, czy na jego twarzy przypadkiem nie pojawia się wielki siniec. Jeśli się pojawi, przynajmniej będzie pasował mu do włosów… póki nie zzielenieje.
— Ale na-
— Zamknij się — urwało, w końcu przestając dotykać swoją twarz. Wzięło głęboki oddech, zmrużyło oczy i spojrzało na dziewczynę. — Co ty odpierdalasz?
— To znaczy? — zaśmiała się głupkowato, uciekając wzrokiem. — Nie wiem, teraz na przykład stoję.
— Kurwa, pytam serio. Co jej zrobiłaś?
— Nic- — kątem oka Kalina dostrzegła starszą panią, która nie poddając się, nadal podążała ich śladem. Szybsze dreptanie było teraz wolnym dreptaniem, ale złowieszcze wymachiwanie telefonem pozostało. Dziewczyna była pod wrażeniem jej kondycji, bo mimo sędziwego wieku kobiety, tej mógłby jej pozazdrościć niejeden przeszkolony heros. — Jak ten pierdolony ślimak — westchnęła.
— Jaki, kurwa, ślimak?
Nie czekając na reakcję towarzysza, Kalina złapała Vex za rękę i zaczęła uciekać wolnym, ale szybszym niż zwykły chód tempem. Skręciła w kolejną uliczkę i zaczęła rozglądać się za miejscem, które nie będzie na widoku. Słabe krzyki kobiety stawały się coraz głośniejsze i Kalina miała wrażenie, że ogląda jakiś słaby horror, którego fabuła polega na tym, że główny bohater jest goniony przez niezidentyfikowane stwory, wydające niepokojące odgłosy. W tym przypadku potwór był zidentyfikowany — była nim zwykła staruszka, a niepokojące odgłosy brzmiały mniej więcej „złodzieje! wandale! niewychowana młodzież!”, a słowa oddzielały przerwy na zaczerpnięcie tchu.
— Po schodach nas nie do- — pomyślała, a przy okazji wypowiedziała własne myśli na głos. Po chwili, gdy już skręciła w stronę klatki schodowej, przypomniała sobie, że idzie z Vex. — Albo może i nie.
— Chodź tu — Vex zaciągnęło ją gdzieś na bok.
Wpadli do pierwszego lepszego sklepu spożywczego. Był to typowy sklepik osiedlowy, gdzie sporą część klientów stanowili pijani panowie i starsze panie, przychodzące na ploteczki. W tej chwili jednak wydawał się idealnym schronieniem mimo zaskoczonego wzroku kasjerki. Kalina zniknęła między regałami, a Vex dogoniło ją po parunastu sekundach, walcząc o każdy oddech i marząc o chwili spokoju.
— Może tu nie wejdzie — stwierdziła wesoło Kalina, dostrzegając kątem oka Vex. Z udawanym zainteresowaniem czytała etykiety smakowych piw na regale, udając, że nie widzi czerwonej od wysiłku i wkurwienia (zwłaszcza wkurwienia) twarzy herosa. — Mango-banan? Fu, ktoś to pije?
— Nie zmieniaj tematu — irytację w głosie nastolatka dało się usłyszeć w całym sklepie. — Wpadasz na mnie… przerywasz mi PRACĘ, ciągasz po mieście… rodzinę jej zabiłaś?!
— To ty złamałoś prawo, nie ja — wzruszyła ramionami. — Nie boli cię ta głowa?
— To ciebie nazwała złodziejem — zauważyło ostro, a na pytanie odpowiedziało zabójczym spojrzeniem. — Co jej ukradłaś? Pokaż, ocenię czy było warto — dodało szeptem.
— Nic nie mam! — uniosła obie ręce ku górze, jakby Vex było co najmniej policjantem. — I nie krzycz, bo nas stąd wyrzucą.
— To ty krzyczysz! — odparło wkurzone Vex. — I kłamiesz! Jakbyś jej nie okradła, nie byłoby problemu!
— Nie mam ani jednej jej rzeczy! — tłumaczyła się Kalina. Była gotowa w desperacji wywrócić na lewą stronę wszystkie sześć kieszeni. Za bardzo obawiała się jednak ilości śmieci i innych, przypadkowych przedmiotów.
— Akurat.
— Naprawdę, oddałam jej — zaśmiała się. — Nie moja wina, że jest ślepa.
— Ja pier- dzień dobry! — wyraz twarzy Vex zmienił się w sekundzie.
Za Kaliną stała pracownica sklepu. Z założonymi na piersi rękami uważnie słuchała ich rozmowy, gotowa na ewentualną konfrontację.
Dziewczyna niepewnie odwróciła głowę do tyłu i odskoczyła wystraszona na widok kobiety. Cudem nie uderzyła w regał pełen szklanych butelek. Całe szczęście, bo nie uśmiechało się jej płacić za zmarnowany w ten sposób alkohol. Stanęła obok Vex i po prostu wybuchnęła śmiechem.
— Do widzenia — kobiecie najwidoczniej nie było do śmiechu. — Złodzieje.
────
[638 słów: Kalina otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz