Widząc zdezorientowaną minę Weroniki, Caroline uśmiechnęła się jeszcze odrobinę szerzej. Życie w Nowym Jorku było z pewnością mniej intensywne, ale teraz dochodziła do wniosku, że także mniej ciekawe. Siłownia trzy razy w tygodniu to nie to samo, co dobry sparing. Co prawda nie taki, jaki przeprowadziła przed chwilą, bo tego nie nazwałaby dobrym sparingiem. Weronika najwyraźniej bardzo wypadła z rytmu bez kogoś, kto ustawiłby ją do pionu. Caroline cieszyła się, że swoją wizytę w Obozie Herosów może poświęcić na coś tak szlachetnego.
— Rewanż! Oszukane zwycięstwo to nie zwycięstwo, a sromotna przegrana! — zawołała Weronika, choć wciąż podpierała się dłońmi o podłoże i z pewnością wyglądała, jakby mroczki latały jej przed oczami.
— Gówno nie przegrana — odezwał się ktoś w tłumie, wywołując tym grymas na twarzy Weroniki. Temat fekaliów był chyba dla niej nie wystarczająco wyniosły.
— Laska, nie oszukiwałam — powiedziała Caroline, spoglądając na nią z góry. Satysfakcjonujące. — Trzeba umieć skupić się na mieczu.
Wbiła czubek swojego ostrza w ziemię i podparła się na nim z niemal znudzoną miną. Nie, żeby ona szczególnie świetnie radziła sobie z przegrywaniem, ale jej wygraną był w stanie potwierdzić tłum gapiów. Weronika miała tupet żeby w ogóle sugerować jej, że oszukiwała. Na szczęście Caroline uczyła się panowania nad sobą.
— Twoje zagranie było bezkompromisowo niehonorowe. Wstyd zalałby mnie całą, gdybym chociaż pomyślała, żeby zachować się tak haniebnie jak ty — fuknęła Weronika, podnosząc się z ziemi.
Ze zdecydowanie zbyt dumną w porównaniu do sytuacji miną otrzepała dłonie o i tak już brudne spodnie. Jeszcze wyżej uniosła podbródek, jakby chciała podyskutować z bogami. Ley była pewna, że ma im mnóstwo do powiedzenia. Zastanawiała się, czy Weronika kiedykolwiek się z którymś z nich spotkała. Obstawiała, że nie, bo za te gadki już by ją ktoś spalił. Obrzuciła dziewczynę uważniejszym spojrzeniem; tam, gdzie uderzyła ją płazem miecza, skóra już była zaczerwieniona. Nie planowała zaatakować mocno, ale pewnie wykwitnie tam później siniak.
— Dostałaś w głowę. Idź lepiej sprawdź, czy nic ci się tam nie poprzestawiało. Chociaż może tak byłoby lepiej. — Ostatnią część mruknęła bardziej do siebie, niż do Weroniki.
Rzeczona poszkodowana wyglądała na oburzoną.
— Rany wojenne dodają szlachetności. Poza tym, dobry wojownik nie odmawia rewanżu — powiedziała z taką dozą pogardy, na jaką było jej stać.
Caroline przewróciła oczami. Rozmawiając z Weroniką zawsze czuła się, jakby grała w bardzo kiepskim, czarno-białym filmie, ale tym razem przechodziła samą siebie. Najwyraźniej przegrana nie działała dobrze na jej nerwy.
— Strasznie męczysz dupę — westchnęła Ley, ale sprawnie z powrotem uniosła swój miecz.
Weronika uśmiechnęła się tryumfalnie, choć nie wyglądała już na tak zadowoloną z siebie, jak wcześniej. Podniosła z ziemi swoją szpadę, która przy jej upadku odleciała metr dalej. Mało to było wyniosłe, ale zaraz wyprostowała się jak struna i stanęła w pozycji, która zapewne miała reprezentować gotowość do walki. Caroline za to wydawała się raczej znudzona - bez problemu wygrała pierwszy sparing, więc wygrana i tak leżała po jej stronie. Rewanż to była tylko formalność, żeby Weronika dała jej święty spokój.
— Tym razem nie wywiniesz się moim umiejętnościom — powiedziała w końcu hardo Weronika, wyprowadzając pierwsze pchnięcie.
— Mniej gadaj, więcej rób. Może się w końcu czegoś nauczysz.
Ley całkiem bawiło obserwowanie Weroniki, kiedy udawała, że wcale jej to nie wkurwia. Robiła wtedy śmieszną minę — dumne spojrzenie, zmarszczone brwi i usta wykrzywione w grymasie złości.
— Nie potrzebuję uczyć się od kogoś, kto walczy jak zwierzę — sarknęła Weronika.
— Zwierzę, z którym przegrałaś — odpowiedziała Caroline z promiennym uśmiechem, który w połączeniu z tym, jak szybko się poruszała, nie wyglądał szczególnie przyjaźnie.
Przytyki Weroniki bardziej ją śmieszyły, niż irytowały. Średnio była w stanie traktować tą dziewczynę na poważnie. Wszystkie słowa, które padały z jej ust brzmiały, jakby urwała się z jakiejś kiepskiej pseudofilozoficznej książki. Może nawet odrobinę jej współczuła. Życie z takim stylem bycia nie mogło być łatwe.
— To nie była przegrana, tylko potknięcie.
Tak, z pewnością ktoś ją gnębił w dzieciństwie.
— Ty to robisz specjalnie? Czy trzeba ci przypieprzyć moc-
Zanim Ley zdążyła dokończyć przytyk, Weronika nagle zachwiała się na nogach. Szpada wyleciała jej z dłoni.
— No bez jaj. — Caroline złapała ją za ramię zanim zdążyła polecieć do przodu i rozbić sobie nos o twarde podłoże. — Japierdole, aż tak mocno to nie dostałaś — burknęła, odrzucając swój miecz na ziemię.
— Co ty robisz? Możemy kontynuować — zaprotestowała Weronika, ale jej głos nie był już tak mocny, niż wcześniej.
— Ktoś mnie jeszcze za to udupi — mruknęła ponuro Caroline, nie do końca delikatnie ciągnąc ją w stronę skrzydła szpitalnego.
────
[723 słowa: Caroline otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz