JESIEŃ, ROK TEMU
Elianne przycisnęła zwierzątko do piersi, ruszając w kierunku Pól Marsowych. Świnka morska uspokoiła się, kiedy tylko trafiła na jej ręce. Może wcześniej wyczuwała niechęć Doriana i dlatego broniła się przed nim ząbkami i pazurami? W każdym razie teraz siedziała spokojnie z pyszczkiem wciśniętym w sweter Eli. Dziewczyna machinalnie gładziła kciukiem jej miękkie futerko. Łatwo było zapomnieć, że trzyma w dłoniach potencjalnego potwora.
— Pewnie i tak jej nie znajdziemy — burknął gdzieś zza niej Dorian. Terminator przytaknął mu kichnięciem tak głośnym, że stworzonko w ramionach Elianne niemalże podskoczyło.
— Nie marudź. To był twój pomysł — odpowiedziała, brnąc do przodu. — Lotus na pewno gdzieś tu jest, gdzie miałaby pójść?
— Szukać drugiej świnki morskiej na przykład?
— Mam nadzieję, że nie.
Skoro jedna świnka morska mogła narobić tyle chaosu, nawet nie chciała myśleć o tym, co mogłyby zrobić dwie świnki morskie. Pewnie rozpętałoby się piekło.
Na Polu Marsowym wciąż trenowały ostatnie niedobitki. Eli choćby chciała, nie umiała skojarzyć wszystkich twarzy z imionami. Mając pełne ręce roboty, trudno było jej zorientować się we wszystkich nowych obozowiczach, którzy nie trafiali do jej kohorty. Trafiła jednak na parę osób, które znała, więc raz za razem przywdziewała na twarz uśmiech i zadawała to samo pytanie.
— Hej, widziałaś może Lotus?
— Kogo?
— Taka z drugiej kohorty, trochę wyższa ode mnie, czerwone włosy, bo-
— A po co ci ta świnka morska?
To pytanie za każdym razem wybijało ją z rytmu, bo zapominała, że ciągle trzyma zwierzątko w rękach.
— Nie moja.
— Nie widziałam nikogo z czerwonymi włosami.
Więc szukali dalej.
— Nie wierzę, że umiała zgubić się w tłumie — mruknęła do Doriana Eli, kiedy przepytała już każdą możliwą osobę.
Dwie w ogóle nie wiedziały o kim mówi, jedna jej nie widziała, a dwie następne wskazały jej dwa przeciwne kierunki, gdzie rzekomo miała skierować się Lotus.
— Terminator. Czujesz coś? — zapytał chłopak, sięgając ręką w lewo, gdzie pies szedł tuż przy jego nodze.
Terminator w odpowiedzi tylko zaskamlał, spuszczając głowę.
Elianne już miała westchnąć i zawrócić się w stronę centrum obozu, ale nagle między krzewami mignęły jej czerwone włosy. Przytrzymując jedną dłonią świnkę morską, drugą wyciągnęła nad głowę i pomachała.
— Lotus! Hej, Lotus!
Postać w krzakach zamarła, ale po chwili wyłoniła się z pomiędzy gałązek. Lotus w dłoniach trzymała reklamówkę wypchaną trawą.
— O boże, Matylda — zawołała, kiedy zobaczyła, co Eli trzyma w dłoniach.
W paru susach dobiegła do nich (trzymając się trochę z dala od Terminatora), ale zanim zdążyła wyciągnąć dłonie po swoje zwierzątko, Dorian zażądał:
— Odczaruj ją.
Lotus wyglądała na raczej zbitą z tropu.
— Jak mam ją odczarować? To świnka morska — odpowiedziała, spoglądając to na chłopaka, to na Eli.
— Mamy podejrzenia, że to zaklęty w świnkę morską potwór — wyjaśniła Elianne, nieco odsuwając od siebie Matyldę. Jęknęła, kiedy zobaczyła, że zwierzę wygryzło jej dziurę w swetrze. — Mój ulubiony sweter — westchnęła ze zrezygnowaniem.
— Matylda! Zła świnka — skarciła Lotus, pochylając się, żeby spojrzeć Matyldzie w oczy. — Wybacz. — Posłała Eli skruszony uśmiech, kiedy na powrót się wyprostowała. — To żaden potwór. Pod śmietnikiem w San Francisco ją znalazłam, chyba ktoś ją wyrzucił.
— I przywlokłaś ją do obozu? — zapytał Dorian, unosząc brwi.
— Nie mogłam jej tam zostawić, poza tym… Oj — bąknęła Lotus, patrząc gdzieś ponad ramieniem Elianne.
Dziewczyna zerknęła przez ramię. Z westchnieniem oddała świnkę Lotus, wygładziła przód przedziurawionego już swetra i odwróciła się.
— Mamy towarzystwo — rzuciła półgłosem do Doriana, łapiąc go za ramię, żeby też odwrócił się twarzą do gości.
W ich stronę prędko zmierzał rozjuszony Vergil i bardzo zadowolony z siebie Izan. Na sam widok tego drugiego Elianne poczuła falę irytacji, ale zmusiła się do uśmiechu. Dorian spiął się obok niej, kiedy dotarł do nich niezbyt zadowolony głos Vergila, który odpowiadał coś Izanowi.
Im bliżej byli, tym bardziej Eli starała się, żeby jej uśmiech wyglądał wiarygodnie. Uśmiechnięta, dziecięca twarz czasami sprawiała, że była lekceważona, a czasami wzbudzała sympatię. Naprawdę miała nadzieję, że tym razem trafi na ten drugi scenariusz. Vergil chyba ją lubił, ale wyglądał na złego, więc nigdy nic nie wiadomo. Zrobiła krok do przodu, występując przed Doriana i Lotus.
— Oto są winowajcy. Przywlekają jakieś śmierdzące zwierzęta do mojego obozu! — powiedział oskarżycielsko Izan, pokazując na nich palcem.
Elianne stłumiła westchnienie. To będzie ciężka przeprawa.
────
[675 słów: Elianne otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz