poniedziałek, 13 lipca 2026

Od Caroline do Blanche — „Here comes the siedem lat nieszczęścia”

Po tym, jak wyprowadziła się z domu, Caroline szybko nauczyła się gotować. Restauracje w Nowym Jorku były drogie, a nie chciała obciążać rodziców tym, że jest zbyt leniwa i musi jeść na mieście, więc nie miała większego wyboru. Zwykle wybierała jakieś proste i szybkie dania, nic specjalnego. Przez to nowi znajomi ze studiów często do niej wpadali, bo "jezu, to jest sto razy lepsze niż kluski ze sklepu" i "nie chce mi się gotować więc w akademiku jem zupki chińskie, miła odmiana". Makaron z kurczakiem i szpinakiem i butelka wina w piątkowy wieczór to zawsze był dobry pomysł.
Czasami jednak bywała leniwa. Szczególnie, jeśli miała za sobą koszmarny egzamin i naprawdę zasługiwała na nagrodę. W pobliżu swojego mieszkania miała jedną knajpkę, którą szczerze uwielbiała. Świętowała coś? Szła na obiad. Spotykała się ze znajomymi? Szła z nimi na obiad. Miała bardzo zły dzień? Szła na obiad i w domu piła drinka, bo w tej zapyziałej Ameryce (którą sama sobie wybrała jako miejsce zamieszkania) dalej nie mogła go sobie legalnie kupić w restauracji. Co za szkoda.
Tym razem powodem do odświętnego, wychodnego obiadu był upierdolony egzamin. Caroline miała topić się w smutku wraz z koleżanką (która test zdała, ale chciała być lojalna), ale nie wszystko poszło zgodnie z planem. Dziewczyna siedziała sama przy dwuosobowym stoliku, smutnie sącząc wodę z cytryną. Wpatrywała się w ekran swojego telefonu, gdzie Kathy zostawiła jej wiadomość na dostarczonym.
— No bez jaj — wymamrotała pod nosem, trąc czoło wierzchem dłoni.
Kathy raczej się nie spóźniała, a Caroline czekała na nią już od piętnastu minut, bez żadnego ostrzeżenia. Już wcześniej zamówiła sobie ulubioną sałatkę, więc tak czy siak była uziemiona, nawet jeśli Kathy nie przyjdzie. Nieco zbyt głośno odłożyła telefon na stolik ekranem do dołu i podparła podbródek na dłoni.
Niestety, nawet wtedy miała pecha. Kiedy próbowała ponownie sięgnąć po swój telefon, łokciem przewróciła wysoką szklankę, wciąż do połowy wypełnioną wodą, kostkami lodu i plasterkami cytryny. Pies by to drapał, gdyby oblała sam stolik, bo nawet nie był przykryty obrusem. Pościerałaby to serwetkami i po krzyku. Niestety, woda chlusnęła na nogi przechodzącej obok niej kobiety. Caroline przeklęła pod nosem, w pierwszym odruchu odsunęła swój telefon na bok, a w drugim uniosła wzrok na kobietę, która zatrzymała się przy jej stoliku. Widząc obryzgane wodą spodnie, sięgnęła po chusteczki.
Rano podczas robienia makijażu stłukła maleńkie lusterko dołączone do zestawu cieni. Nigdy szczególnie nie przejmowała się zabobonami, ale ten najwyraźniej się sprawdzał.
— Boże, przepraszam panią najmocniej — powiedziała, wyciągając w jej stronę dłoń z plikiem serwetek. — Straszna ze mnie niezdara.
Jeśli tak miało wyglądać najbliższe 2556 dni jej życia, to ona to pierdoli.


Blanche?
────
[429 słów: Caroline otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz