piątek, 10 lipca 2026

Od Vex CD Kaliny — „Malunki naskalne po roku w Ameryce”

Poprzednie opowiadanie

JESIEŃ V

Wciąga powietrze w płonące żywym ogniem płuca, żeby mieć w nich wystarczająco dużo powietrza na wykrzyknięcie cudownej, improwizowanej wiązanki przekleństw. I z jakiegoś powodu nikt go jeszcze nie powstrzymuje ani nie ucisza (to dziwna odmiana od obozowej rzeczywistości), więc udaje mu się wydusić z siebie:
– TY ZJEŁ—
Ale Kalina wyczuwa odpowiedni moment na strategiczne wymierzenie Vex bolesnego kuksańca w bok, przez co wiązanka przekleństw zmienia się w smutny skowyt zranionego zwierzaka.
– Niczego nie ukradłam – oświadcza pewna siebie dziewczyna, mimo że pracownica sklepu nie wydaje się skora do zmiany zdania. Ani do zmiany miny na jakąś niewyrażającą ogromnej niechęci.
– Ty kurwo – Vex uzupełnia to wspaniałe oświadczenie, wściekłe patrząc Kalinie prosto w oczy. – To bolało.
– Jeśli się stąd nie wyniesiecie, dzwonię na policję – oznajmia sprzedawczyni, już trzymając telefon w gotowości. Kolejna się znalazła.
– Chcieliśmy tylko kupić, eee, kupić… – Kalina plącze się w słowach, gdy zdaje sobie sprawę z tego, że znajdują się w alejce pełnej alkoholu i żadne z nich nie ma skończonych dwudziestu jeden lat. To niekoniecznie daje im dużo wymówek.
– Szlugi – uzupełnia Vex, bo najwyraźniej właśnie takie rzeczy jako pierwsze przychodzą mu do głowy. Zakzane jabłko i te sprawy. Odpowiada im zszokowane milczenie ekspedientki, która bardzo natarczywym wzrokiem wpatruje się w wąsy tlenowe Vex. – ALE. Ale. Skoro tak nas traktujesz. To niczego tu NIE KUPIMY. I tu już nigdy NIE WRÓCIMY. I wystawimy temu sklepu… temu… sklepo- TEMU MIEJSCU opinię zero gwiazdek na Googlu, żebyś premii nie dostała – wyrzuca z siebie zdecydowanie za dużo słów, jak na czas, w którym chciało to wszystko wypowiedzieć i oprócz tego, że jego słowa ciągle przerywał szum bardzo głośnego wciągania powietrza, to dodatkowo kończy zadyszane. – IDZIEMY, KURWA, STĄD – decyduje i odwraca się, głośno tupiąc rozpadającymi się martensami, prawdopodobnie wykorzystując resztki swojej energii (będąc i tak przez większość czasu napędzane wyłącznie adrenaliną).
– Co to było? – pyta Kalina, gdy nieszczęśliwie z powrotem znajdują się na ulicy, wciąż z tymi samymi problemami, jak parę minut temu.
– Chuj. Nieważne. – Vex rozgląda się pospiesznie, a razem z nim dziewczyna, oboje wypatrują przeklętej, drepczącej staruszki.
– Tam jest, stara jędza – informuje Kalina, niepotrzebnie przyciszając głos. Babsztyl bowiem zadreptał już całkiem daleko podczas nieprzyjemnej interakcji półbogów ze sprzedawczynią. Pewnie babunia wciąż jest przekonana, że dwójka młodocianych przestępców w spokoju dalej marszobiegnie przed siebie, w czym starowinka ukazuje swoje dość małe pojęcie o tym, że młodzież jednak może być bardziej mądra niż głupia.
– No. To po prostu wracamy, skąd przyszliśmy – stwierdza Vex, ale Kalina już kręci głową.
– Ale mogli wezwać policję do tego twojego… wyrazu artystycznego…?
– Nieeeee, daj spokój. – Wzrusza ramionami, szczerze mając gdzieś, czy policja wieczorem zapuka w drzwi mieszkania jego matki, czy nie. – I niby gdzie indziej mamy iść?
– No, na przy-
– PANI ROSALIE!!! – wrzeszczy jakiś facet z przeciwległej strony ulicy. – TU SĄ!!!
– NO JA PIERDOLĘ NIC INNEGO …… NIE MASZ DO ROBOTY PÓŁMÓZGI …… TROGLODYTO ANALFABETO …… JEBANY ĆWIERĆINTELIGENCIE – wrzeszczy Vex, najgłośniej jak potrafi, choć z dość uciążliwymi chwilami ciszy na szybki wdech. – PIES CI MATKĘ JEBAŁ!!!
– CHODŹ – krzyczy Kalina, z niepokojem zauważając, że spory tłum ludzi zgromadzonych wokół nich nie tylko wbija w nich ciekawskie spojrzenia, ale niektórzy nawet ich nagrywają. Jeżeli to wyląduje na jakimś tiktoku, to żadne z nich nie będzie miało życia. Potencjalnie równbież połowa nastolatków/młodych dorosłych z niebieskimi i fioletowymi włosami, ktorzy mieszkają w San Francisco i w spokoju wiodą życie normalnych obywateli.
– NIE BĘDZIESZ MI ROZKAZYWAĆ – oznajmia Vex, ale mimo tego i tak rusza za dziewczyną, niemiłosiernie wkurwione na cały świat.
Wznawiają swoje tempo nieszczególnie szybkiej ucieczki (na szczęście żaden z gapiów nie jest na tyle zaangażowany w sytuację, żeby ich gonić), bo pani Rosalie coraz bardziej się do nich zbliża swoim pełnym nienawiści dreptaniem.
Chyba żadne z półbogów nie do końca wie, gdzie mają zamiar uciec. I jak mają zamiar to zrobić. Dopóki nie docierają do zejścia do metra, które Vex prawie omija, bo jakiś czas temu postanowiło patrzeć tylko przed siebie i mieć w dupie cały świat dookoła. Kalina musi aż pociągnąć go za rękaw bluzy, żeby wreszcie się zorientowało, że los podsuwa im pod nos rozwiązanie wszystkich problemów. Ochoczo schodzą po schodach, oboje już zadyszeni i zdenerwowani, a czekanie tych parunastu sekund na przyjechanie następnego pociągu w jakąkolwiek stronę przyprawia ich o stan przedzawałowy. Oboje bardzo niepodejrzanie nie wiedzą, co zrobić z rękami i ciągle oglądają się za siebie, jakby zaraz do metra miała wbiec cała armia komandosów od zadań specjalnych i bardzo tajnych. Ludzie, jak to ludzie, nie zwracają na nich wiekszej uwagi poza tym, że oboje mają kolorowe włosy i, co za tym idzie, jakieś zaimki w pakiecie.
Wskakują do pierwszego lepszego wagonu pociągu jadącego w pierwszą lepszą stronę, oboje zbyt nabuzowani i wściekli na całą populację 60+ całego okrągłego świata, żeby w ogóle spojrzeć, gdzie jadą. I gdzie mogą wysiąść, żeby dostać się… gdzieś.
Wagon jest cały zatłoczony, ale wystarczy, że Vex ostentacyjnie wskazuje na swoje wąsy tlenowe i magicznie znajduje się dla niego miejsce siedzące. Dla Kaliny nie. Zmuszona jest stać nad Vex, ściśnięta razem z innymi ludźmi jak sardynka w puszce.
– Teraz na pewno jej uciekliśmy – oznajmia Vex, rozsiadając się na swoim twardym i bardzo niewygodnym siedzonku tak szeroko, jak tylko jest w stanie, tylko trochę naruszając prywatną przestrzeń kobiety siedzącej obok niego.
– No nie wiem – mamrocze Kalina z niepokojem wymalowanym na twarzy i w oczach. – Oni tam nas nagrali.
– Na bogów, ale ty przesadzasz – wzdycha Vex i ostentacyjnie przewraca oczami. – Takich filmików jest w internecie milion.
– Ale mogą nas zidentyfikować.
– Ta. I rozwieszą za nami plakaty gończe, jak w tych wszystkich filmach, których się pewnie naoglądałaś.
– Aha, super, zabij się.
– Jej. – Vex odpowiada Kalinie uniesionymi kciukami w górę i sztucznym uśmiechem, po czym wraca do miny wkurzonego ojca, który wraca do domu po przepracowaniu piętnastu godzin w swojej szanowanej firmie. – Widzisz stąd te takie tablice, co się wyświetlają przystanki?
Kalina staje na palcech i rozgląda się nad głowami ludzi, ale totalnie niczego nie może dostrzec. Kręci więc głową, a Vex bardzo głośno wzdycha.
– Zajebiście – podsumowuje ich aktualną sytuację. Są jak uciekinierzy w kreskówce, a do tego nie mają ani prowiantu, ani niczego do picia, ani pewnie w ogóle jakiejś porządnej ilości pieniędzy…
– Bileciki do kontroli~!
ANI biletów, ani pewnie możliwości kupienia tych biletów. Vex nie ma też przy sobie żadnego dokumentu tożsamości.
– Serio. – Vex patrzy Kalinie prosto w oczy wzrokiem pokonanego człowieka pozbawionego nadziei na ratunek. Uśmiechają się do siebie. Uśmiechami pokonanych herosów. – Masz jakieś fajne moce, które jakimś cudem wyciągną nas z tej sytuacji, czy…?


Kalina?
────
[1059 słów: Vex otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz