W ośrodku adopcyjnym rodzeństwa trzymały się razem. Obserwował rozbite, kilkuosobowe rodziny i zastanawiał się, czy gdzieś w świecie ma brata lub siostrę. Może był jedynym dzieckiem, które jego matka oddała do adopcji, a może wręcz przeciwnie, gdzieś niedaleko był ktoś mu bliski, o kim nawet nie zdawał sobie sprawy.
W obozie ilość dzieci Merkurego była przytłaczająca. Głupio liczył, że może nazywać swoim rodzeństwem kogoś, kogo ledwie poznał, kiedy ich jedynym łącznikiem był znikający ojciec, podobne umiejętności i konieczność uczęszczania na te same treningi. Ci ludzie byli mu obcy, a ich prawdziwe rodzeństwo zostawało w domu, do którego zawsze mogli wrócić.
[100 słów: Atlas otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz