JESIEŃ
Piekło istnieje, a Ricky właśnie je przeżył. Wyszedł cało. Zbawiony. Ocalały. Tak musieli czuć się ułaskawieni skazańcy, na których głowy już rzucała cień gilotyna. Tak musiał czuć się Dante po opuszczeniu kręgów piekielnych. Tak musiał czuć się Odyseusz po ocaleniu przed Scyllą i Charybdą. Tak musiała czuć się Maria Skłodowska — no, akurat nie mógł sobie przypomnieć o żadnym tragicznym incydencie z życia chemiczki, z którego wyszłaby szczęśliwie, cało i zwycięsko — ale samo porównanie siebie do Marii Skłodowskiej poprawiło jego nastrój i sprawiło, że nogi przestały mu się nieco trząść, po czymkolwiek stało się za drugą stroną tej zasłonki. Lekarze to słudzy Lucyfera. Do końca życia będzie mył ręce, zęby, spał na poduszce ortopedycznej, jadł zdrowo, pił wodę, uprawiał sport i unikał niebezpieczeństw — wszystko zaraz, naraz, od teraz, byle już tu nigdy nie trafić. Może założy nawet rękawice ochronne podczas następnego eksperymentu…
Słońce świeciło na zewnątrz tak samo, jak gdyby nic się nie stało. Ale Ricky widział i przeżył już rzeczy. Nie będzie już takim samym człowiekiem.
Mimo obecnego gdzieś w tłumie jego myśli faktu, że to grzybki są bezpośrednią przyczyną, dla której się tu znalazł, nie fatum i gniew bogów, nadal czuł się zadowolony ze swojego eksperymentu. Takich rzeczy pod mikroskopem to nigdy w życiu nie widział — swojego mikroskopu potem też, roztopił się niedługo po tym, jak światło lampki dotknęło kawałka grzybka, który no cóż, zapalił się. Tortury, które przeszedł, nie wykorzeniły więc jego dumy, jednak zrozumiał, że grzybków faktycznie trzeba się pozbyć. To wyzwanie, miało więc potrzebny do otrząśnięcia się po badaniach dreszczyk emocji — ale będzie zabawa!
Mniej zadowolona była Kuźma. Ale Ricky nie przejmował się tym — pewnie tylko udawała, na pewno chętnie zakopie z nim grzybki sześć metrów pod ziemią w ołowianej trumnie, w końcu od czego są przyjaciele?
Ostatnie słowa wypowiedział na głos, kiedy już szli w stronę baraku, razem z masą innych pomysłów na to, jak się pozbyć grzybków. Większość propozycji Kuźma odrzucała jako nieskuteczne, niektórych nawet nie komentowała.
— A skąd ty masz zamiar wziąć ołowianą trumnę? — popełniła błąd — zamiast jawnego zaprotestowania, nazwania go idiotą, zadała p y t a n i e co do realizacji przedstawionego pobieżnie planu — w oczach Rickiego było to niewiele dalekie od radosnego klaśnięcia w dłonie, krzyknięcia „genialny pomysł” i pobiegnięcia po łopatę.
— Jak byłem mały, odlałem z Josephem taką, chciałem zrobić przedstawienie o życiu Marii Skłodowskiej Curie, o całym jej życiu. Tylko nikt nie chciał pozwolić na zakopanie siebie w takiej trumnie, nawet wejście do niej... więc trzymam ją pod łóżkiem. Nie jest nawet taka duża, ale zgrabna, idealnie pomieści to — wskazał brodą na grzybki na metalowym półmisku, z resztkami talerza.
────
[431 słów: Ricky otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz