poniedziałek, 23 lutego 2026

Od Mikołaja CD Caroline — „A Ty jesteś z Chin czy co?”

Poprzednie opowiadanie

ZIMA, ROK TEMU

Mikołaj świetnie się bawił obserwując, jak dziewczyna, jeszcze przed chwilą taka pewna siebie, nie radzi sobie z powrotem na ziemię. Była jak przerażony kotek, po którego zaraz miała przyjechać grupa bajkowych strażaków. Różnica była taka, że nie chciałby widzieć, jak ten kotek spada z hukiem na ziemię. To znaczy, Caroline też oczywiście nie życzył tragicznego w skutkach upadku, nie był psychopatą, ale jakby się troszkę poobijała… może uderzenie wbiłoby jej coś do głowy?
— Dobrze ci idzie! — krzyknął widząc, że dziewczyna nadal stoi na tej samej gałęzi. — Jeszcze tak… sto razy tyle!
— Spierdalaj! — odpowiedziała z wyraźną irytacją w głowie. Od razu jednak pożałowała, że się odezwała. Przylgnęła z całej siły do pnia, aby odzyskać równowagę.
Caroline wyglądała na przerażoną i Mikołaj żałował, że nie jest w stanie zobaczyć wyrazu jej twarzy z bliska. Jeszcze bardziej żałował, że nie miał przy sobie niczego, czym mógłby zrobić zdjęcie. Przecież miałby materiał do szantażowania jej do samego końca pobytu dziewczyny w obozie, albo jeszcze dłużej! Wyglądała starzej od niego, więc pierwsza opcja zapewne trwałaby pół roku… ale lepsze to, niż nic, prawda?
W końcu Caroline udało się zejść o dwie gałęzie w dół. Mikołaj postanowił uczcić jej osiągnięcie oklaskami, ale dziewczyna postanowiła go zignorować. Prychnął pod nosem, udając oburzonego i oparł się o jedno z pobliskich drzew. Obserwował w ciszy, jak córka Aresa powoli i pokracznie, choć na szczęście skutecznie, zbliża się ku ziemi. Bawiła go ta ironia. Waleczna i nieustraszona córka potężnego boga wojny, a nie umie nawet zejść z drzewa? A co by zrobiła, jakby w czasie walki musiała uciec na drzewo, a potem szybko z niego zejść? Zginęłaby! Co, jakby przyszło jej walczyć z wielkimi pająkami w wielkim, ciemnym lesie, jak we Władcy Pierścieni? Zostałaby owinięta siecią i pożarta jako pierwsza! Zakładając oczywiście, że pokonałyby ją gałęzie, a nie strach przed pająkami. Wtedy to zginęłaby już na sam ich widok.
Wizja Caroline walczącej z pająkami była dla Mikołaja tak zajmująca, że nawet nie zauważył, kiedy dziewczyna znalazła się na… połowie wcześniejszej wysokości? Gałęzie musiały jej sprzyjać, bo to było wręcz niemożliwe, że zamyślił się na tak długo. Gdyby cały czas poruszała się poprzednim tempem, byłaby dużo wyżej.
— Długo jeszcze? Zaraz będzie ciemno! — znudzony poinformował dziewczynę, nie dając poznać po sobie zdziwienia.
— Zamknij się! — odpowiedziała jeszcze bardziej zirytowana niż wcześniej. W tym samym czasie się poślizgnęła i Mikołaj już widział, jak leży na ziemi (i wtedy przybiega Szeloba i ją… co?). Caroline jednak udało się w ostatniej chwili złapać jakiejś gałęzi i odzyskać równowagę. Przerażonym wzrokiem spojrzała w dół i jeszcze mocniej przywarła do konara.
— Jezu, nie połam się tylko — przewrócił oczami. — Bo cię tu zostawię.
Zależało mu na tym, aby dziewczyna zeszła z drzewa w jednym kawałku głównie z dwóch powodów. Po pierwsze, nie miał ochoty nikomu wyjaśniać, dlaczego tutaj są. Przecież gdyby Caroline się połamała, musiałby wezwać pomoc, a powód wchodzenia dziewczyny na drzewo musiałby zostać wyjaśniony. Zresztą, nie wezwałby pomocy, bo nie wiedział, jak wyjść z lasu. Po drugie, nadal był ciekawy, po co dziewczynie były te jagody. Miał szczerą nadzieję, że Caroline mu to wyjaśni, a najlepiej wtajemniczy w swój plan. Nie chciał mieć kłopotów, ale otrucie kogoś brzmiało interesująco. Chociaż tak naprawdę, upicie tej osoby byłoby podobnie szkodliwą opcją, a gdyby Caroline ładnie się do niego uśmiechnęła, mogliby to zrobić szybciej i bez wchodzenia na drzewo. Jej strata.
— Moja babcia zeszłaby szybciej! — krzyknął, gdy buty Caroline znajdowały się na wysokości jego głowy.
— Nie zesraj się! — odpowiedziała, szukając stopą najmniej śliskiej gałęzi.
— Chujowy wybór — skomentował widząc, jak dziewczyna wybiera najbardziej spróchniały konar ze wszystkich. Nie wyglądał, jakby miał się złamać, ale nie ryzykowałby będąc na jej miejscu.
— Zamknij mordę — dziewczyna stanęła na nim dwoma stopami. — I co? — zaśmiała się i w tym czasie obydwoje usłyszeli ciche chrupnięcie.
Mikołaj odsunął się na bezpieczną odległość i wybuchnął śmiechem widząc, jak dziewczyna panikuje. Nagły, szybki ruch sprawił, że poślizgnęła się na wilgotnym mchu. Próby ratowania się i łapania innych gałęzi nic nie dały i Caroline runęła na ziemię. Żeby było zabawniej, wylądowała na zrzuconej przez siebie wcześniej jarzębinie.
— Żyjesz? — Mikołaj podszedł do niej, nadal się śmiejąc. Na całe szczęście wysokość, z jakiej spadła dziewczyna nie była zbyt duża i upadek nie wyglądał na poważny, Z resztą, wyglądała na bardziej zażenowaną i wkurzoną, niż naprawdę obolałą. — A mogłaś zamiauczeć, spadłabyś na cztery łapy — zaśmiał się.


Caroline?
────
[714 słów: Mikołaj otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz