Jak uczeń przerażony przed byciem złapanym przez wściekłą nauczycielkę od matematyki, trzymająca telefon pomiędzy nogami Sony na szybko przegląda Mapy Google, będąc podłączoną do wrogiej wszelkim foliarzom sieci 5G (router umieszczony w domku dziewiątym nie ma szczególnie dużego zasięgu, ale można podłączyć się do niego będąc wystarczająco daleko, by na polach truskawkowych degustować się internetem o prędkości dwudziestu bajtów na sekundę) i próbując dojrzeć coś na popękanym ekranie z jasnością ustawioną na najniższą możliwą, bo bateria urządzenia ma może 2%, tak przy dobrych wiatrach. Sytuacja ładowania iFajstosów jest w Obozie sprawą co najmniej skomplikowaną, bo nikt nie pomyślał, żeby chociaż zainstalować w domkach coś tak ekstremalnie niespotykanego, jak gniazdka elektryczne. Ktokolwiek, kto musi skorzystać z prądu, żeby, dla przykładu, wysuszyć sobie włosy albo zagotować wodę nie nad przenośną kuchenką gazową, a w czajniku elektrycznym, musi ustwić się w dość sporej kolejce do domku dziewiątego, gdzie Hefajstosiaki wstają koło 4 nad ranem, żeby otworzyć swoje usługi dla najwcześniejszych rannych ptaszków. Jakieś dziesięć suszarek, trzy czajniki, luksusowy ekspres do kawy i całą płytę indukcyjną z zestawem błyszczących garnków do profesjonalnego przyrządzania zupek chińskich można znaleźć obok stacji ładowania, gdzie kable uwięzione są w wiecznie trwającej sesji intymnego obściskiwania się, a telefon leży na telefonie i powerbank leży na powerbanku (NAWET w dziewiątce brakuje gniazdek, ale brakuje ich w tym sensie, że dzieciaki Hefajstosa wolą podłączać do nich najpierw łańcuszek listw zasilających, a potem swoje wiertarki i inne szlifierki, zamiast udostępniać je dla mieszkańców innych domków – w końcu sami sobie zainstalowali te gniazdka, więc wbrew wszelkim komunistycznym zasadom, należą one tylko do nich). Dzisiejszego ranka Sony nawet nie spojrzała na długą kolejkę, zwłaszcza że jej kieszenie świeciły pustkami, gdy próbowała znaleźć drobniaki na uiszczenie symbolicznej opłaty, dzięki której Hefajstosiaki płacą abonament na obozowy internet. Zdecydowanie powinna była spojrzeć, bo jej powerbank rozładował się jakieś trzy tygodnie temu, gdy na początku lata wróciła do Obozu z jednego ze swoich refularnych wypadów w miejsca bliżej nieokreślone.
Gdy plan ma mniej więcej obmyślony (mniej niż więcej, bo telefon ostrzegawczo krzyknął, że ma 1% PODŁĄCZ ŁADOWARKĘ, ale Sony to zignorowała i smartfon postanowił popełnić zjawiskowe samobójstwo), przeciąga się i wstaje z ziemi pod domkiem Hefajstosa, rzuca okiem na kolejkę i bez najmniejszego grymasu zniechęcenia, ustawia się na jej samiuteńkim końcu, pomiędzy domkami jedenastym i dwunastym. Sony stoi już bliżej jedenastego niż dwunastego, kiedy ze śmierdzącej alkoholem siedziby dzieci Dionizosa wychodzi znajomo wyglądający chłopak, przy czym „znajomo wyglądający” dla Sony znaczy co najmniej tyle, co „najlepszy przyjaciel na zawsze”. Wesoło do niego macha, w błyskawicznym tempie przeszukawszy swoją pamięć, próbując dopasować do chłopca jakiekolwiek fakty o nim, które powinna znać. Jest grupowym, to po pierwsze. Błądzi przez moment w swojej głowie, próbując skręcić na odpowiednią ścieżkę, rozgląda się dookoła i obok „Ash”, „Rose”, „Weroniki” i „Niketasa” jakimś cudem odnajduje „Mikołaja”. Znając ją, pewnie usłyszała to imię jeden jedyny raz, rzucone mimochodem, może gdzieś w infirmerii, gdzie Millie próbowała odnaleźć ostateczne lekarstwo na kaca na polecenie swojego grupowego, bo dzień wcześniej wszyscy zabalowali zdecydowanie za mocno i za długo.
– Hej! – radośnie krzyczy Sony, a Mikołaj, wyciągnąwszy słuchawki z uszu (które zasłaniają przydługie włosy i jest to naprawdę dobry sposób na niewzbudzanie większych podejrzeń wśród obozowych opiekunów), trochę zdezorientowany patrzy w jej stronę. Niezrażona niczym, myśląc, że pewnie zastanawia się, czy ją zna, kontynuuje: – Co robisz w najbliższym tygodniu? Albo dwóch tygodniach?
– Yy – Mikołaj szybko mruga, jakby nie mógł wyostrzyć wzroku – robię… obozowe rzeczy? Jak pewnie, wiesz, większość osób tutaj??
– To przefajowsko!! Bo ja też nic nie robię!!
– Ale ja właśnie… właśnie coś robię.
– Nieeeee. – Sony macha dłonią w komicznie wyolbrzymionym geście kompletnego znieważenia wszelkich „obozowych rzeczy”, które ma zaplanowane Mikołaj. – Słuchaj, a masz może powerbanka? Mój zdechł parę dobrych lat świetlnych temu, a stanie w tej kolejce kradnie mi wszelkie kreatywne myśli.
– Kradnie ci… yhm. Znaczy, nie, nie mam.
– Kurczę blaszka. – Wygląda na to, że ich rozmowa ma się zakończyć w tym momencie, ale Sony robi tylko krótką przerwę na wzięcie głębokiego wdechu. – Ale skoro nic nie planujesz – Mikołaj najwyraźniej stwierdza, że nie ma sensu się z nią sprzeczać – to wiesz co, może byś chciał pojechać na taki festiwal, co? – Chłopiec NIE MA czasu na powiedzenie kategorycznego „nie” i ucieknięcie z miejsca zdarzenia. – Organizują go co roku w Minesocie, właśnie teraz, już mam mniej więcej obmyśloną trasę, jakieś noclegi i znajomego księdza w Nowym Jorku, który mógłby nas podwieźć. Albo w ogóle zawieźć najdalej, jak da radę, w sumie to jeszcze go nie pytałam, ale raczej się zgodzi, jest całkiem miłym księdzem, jakby nie patrzeć. I wozi całą zgrzewkę energetyków w swoim samochodzie, jeździ ze starszymi paniami i w ogóle nie wygląda na księdza, ale nim jest, rozmawialiśmy już o tym i w ogóle. – Urywa i patrzy na niego z oczekiwaniem. Czeka chwilę, po czym, nie otrzymawszy odpowiedzi (spodziewa się, że wspomnienie o Adamie prawdopodobnie zaaferowało Mikołaja bardziej niż sam festiwal), powtarza pytanie: – To chcesz ze mną jechać? Do Minesoty, to jakieś dwa dni będą – oznajmia to tak, jakby potrafiła dodać na koniec wypowiedzi emotkę „:D”.
Mikołaj jeszcze nie wie, że na wypadek odmowy Sony ma przygotowaną kolejną propozycję z trochę krótszym czasem podróży, możliwe, że też biorącą pod uwagę spotkanie się z nowojorskim księdzem.
────
[857 słów: Sony otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz