– Posłuchaj – Raine nachyla się nad stołem, żeby spróbować wyciągnąć z rękawa ostatniego posiadanego asa – wyobraź sobie panią w kuchni, która robiąc tę zupę zarabia na całą swoją rodzinę i nie ma czasu zrobić obiadu dla swoich dzieci i wnucząt i ma naprawdę, naprawdę ogromną nadzieję, że chociaż osoby, które zamówią tę właśnie zupę zjedzą ją ze smakiem i zauważy na ich twarzach takie zadowolenie, jak wyobraża sobie miny swoich dzieci i wnucząt…
– Nie jestem empatką – Isha odmawia jakiejkolwiek współpracy, ale on nie ma zamiaru poddać się tak łatwo (jakby miał zamiar, to by zawołał kelnera i zaproponował kobiecie zamówienie sobie czegoś innego, ale w końcu umówili się na grzybową, na bogów!).
– Ty tego nawet nie spróbowałaś! – Z tonu miękkiego i błagalnego przenosi się na imitację zdenerwowania, która nie wychodzi mu szczególnie dobrze (głównie przez cisnący się na twarz uśmiech dumy z jego wspaniale obmyślonego planu).
– Spróbowałam wzrokiem i mi nie smakowało – prycha, co niestety nie kwalifikuje się jako odpowiedź oczekiwana przez entuzjastę grzybów.
– Aha! – stwierdza dobitnie, jakby właśnie udowodnił, że lewa strona równania jest dokładnie taka sama, jak prawa. – Tak się tego nie robi.
– Ty mnie chcesz pouczać? – Isha wyraźnie nie dowierza absurdowi sytuacji, która już dawno wyszła z szablonu „mięsko zjedz, a ziemniaczki zostaw”.
– Może troszkę. – Wygrzebuje z plecaka eyeliner w pisaku i chwyta garść serwetek, na których zaczyna rysować coś przypominającego czarne narty biegowe. – Okej, to jest taki grzyb, tutaj, tak wygląda – unosi swoje dzieło tak, żeby Isha mogła je zobaczyć – i ogólnie to jest lejkowiec dęty. W sumie to… istnieją brzydsze grzyby, ale tłumaczę na tym, bo on dosłownie jest taki szaro-czarny, jakbym miał kredki… W każdym razie, powiedziałabyś, że jest jadalny?
Wpatrując się w szare kreski można co najwyżej stwierdzić, że są czarnymi kreskami i stała za nimi jakaś inwencja twórcza, ale zgubiła się po drodze i nigdy nie wróciła na wymiętą serwetkę. Miejscami eyeliner wypluł z siebie za dużo tuszu, w innych było go trochę za mało, a coś, co chyba miało być cieniowaniem przypomina coś na pograniczu szarej trawy i chaotycznego tła. Patrząc na rysunek, najpierw trzeba domyślić się, co tak właściwie przedstawia i gdzie są te grzyby, zanim dojrzy się coś, co w żadnym uniwersum nawet nie przypomina dziecięcego bazgroła prawdziwka, ale okej, jest czymś.
– Ni chuja – odpowiada Isha zgodnie z tym, co odpowiedziałoby 90% ankietowanym, gdyby zaprezentować im te bazgroły.
– Właśnie! A jest. Jest jadalny. No i nie wiedzielibyśmy tego, jakbyśmy go nie spróbowa-
– Już prędzej zjadłabym go niż tę zupę. – Jest to zdecydowanie odważne stwierdzenie, a także takie, którego grzybiarz nie spodziewałby się usłyszeć w tym życiu.
Po tych słowach następuje chwila ciszy, którą Raine spędza na przeżywaniu wszystkich dostępnych stadiów żałoby. Nawet otwiera usta, żeby jakoś odpowiedzieć, ale słowa w jego głowie nie chcą się złożyć w nic, co by szczególnie zachęciło kogokolwiek do zjedzenia czegoś, na co ewidentnie nie chce nawet patrzeć. Waha się między poddaniem się apropozycją zaprowadzenia Ishy do swojego (należącego do Aster) mieszkania i ugotowania tam dla niej grzybowej z prawdziwego zdarzenia, aż wreszcie chwyta się jak tonący brzytwy jednej, każdemu dobrze znanej frazy (nie wiedząc jeszcze o tym, jakie te słowa mogą mieć dla niego konsekwencje).
– Ty po prostu nie masz psychy tego zjeść – rzuca i ostentacyjnie wkłada łyżkę pełną bladych kawałków pieczarek do ust. Nie jest to najlepsze, co kiedykolwiek jadł, ale z pewnością jest zjadliwe. Jadalne, można powiedzieć.
– Czemu ci tak zależy? – mamrocze Isha, ale i tak chwyta łyżkę, co Raine odnotowuje jako swój sukces. W odpowiedzi na pytanie radośnie wzrusza ramionami. – Kurwa, przysięgam, że potrafiłabym zjeść to szybciej niż ty.
– Mhmmmmmmm – mruczy z ustami pełnymi grzybowej. – Lubię ludzi pewnych siebie – dodaje z uśmiechem człowieka, który już wie, że wygrał. – Ludzi gotowych na podjęcie się wyzwań, ludzi, wiesz, takich, którzy… Jezus Maria czy to był odruch wymiotny.
– Nie musiałeś komentować.
– Tak. Znaczy, nie. To znaczy, skomentowałem już i tak, więc nie ma to większego znaczenia – paple Raine i wygląda jak te wszystkie postacie w anime, które pocą się i wymachują rękoma w oczywistej parodii zażenowania połączonej z próbą ukrycia popełnionego błędu. – Ale, jak tak teraz myślę, to wcale nie musisz tego jeść, ja tak tylko żartowa-
– Nie, kurwa, teraz to zobaczysz.
– Ja ci mogę zrobić lepszą grzybową, przysięgam, taką z prawdziwego zdarzenia i w ogóle. – Nie wie, czy to tylko jego głowa, ale wydaje mu się, że dłoń Ishy, którą dzielnie dzierży łyżkę, delikatnie się trzęsie. – Wiesz, po tej całej walce z potworem i tak dalej, to należy się jakiś odpoczynek i… i może lepsza byłaby jakaś meliska albo mięta, albo inne zioła, na których też poniekąd się znam…
Jedyne, do czego Raine jeszcze się nie posunął to desperacki wrzask: „PRZESTAŃ TO JEŚĆ TO NIE JEST TEGO WARTE BYŁEM W BŁĘDZIE”, co odkłada na moment, w którym znowu poczuje się przybity do ściany, bez żadnej innej drogi ucieczki. Tymczasem próbuje nie wyobrażać sobie Ishy wymiotującej w łazience i decydującej się na całkowite znienawidzenie Raine, nieważne, ile prezentów i przeprosin próbowałby jej wcisnąć.
────
[819 słów: Raine otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz