piątek, 13 lutego 2026

Od Chaita CD Apollodorosa — „Praca i po pracy”

Poprzednie opowiadanie

ZIMA

Chait przebiegł wzrokiem po zapisanym numerze, zanim sięgnął do plecaka, by schować karteczkę w jednej z przegródek portfela. Wiedział, że telefon też leży gdzieś tam na dnie, bo pamiętał, że go tam wrzucał, ale nie zdecydował się po niego sięgnąć.
Może powinien spróbować skontaktować się ze znajomym, skoro ten w dalszym ciągu nie minął stoiska Apollodorosa. Może powinien włączyć telefon, z nadzieją, że nie stanie się przez to nic strasznego i sprawdzić, ile razy próbował się do niego dodzwonić.
Westchnął i nie zrobił żadnej z tych rzeczy. Zamiast tego wrzucił portfel z powrotem do głównej kieszeni, zapiął plecak tylko trochę zbyt szybko i złapał w dłonie paski, by po prostu mieć czym zająć ręce i nie męczyć znowu tej głupiej butelki wody. Do stoiska podeszli kolejni odwiedzający, więc uśmiechnął się do nich grzecznie, nie przeszkadzając znajomemu w prowadzeniu sprzedaży.
Rozejrzał się wokół pozostałych stanowisk. Rozmowa z Apollodorosem przeciągała się przez to ciągłe przerywanie, a razem z upływającym czasem znacznie zwiększał się tłum ludzi. Wyłapał jednego z pracowników obsługi targów, który szybkim marszem mijał stoiska. W dłoni ściskał apteczkę.
Chait musiał naprawdę powstrzymać się od pójścia za nim i zaproponowania jakiejś pomocy. Przecież specjalnie zrezygnował z pracy na targach. Czasami miał siebie naprawdę bardzo dość. Wrócił wzrokiem do Apollodorosa i z ulgą zauważył, że ten kończy właśnie przyjmować płatność, a grupka odchodzi z zakupami.
Kilkanaście kolejnych minut minęło im na dyskutowaniu o najbardziej odpowiadającej im lokalizacji, wielkości mieszkania, progach cenowych i tym, co z góry przekreślałoby dane miejsce. Co jakiś czas przerywali, gdy ktoś zatrzymywał się przy stoisku, ale udało im się ustalić wiele mniej lub bardziej istotnych faktów. Przede wszystkim, ich wymagania nie były szczególnie wygórowane. Były raczej w tej dolnej granicy. Chait nie zamierzał robić sobie nadziei, ale napawało to pewnym optymizmem.
Apollodoros nie był pierwszą bardziej lub mniej przypadkową osobą, z którą szukał czegoś do wynajęcia. W sumie to w tej kategorii był nawet bardziej po stronie mniej przypadkowych – to też był nawet dobry znak.
Przerwali rozmowę, gdy do stoiska podeszła trochę większa grupka zainteresowanych. Chait znowu rozejrzał się po okolicy, bo może jednak w tłumie wypatrzyłby znajomego, ale robił to już bez większej nadziei. Może powinien pogodzić się z tym, że chłopak rozpłynął się bez śladu.
Minęło już dużo czasu i musiał zaakceptować, że raczej w ten sposób go nie znajdzie. Poprawił regulację plecaka, czekając, aż Apollodoros znowu będzie miał wolną chwilę. Ten w końcu pożegnał się z ludźmi, schował zarobione pieniądze i odwrócił się do Chaita z powrotem.
Dopiero wtedy Chait się podniósł, plecak dalej ściskając w dłoni. Nie chciał znowu czegoś zrzucić albo uszkodzić. Uśmiechnął się do znajomego, poprawiając materiał bluzy i w duchu dziękując sobie, że zostawił rzeczy w szatni, a nie w samochodzie tego idioty, którego miał zamiar szukać. Jeśli nie będzie mógł go znaleźć, to zawsze będzie mógł porzucić go na pastwę tłumu i organizatorów wydarzenia.
– On już chyba się tutaj nie pojawi – powiedział, nie ukrywając rezygnacji i odrobiny rozbawienia w głosie.
– Wiesz, gdzie mógł pójść?
Apollodoros wydawał się zmartwiony i Chaitowi było z tego powodu odrobinę głupio. Sprawa nie była aż tak poważna.
– Nie wiem, gdzie ten debil polazł, skoro dalej nas nie minął, ale… No, może w którejś hali go znajdę. Przecież nie mógł rozpłynąć się w powietrzu – zauważył, wzruszając ramionami. – Pójdę na pozostałe hale, najwyżej poproszę o pomoc któregoś z pracowników. Jeszcze raz dzięki. I naprawdę przepraszam za kłopot.
– Mówiłem, że to żaden problem.
Chait dalej nie był przekonany. Miał wrażenie, że odstraszył mu kilku potencjalnych klientów. Oczywiście, wiedział też, że jest to nic ponad jego głupie wrażenie. Prawdopodobnie.
– Patrząc na pozytywy, może we dwójkę łatwiej nam będzie znaleźć mieszkanie – dodał jeszcze, wychodząc zza stoiska i stając z boku, by nie przeszkadzać przechodzącym korytarzem ludziom.
– Mam nadzieję. Odezwę się, gdy już tu skończę, żeby potwierdzić, że mam twój numer.
– Super. Będę się odzywał, jak tylko uda mi się coś znaleźć. Powodzenia w sprzedaży.
Uścisnęli sobie dłonie. Chait jeszcze pomachał Apollodorosowi, przeciskając się między jakąś grupką, która uznała, że stanie idealnie na samym środku.
Poprawił plecak na ramieniu i odetchnął, kiedy udało mu się wydostać przed halę. Wybrał tę dłuższą trasę, na zewnątrz budynku. Zimne powietrze było miłą odmianą po zatłoczonym, dusznym pomieszczeniu, chociaż i tu kręciło się mnóstwo ludzi.


Koniec wątku Chaita i Apollodorosa.
────
[700 słów: Chait otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz