Ona ma porozmawiać z Dorianem. Ona. Ma. Porozmawiać. Z. Dorianem.
Już myślała, że nie dadzą rady wytrącić jej z równowagi jeszcze bardziej. Nawet nie wie, czy jest bardziej poirytowana, czy zrozpaczona, czy odczuwa dziwną mieszankę kilkudziesięciu negatywnych uczuć. Przy czym jakakolwiek to nie jest emocja (lub emocje), kumuluje ją zmęczenie typowe dla człowieka, który nie może dobrze spać od… straciła rachubę, od ilu nocy dręczy ją wspaniały i bardzo kompetentny pies przewodnik.
Próbując zebrać myśli i przygotować się do rozmowy z Dorianem, stwierdza, że współczuje wszystkim osobom, które choćby decydują się na pracę w przedszkolu albo w szkole podstawowej. Właśnie do poziomu dzieci w takim wieku porównuje Kurta i Doriana. Gdyby tworzyła ich profil psychologiczny, na samym początku, dużymi i wyraźnymi literami napisałaby: „WIEK MENTALNY: OKOŁO OŚMIU LAT, MOŻE MNIEJ”.
Jeśli spróbowałaby wyrzucić z głowy złe myśli, nie zostałoby w niej nic, więc bez najmniejszej próby zmiany swojego nastawienia na trochę lepsze podchodzi do Doriana, zostawiając obrażonego Kurta w jego przytulnym kącie samoudręki (to zdecydowanie nie jest kąt, ale Edel nie potrafi nie dostrzegać w tej sytuacji analogii do przedszkolnego życia). Chłopak i pies pojawili się niby tylko kilkanaście metrów dalej, ale na pustyni przejście takiej odległości człowiek odczuwa jak przebycie paru kilometrów – piasek pożera ciężkie buty Edel, a jej wydaje się, że robiąc krok do przodu, równocześnie robi jakieś dziesięć kroków w tył.
– Hej – zaczyna jak najbardziej neutralnym tonem i dziękuje wszechświatowi, że podczastego przywitania jej głos nie postanawia się załamać. Gdy Dorian odwraca się w jej stronę gwałtownym szarpnięciem całego tułowia, jakby tak też musiał wyrażać swoją wściekłość, Edel czuje, że drobinki piasku nagle gryzą ją w gardło bardziej, niż parę sekund temu.
– Czego chcesz? – prycha bezpardonowo. Jakoś udaje mu się sprawić, że to pytanie brzmi jak zaproszenie do walki i brakuje tylko tego, żeby wyciągnął swoje iaculum i zaczął nim wymachiwać na wszystkie strony.
– Plan jest taki – oznajmia Edel, zauważywszy już jakiś czas temu, że uprzejme wstępy do wypowiedzi działają na braci jak płachta na byka i pretekst do przerwania jej. – Gdy Terminator się obudzi…
– Ja ci dam wykorzystywać mojego psa, ty zdziro! – wrzeszczy Dorian, który najwyraźniej nie potrzebuje najkrótszego wstępu, żeby wciąć się w słowa dziewczyny i dosadnie jej pokazać, że nieważne, jak dobre ma intencje, dla niego ona zawsze będzie złem wcielonym. (Uszami wyobraźni Edel słyszy pogardliwy śmiech Kurta). – Jak się będziemy teleportować, to tylko ja i on. Ja i on, rozumiesz? Nikt więcej. Nie będziecie mi psa męczyć, kurwa wasza mać.
– Nie chodziło mi o… – próbuje Edel, ale Dorian jeszcze nie skończył swojej tyrady.
– Tak, oboje jesteście tacy inteligentni! – kontynuuje, żywo gestykulując. – Najpierw jakiś pretor, jakieś teleportacje, czy wy w ogóle wiecie, że istniejecie? – Edel czuje potrzebę natychmiastowego odpowiedzenia, że tak, zdaje sobie sprawę zarówno ze swojego istnienia, jak i istnienia chłopaków oraz Terminatora. Chciałaby jednak nie, bo wtedy przynajmniej mogłaby oszukiwać się, że krzyczący na nią Dorian jest tylko nikomu niestraszną fatamorganą.
– Mógłbyś się uspokoić? – pyta go, najdelikatniej, jak tylko potrafi. To zły wybór, jak zawsze. Dzisiaj Edel jest bohaterką klasycznej tragedii i każda z opcji, jakie się przed nią otwierają, prowadzi do jej zguby.
Dorian mamrocze coś o tym, że szkoda w ogóle strzępić ryja i udaje się do swojego kącika denerwowania się na wszystkich i wszystko, symetrycznego do kącika samoudręki Kurta. Edel stoi rozdarta pomiędzy dwójką braci, z których żadny nie wykazuje najmniejszej chęci współpracy i dziewczyna nie ma nawet z kim wymienić smutnego, zdesperowanego spojrzenia, bo Terminator wciąż ucieka przed tą tragiczną rzeczywistością, wybierając sen ponad swojego pana.
Gdyby znajdowali się w serialu dla młodzieży, to Edel wyciągnęłaby swój notatnik, w którym miałaby zapisany plan na każdy możliwy problem i stamtąd wyciągnęliby obiektywnie dobre rozwiązanie sytuacji, po czym wszyscy szczęśliwie znaleźliby się z powrotem w Obozie już jakieś dwie godziny temu. Tymczasem jest smutną, rozżaloną heroską, która nie może zrobić pożytku z własnych mocy, nie mówiąc już o magicznych zdolnościach chłopaków, których chyba użyli właśnie na Edel, nie oszczędzając w środkach. Chociaż nawet przynoszenie jej pecha wychodzi im gorzej niż psucie atmosfery i obrażanie się, które sprowadzają nieszczęście na nich samych oraz zbliżają całą trójkę (czwórkę) do śmierci na jakimś wypizdowiu.
– Dorian, posłuchaj…
– Nie mów do mnie – przerywa jej i Edel odczuwa coś w rodzaju ulgi, bo tym razem przynajmniej nie krzyczy. To, że wciąż jest dla niej niemiły, nie ma aż tak dużego znaczenia – Nawet na mnie nie patrz.
– Musimy się jakoś stąd wydostać. – Nie doczekuje się odpowiedzi przez minutę, dwie, może nawet trzy (albo to tylko parę sekund, bo czas na pustyni płynie inaczej), więc kontynuuje: – Naprawdę, jestem daleka od męczenia Terminatora, uwierz. – Wciela się w rolę czułej przedszkolanki lepiej, niż sądziła, że potrafi. Aż musi się powstrzymywać, żeby nie kucnąć obok Doriana i nie zaoferować mu naklejki w kształcie złotej gwiazdki za przyzwoite sprawowanie się. – Po prostu poczekamy, aż się obudzi i wszyscy razem pójdziemy łapać stopa.
Nie wie, co może urazić Doriana i spodziewa się, że każde jej słowo, ba, każda głoska, która opuści jej słowa, może być pretekstem do kolejnego wybuchu. Jednak tym razem chyba udaje jej się do niego dotrzeć, wydaje jej się, że chłopak po prostu musi przetworzyć słowa centurionki i dlatego milczy. Albo, co pewnie jest dla niego jeszcze trudniejsze, musi przyznać, że Edel ma rację i że to dobry plan, co Kurtowi już się to udało (pomijając to, że teraz uznaje ten plan za swój).
Dziewczyna czeka cierpliwie, stojąc nad Dorianem, który zajmuje się grzebaniem w piachu. Edel uznaje tę chwilę za moment, w którym zaczyna kiełkować ich koleżeńska znajo-
– Dla twojej wiadomości, to kompletnie cię nie słuchałem. – Dorian nie unosi głowy znad piasku, dziewczyna może tylko wpatrywać się w jego rudą czuprynę i dłonie błądzące między żółtymi drobinami.
Edel już wie, co czuje. Wszechogarniającą frustrację i zmęczenie. Pracuje z ośmiolatkami, które nawet w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia nie potrafią pójść na kompromis.
– To pomysł Kurta. – Edel desperacko chwyta za ostatnią deskę ratunku.
– Jego też nie słucham – cedzi Dorian, przesypując piasek z jednej ręki do drugiej. Centurionka stawia kolejną diagnozę: nie dość, że ośmiolatek, to jeszcze z problemami z wyrażaniem swojego gniewu oraz depresją. – Róbcie sobie, co chcecie i mnie w to nie mieszajcie, jeśli łaska.
– Nie zostawimy cię tutaj – upiera się Edel, choć wie, że to fraza wyjęta prosto z kreskówki o magii przyjaźni. – Musimy się jakoś dogadać, bo przecież inaczej wszyscy pozdychamy. Od przegrzania albo z pragnienia, albo z czegoś kompletnie innego, bo nam nagle spadnie jakaś harpia na głowę i tyle po nas będzie. – Dorian wydaje się znowu jej nie słuchać, a ona jest tym wszystkim tak zmęczona, że aż czuje, jak jej nerwy zaczynają pękać, takie drobne nitki, zrywające się z cichym: „ping”, jedna po drugiej. – Chyba zapominasz, że jestem twoją centurionką – mówi tonem znacznie poważniejszym, niż wcześniej. – Mogę zdać nieprzychylny tobie raport pretorowi. Nieważne co powiesz, on uwierzy mi, a nie tobie – prze dalej, choć momentalnie zaczyna czuć się źle z wypowiedzianymi słowami. Wyrzuty sumienia nie dają jej nawet chwili na poczucie dumy ze znalezienia jakiegoś wyjścia z patowej sytuacji, od razu budzą się i sprawiają, że ma ochotę porzucić odgrywaną rolę i się popłakać.
– Czy ty mi właśnie grozisz? – syczy Dorian. Edel dostrzega, jak cały się spina. Jak jej słowa wreszcie wywierają na nim jakieś wrażenie.
– Rób, co chcesz – powtarza jego słowa i odwraca się, żeby wrócić do Kurta, po czym wreszcie zrealizować ich marny plan, którego szanse powodzenia są bliskie zeru.
Dopiero gdy jest już parę metrów dalej, tuż za sobą słyszy mamrotane pod nosem przekleństwa Doriana.
– TY byś tego NIGDY nie zrobiła. – Docierają do niej ciche, pełne jadu słowa. – Jesteś za miękka.
Edel postanawia nie odpowiadać, bo wie, że teraz albo jeszcze bardziej pogrążyłaby się w swoich groźbach, albo przeprosiłaby chłopaka i przyznała, że tak, nie dałaby rady powiedzieć nic złego o tak denerwujących legionistach, jak oni. Dorian też już nic nie dodaje, oprócz rzucanego co jakiś czas „kurwa”, któremu za każdym razem towarzyszy splunięcie w piach.
– Udało się – rzuca Edel do Kurta, który przez krótką chwilę wydaje się zaskoczony tymi słowami, ale równie dobrze Del mogło się to przewidzieć, bo na twarz chłopaka momentalnie wraca wyraz wiecznego niezadowolenia i gniewu, a po szoku nie widać najmniejszego śladu.
– Jesteście zjebani i was nienawidzę – podsumowuje sprawę Dorian, nie dając Kurtowi czasu na odpowiedzenie Edel.
Dziewczyna, choć niekoniecznie chce, po raz pierwszy podziela zdanie chłopaka.
────
[1370 słów: Edel otrzymuje 13 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz