WIOSNA
Nastolatek nie wiedział w sumie czemu zdecydował się pomóc Erin z łucznictwem. Dosłownie ręce opadały, gdy obserwował jej nieudane próby trafienia w tarcze. Zastanawiało go jakim cudem dziewczyna przeżyła taki szmat czasu, nie umiejąc się nawet posługiwać własną bronią. Ciężko westchnął, gdy półbogini zbierała strzały do kołczanu. Zdecydowanie nie ma talentu do wybierania sobie znajomych, jak nie Neil lub Misty to Erin. Chociaż dobra, potomkini Hekate po prostu była kiepska w łucznictwie, a wcześniej wymieniona dwójka to po prostu chodząca definicja patologii i wszystkiego, co nielegalne.
Wychodząc ze zbrojowni natrafili na driadę, choć bardziej, by pasowało określenie, że Bryne o mało, co na nią nie wpadła — przynajmniej on pozostał czujny, ostrzegając młodszą. Później jakoś się wszystko potoczyło tak, że Seth finalnie wylądował na drzewie, odbierając po kolei pisklęcia od Erin, która z pomocą mocy unosiła je ostrożnie na wysokość, gdzie obecnie przebywał.
— Oopsie, chyba mamy problem — oznajmił wskazując na niebo, gdzie majaczyła sylwetka zapewne matki piskląt.
— Prędzej ty masz problem, złaź stamtąd! — Erin krzyknęła, lecz rudowłosy już był w drodze na ziemię, choć tym razem robił to znacznie szybciej niż wcześniej.
— Uwaga! — Jego głos rozbrzmiał sekundę przed tym, jak twardo wylądował na ziemi.
— Miałeś nie spadać — Erin z założonymi rękami popatrzyła na niego z góry.
— Skoczyłem, nie spadłem.
Dziewczyna pomogła mu podnieść się z ziemi, prawie sama lądując przy tym na leśnej ściółce.
— Dziękuję! — Oboje odwrócili się w stronę głosu driady, która machała im zza krzaka, po czym zniknęła w cieniu drzew.
— Chodźmy już stąd. Ciemno się robi — zaproponowała Erin, rozświetlając w dłoni niewielki płomień.
— Cii — Seth przyłożył palec do ust. — Słyszałaś to?
— Nic nie słyszę. Omamy słuchowe masz czy co- — Nie zdążyła dokończyć, gdyż starszy przyłożył jej dłoń do ust. Dziewczyna nieco niezadowolona zmierzyła go wzrokiem, lecz ten nie zwracał na to uwagi, gdyż był pochłonięty nasłuchiwaniem kolejnych szelestów w zaroślach.
— Czyżby ta driada wróciła? — podsunęła niebieskowłosa, zabierając dłoń ze swojej twarzy.
— To brzmi na coś większego niż driada — zauważył. Z każdym uderzeniem serca złowrogie dźwięki przybierały na sile, informując ich o zbliżającym się zagrożeniu w ich stronę. Fox zaczął żałować, że musiał być synem Eris, gdyż jego moc nie opierała się na żadnych umiejętnościach bojowych. Nawet Erin miała się w tej sytuacji lepiej dzięki zaklęciom. Jemu pozostawała walka bronią lub pięści, a skoro tego pierwszego także nie miał to musiał polegać na tym, czego nauczył się przez parę lat treningów samoobrony.
Jego rozmyślania na temat swojego dość chujowego położenia, przerwało nagłe pojawienie się przed nim ogara piekielnego. Od razu rozpoznał znajome czerwone ślepia River. Już nawet nie pamiętał, kiedy ostatnim razem ją widział — ta wolała się trzymać z dala od części obozu, gdzie przebywało więcej półbogów. W końcu widok piekielnego ogara raczej nie jest niczym codziennym, a Seth dawał jej wolną rękę, nie trzymając na siłę przy sobie.
— Zawału kiedyś dostanę przez ciebie — oznajmił do wiernej towarzyszki, która jedynie podeszła bliżej na pieszczoty. Ta robiła niemałe wrażenie przez posiadany ponad metr wzrostu w kłębie, więc głowę miała niewiele niżej niż ta chłopaka.
— To piekielny ogar…
— Owszem, ale z reguły nie gryzie — zażartował, poświęcając nieco uwagi River. — A więc, Erin to jest River, River Erin.
— Ona jest twoja? — wydukała.
— Tak, po pierwszym pobyciu letnim tutaj dostałem ją jako szczeniak — wyjaśnił, wdychając zapach siarki i dymu, który charakteryzował takżego ogara. — Jak chcesz to możesz ją pogłaskać. Przyjaciół się nie gryzie, prawda River? — W odpowiedził ogarzyca jedynie skierowała swoje czerwone oczy na potomkinie Hekate.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz