poniedziałek, 2 lutego 2026

Od Erin CD Niketasa — „Wspólnik mojego wspólnika nie jest moim wspólnikiem”

Poprzednie opowiadanie

Czyjeś kroki wybudziły Erin z płytkiej drzemki, w którą zapadła po śniadaniu. Zarejestrowała wzrokiem wychodzącą z domku bez słowa Rose, a po chwili znów zasnęła.
Siedziała za kierownicą jakiegoś starego samochodu, któremu groziło odpadnięcie wszystkich kół, jednak uparcie prowadziła dalej, usiłując dogonić wielkiego psa cuchnącego środkiem do mycia kibli. Zza wybitej szyby widać było różowe drzewa, rosnące na różowej trawie, rosnącej wzdłuż różowej, żwirowej drogi, po której toczył się samochód…
Nie wiedziała, ile czasu później obudziło ją skrzypnięcie i głośny trzask drzwi.
— Rose? — zawołała ochrypniętym jeszcze ze snu głosem, chcąc upewnić się, że to siostra wróciła. Dokądkolwiek poszła. Odpowiedział jej jednak inny głos, nie obcy, ale zaskoczyło ją, że go słyszy. Chociaż chyba nie powinno. Kurwa, czy oni znają koncept pukania do drzwi??? Nie potrafiła powstrzymać się od komentarza na ten temat. Od razu pożałowała niemiłego tonu, jakim przywitała grupowego Hermesa. No nic, może się nie obrazi. Niketas rozkładając się na kanapie, zaczął wyjaśniać jej powód najścia. Tak, pamiętam ten biznes narkotykowy… Kurwa, co? Energetykowy… Procesowała w myślach słowa chłopaka, jednocześnie patrząc na swoje absolutnie rozczochrane odbicie w niewielkim lusterku wiszącym na ścianie, pomiędzy wszystkimi innymi przedmiotami i półkami. Gdy Hermesiak skończył mówić, pokiwała powoli głową, przetwarzając propozycję partnerstwa. Plusy? Może przestanie jej się nudzić i na coś się przyda. Minusy? Poza oczywistym — kłopotami i potencjalnym oszustwem, chyba żadne. Ale propozycja brzmiała kusząco, chociaż dziewczyna sama nie wiedziała dlaczego. Co będzie, to będzie, pomyślała. Przeniosła spojrzenie z przypadkowego punktu na ścianie na Niketasa i odwzajemniła jego nieustanny uśmiech. Chłopak musiał wziąć to za zgodę, bo uśmiechnął się jeszcze szerzej.
— Bomba! — odezwał się, automatycznie sięgając ręką do włosów. Erin oparła się o pusty kawałek ściany, czekając, aż grupowy zacznie kolejny dłuższy wywód. — No to słuchaj. Twoja matka to bogini magii, więc założyłem, że umiesz w magię. Bo takie zwykłe napoje to nudy, z odrobiną nieprzewidywalnej magii wszystko jest lepsze — potrząsnął głową, jeszcze bardziej rozwalając włosy, by zaraz znowu je poprawić. — Chociaż nie musimy ograniczać się tylko do energetyków… Można wyprodukować mikstury wszystkich smaków, każda mająca inny skutek… Albo jakieś inne przedmioty przepowiadające przyszłość, czy czym tam zajmują się wiedźmy. Ja odpowiadam za sprzedaż i marketing, ty za produkcję. Dalej w to wchodzisz, co nie? — upewnił się tonem nieznoszącym sprzeciwu.
— No, wchodzę. Ej, ale ty nie założyłeś, że ja umiem produkować energetyki, prawda? — szczerze mówiąc, nie miała pojęcia o produkcji czegokolwiek. Owszem, umiała robić mikstury, ale nikt nigdy żadnego z jej wytworów nie wypił, a tym nie za opłatą.
— Trudno, nauczysz się — chłopak machnął ręką. — W razie czego skombinuję jakiegoś królika doświadczalnego — Erin parsknęła krótkim śmiechem. — To jest cyrograf, znaczy umowa, taka biznesowa umowa, którą musisz podpisać tak dla zasady — Niketas kontynuował, wyjmując z kieszeni jeansowej kurtki złożony kawałek papieru. Dziewczyna sięgnęła po kartkę i rozłożyła ją. Rozbawił ją widok kilku kolumn tekstu zapisanych wypisującym się, granatowym długopisem tak niewyraźnie, że nie próbowała doszukiwać się znaczenia tych słów. Dzieciak Hermesa w końcu brał biznes na poważnie, więc pewnie nie było tam napisane "oświadczam, iż zgadzam się do końca życia biegać po Obozie z gołą dupą", prawda? Erin udało się rozczytać pojedyncze słowa i żadnym z nich nie było "dupa". — Nie mam długopisu, wypisał się — dodał z wyprzedzeniem.
— Zauważyłam — Erin prześledziła wzrokiem pomieszczenie, próbując odgadnąć, gdzie trzymają długopisy. Podeszła do szafki, na której ktoś z jej rodzeństwa zostawił fioletowy, żelowy cienkopis z brokatem i wpisała swoje imię w krzywy prostokąt w rogu papieru.
— Czekaj, jeszcze data urodzenia, numer dowodu, imiona rodziców, rodowód kota… — Erin popatrzyła na Niketasa przerażonym wzrokiem. — Nie no, żartuję — chłopak wstał z kanapy i z powrotem wsadził zmiętą kartkę do tej samej kieszeni. — No to mamy deal, zaczynamy jutro! — ruszył do drzwi i entuzjastycznym krokiem opuścił budynek.
Córka Hekate przed chwilę wpatrywała się w drzwi, kwestionując wszystkie swoje życiowe decyzje. Po kilku minutach próg przekroczyła Rose.
— Coś nie tak? — zapytała zmieszana przybyła.
— Nie, wszystko w porządku — Erin odpowiedziała siostrze, uśmiechając się pod nosem.


Niketas?
────
[643 słów: Erin otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz