List miłosny.
Wanda,
jeszcze parę lat temu byłoby to totalnie nie w moim stylu, zawsze uważałam walentynki za głupie konsumpcjonistyczne święto, wykorzystywane przez śmiertelników, żeby wykorzystywać innych śmiertelników - naciąganie ich na wydawanie pieniędzy, marnowanie czasu czy pozowanie do zdjęć w głupich sweterkach. „Jeśli twój luby nie wynajął ci pokoju hotelowego, nie kupił kolacji, zegarka, telefonu, słuchawek… (listę można było ciągnąć w nieskończoność) tak naprawdę cię nie kocha!” - ile tego słyszałam i jak bardzo mnie to za każdym razem wkurzało. Jakby walentynki były egzaminem z przedmiotu miłości. Znienawidzone przeze mnie głupie baby starały się otrzymać namacalny dowód, jednocześnie pragnąc niewyobrażalnego uczucia. Ale musiało być możliwe do zmierzenia przez ilość wydanych pieniędzy i głupich uśmiechów, które nie mogły przejawiać odrobinki zmęczenia, nawet jeśli już dobre pół godziny jedna z tych wariatek kasowała kolejne zdjęcia z chłopakiem, bo krzywo wyszła, albo nie było widać całego bukietu z czterdziestu róż i nowej bransoletki.
Juan mnie szturcha, że mam przestać wypisywać takie głupoty. To w końcu list miłosny do Ciebie, a nie narzekanie, że urodziłam się w złej generacji.
Zanim straciłam wątek przez moją nienawiść do otoczki walentynek, jaką zapamiętałam, chciałam wyrazić pewną myśl - że nadal myślę tak samo. Skręca mnie, kiedy słyszę, jak dziewczyny z baraku porównują, ile kwiatów było w ich bukietach.
Ale tak jak z wieloma rzeczami, nauczyłam się, że nie muszę na nie patrzeć tylko w jeden sposób. Mogę czuć irytację i złość, ale jednocześnie - co byłoby dla mnie wspomniane już parę lat temu niewyobrażalne - uśmiechać się na widok czekoladek w opakowaniu w kształcie serca. Albo pisać ten list. Mogłabym go napisać w dowolnym innym dniu, bez okazji, ale wybrałam to dotychczas znienawidzone przeze mnie święto. I choć odruchowo zebrało mi się na wymioty, kiedy zobaczyłam w sklepie cały regał walentynkowych kartek, podeszłam bliżej i wybrałam jedną. Kupiłam i teraz na niej piszę. Oraz na kartce wyrwanej z zeszytu - nie starczyło mi miejsca przez moje głupie gadanie. Mam nadzieję, że nie pogniewasz się za to i nie znudzisz się moim przydługim pisaniem. Mogłabym zawrzeć wszystko w dwóch słowach - kocham Cię - jednak chcę powiedzieć coś więcej.
Jesteś najcudowniejszym, co mi się w życiu przytrafiło. I najbardziej niespodziewanym. Kocham Twoje włosy, oczy, uśmiech i przepyszne pierogi, które jemy razem - nawet jeśli to tylko takie odgrzewane ze sklepu, z Tobą wszystko smakuje wybornie. Z Tobą każda chwila staje się cudowna i żałuję, że mija tak szybko - chciałabym ponownie przeżyć każdy spędzony wspólnie moment. Wrócić do czasu, kiedy się dopiero poznałyśmy, kiedy nieśmiało odkrywałyśmy, że możemy stać się kimś więcej, niż tylko przyjaciółkami, kiedy zorientowałam się, że Cię kocham. Nasze pikniki, spacery, nawet kłótnie, są dla mnie najdroższym, co posiadam. Czasem budzę się w środku nocy - śnię o Tobie - i orientuję się, że to nie był sen. Naprawdę mam taką cudowną, nieziemską, absolutnie prześliczną, najmądrzejszą i najlepszą pod słońcem dziewczynę. I kiedy moje serce rozpiera miłość do Ciebie, wiem, że Ty czujesz to samo. Kiedy patrzę w Twoje oczy, patrzysz w moje z tym samym uczuciem. Całujesz mnie tak, jakby było to jedynym, czego byś chciała. Kiedy mnie przytulasz, nie chcę nic innego już robić. Chciałabym całą wieczność spędzić w Twoich objęciach.
Kocham Cię - Philip.
[518 słów: Philip otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia + 20 PD]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz