Czym była nirwana? Lucien już nie potrafił na to sensownie odpowiedzieć. Szukał pasujących słów, ale żadne, które przychodziło mu na myśl, nie wydawało się odpowiednie. Potrzebował czegoś, co pozwoli mu podkreślić istotę tego uczucia, ale nic nie brzmiało dostatecznie potężnie. Samo powiedzenie, że nirwana jest przyjemna, nie wystarczało. Tłumaczenie, że dzięki nirwanie twoja dusza wkrada się na wyższy poziom duchowości też nie wystarczało.
Postanowił zmienić język. Chodził do biblioteki, a tam przesiadywał po kilka godzin na dziale z obcojęzyczną literaturą i słownikami. Wertował kartki tak, jakby właśnie przygotowywał się na jeden z najważniejszych egzaminów w swoim życiu; a wciąż nie potrafił znaleźć odpowiedniego słowa, które pozwoli mu wytłumaczyć, czym tak naprawdę jest nirwana.
Do domu zawsze wracał zawiedziony. Arnar zbywał machnięciem dłoni i bezsensownym mamrotaniem.
— Arnar.
Tym razem zaczął pierwszy. Zmarnowany i pozbawiony nadziei usiadł obok partnera na kanapie.
— Taaak, kochanie? — zapytało z przeciągnięciem, wyciągając swoją niewyobrażalnie długą rękę, by objąć Luciena. Przyciągnął chłopaka do siebie jednym, sprawnym ruchem. — Coś się stało?
Stało się, a Lucien nie potrafił o tym rozmawiać od… chyba dwóch tygodni. Trudno było mu przyznać przed Arnar, że zgubił nirwanę i że nie potrafi jej odnaleźć. Szukał przecież w tylu źródłach, w kilkunastu książkach; i wciąż nie odnalazł zaginionej nirwany.
Lucien pociągnął smutno nosem. Potarł dłonią zmęczone od czytania oczy.
— No… ciężko mi to wytłumaczyć.
Arnar nie naciskało. Czekało ze spokojem, z delikatnym uśmieszkiem na twarzy, jakby chciało w ten sposób zachęcić partnera do rozmowy.
— Pamiętasz nirwanę?
— Pewnie, że pamiętam. To ta twoja przyjaciółka, no nie? Taka… duchowa… czy coś.
Lucien się skrzywił, ale postanowił nie wyprowadzać Arnar z błędu. To całkiem słodkie, że uważał nirwanę za przyjaciółkę.
— No to ją zgubiłem.
Arnar ruszył się na tym gwałtownie, że Lucien zsunął się z kanapy i wylądował na ziemi. Jak taki mały piesek do towarzystwa, który zapomniał, że śpi na samym krańcu ulubionej sofy i odwracając się na drugi bok, spadł.
— Gdzie? Kiedy?
— Nie pamiętam.
Arnar wyglądało na przerażonego. Lucien nie potrafił rozczytać z jeno twarzy co tak naprawdę myśli, ale wiedział, że te ściśnięte mięśnie i spięta postura nie jest żartem.
— Kiedy ostatni raz się z nią kontaktowałeś? Wiesz… to potrzebne. Zbieram wywiad.
— Przesłuchujesz mnie?
Lucien podniósł się z miękkiego dywanu i wskoczył na kanapę. Arnar w międzyczasie wyciągnęło z kieszeni mały notes.
— Chcesz ją znaleźć, prawda? Pomogę ci.
To nie takie proste, pomyślał, ale jednocześnie nie wyraził sprzeciwu i pozwolił Arnar pisać w tym śmiesznym zeszyciku. Może chciało się poczuć jak detektyw z tych wszystkich hollywoodzkich seriali?
— W obozie. Ostatni raz czułem jej obecność w obozie.
Arnar mruknęło, a Lucien skrzywił się na odgłos drapiącego kartkę ołówka. Skąd Arnar wzięło ten ołówek i jak bardzo pojemne ma te kieszenie?
— Pamiętam, że jej obecność była bardzo przyjemna. Tak, jakby, um… jakby mama kładła cię do snu.
— Nirwana to twoja mama?
— Co? Nie! — Lucien zaśmiał się nerwowo. Dopiero teraz zrozumiał, jak zabrzmiało poprzednie zdanie. Gdyby nirwana była jego matką to z pewnością nie szukałby jej tak długo. — Nieważne. Skończmy to przesłuchanie.
Wstał z kanapy i poszedł smętnie do pokoju. Arnar nie zwróciło na to z początku uwagi, bo zbyt było zajęte pisaniem czegoś w notesie.
Kolejny dzień nie przyniósł niczego, więc zdesperowany Lucien postanowił zamknąć się w pokoju z czterema butelkami piwa. Arnar za drzwiami prosił partnera, żeby otworzył drzwi, ale te nawoływania zagłuszyło Lucienowi strzał kapsla.
Dawno nie pił piwa. Naprawdę dawno. Odkąd opuścił Obóz Herosów, zaczął stawiać na wino. Bo lepsze. Bo smaczniejsze. Bo nie wygląda jak żul spod żabki o trzeciej nad ranem. Piwo było czymś, co pił raczej z nudów i zdecydowanie od święta.
Pierwszy łyk był jak powrót do obiadu z dzieciństwa. Pyszne ziemniaczane purée, mizeria i dobrze wysmażony kotlet. Drugi łyk natomiast przypomniał mu, jak bardzo tęsknił za tym trunkiem i jaki głupi był, że w ogóle nie chciał więcej sięgać po piwo.
Pierwsza pusta butelka. Druga pusta butelka. Trzecia pusta butelka i piąta. Chwila, ale gdzie podziała się czwarta? Czy Lucien zapomniał już, jak się liczyło? Cholera jasna, przecież uczył się tego w podstawówce. A może w przedszkolu? Nie, on przecież nie chodził do przedszkola.
Położył się na łóżku. Miękka pościel otuliła go jak kołysanka wyśpiewywana przez mamę. I wtedy poczuł to, czego już dawno nie czuł. Wibracje. Zaczęły się spokojnie. Śmiał się, gdy jedna z nich trzepnęła go delikatnie w policzek.
Następne zaczynały przynosić euforię. Zaczął się śmiać. Uśmiechać od ucha do ucha, jakby najzabawniejszym na świecie faktem było to, że w ogóle leży.
Nirwana. To była ona. Śmiała mu się do ucha. Śmiała się i wywiozła go do cholernego energylandu. Siedziała razem z nim w wagoniku kolejki górskiej. Krzyczała przy każdym zakręcie, zaciskała dłoń na jego dłoni.
— Tęskniłem — wymamrotał, uśmiechając się i przewracając na łóżku. Koc w kotki wylądował na ziemi. Jedna z poduszek znajdowała się teraz pod nogami Luciena. — Tak bardzo tęskniłem, moja kochana…
Drzwi się otworzyły. Arnar zwyczajnie szanował prywatność Luciena i przez cały czas czekał, ale usłyszawszy „moja kochana”, musiał trochę poczarować przy zamku.
— Lucien?
Lucien się uśmiechnął. Nie widział za dobrze postaci, która się nad nim nachylała. Wiedział natomiast, że jest baaaardzooo duża i baaaardzooo brzydko pachnie.
— Nirwano? Co się z tobą stało?
Arnar chwyciło delikatnie Luciena za jego małe ręce i nim potrząsnęło.
— Zwolnij… zwolnij. Nie chcę już dalej jechać! Bo się… bo się… zrzyg… proszę, nirwano!
Zacisnął palce na baaardzooo dużej postaci i z mdłości wyrzucił z siebie wszystko, co w sobie miał na podłogę. Dobrze, że nie mieli w tym miejscu dywanu.
Przyjemność minęła. Nirwana również sobie poszła. Dopiero wtedy Lucienowi zrobiło się wstyd, że tak potraktował Arnar, a raczej, że musiał na to wszystko patrzeć.
— Przepr…
— Znalazłeś ją! — Uściskało partnera. — Już miałom dzwonić po wróżkę!
— Wróż… wróżkę?
────
[937 słów: Lucien otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz