sobota, 21 lutego 2026

Od Isobel CD Dahlii — „To twój ciężarek?”

Poprzednie opowiadanie

WIOSNA

Isobel już od jakiegoś czasu czuła, że koszulka zaczyna nieprzyjemnie kleić się do jej pleców, a dawno niedręczone mięśnie robią się ściągnięte. Zdecydowanie jej forma straciła na swojej świetności od kiedy opuściła obóz. Nie posiadała jednak na tyle wolnego czasu, żeby na stałe się tym zająć. Chyba już jakiś czas temu pogodziła się z tym, że jeśli coś postanowi ją zeżreć, zamiast postawić na walkę będzie musiała bardzo szybko spieprzać. Może zamiast szukać czasu na siłownię powinna zacząć biegać?
Słysząc słowa Dahlii, zatrzymała się i otarła czoło wierzchem dłoni. Mimo zmęczenia posłała jej promienny uśmiech.
— Dzięki za dzisiaj, świetny trening. Pewnie już tu więcej nie przyjdę, ale było miło — powiedziała i już miała wrócić do swojego ćwiczenia, kiedy zwróciła na skonfundowaną twarz Dahlii i brak odpowiedzi. — Coś nie tak?
Kobieta rozejrzała się jeszcze raz dookoła siebie.
— Nie, po prostu chyba przełożyłam gdzieś plecak — powiedziała, zaglądając za hantle i ławki. — Albo ktoś go wziął.
Is zmarszczyła brwi i próbowała sobie przypomnieć, co widziała, kiedy podeszła do Dahlii. Może ręki by sobie nie dała za to uciąć, ale była w stanie założyć się o to, że jakiś brązowy plecak leżał obok pierwszej maszyny, na której Dahlia ćwiczyła.
— Taki jasnobrązowy z naszywką? — zapytała, kładąc dłonie na biodrach.
Dahlia spojrzała na nią z ulgą.
— Tak, widziałaś go gdzieś? Byłam pewna, że tutaj go zostawiłam.
Jeszcze raz, dla pewności rozejrzała się na boki, ale niestety plecak nie pojawił się w zasięgu wzroku, więc wróciła spojrzeniem do Isobel, która aż klasnęła w dłonie. Dziwny entuzjazm jak na sytuację, w której się znalazły.
— Uwielbiam programy detektywistyczne! Zaraz go znajdziemy — zapewniła, z niespodziewaną energią porzucając swoje niedokończone ćwiczenie.
To była prawda, ale tylko połowiczna. Dahlia nie wyglądała jej na kogoś, kto często gubi rzeczy, więc prawdopodobieństwo, że ktoś gwizdnął jej plecak, było większe. Is nie podobała się myśl, że ktoś mógł coś ukraść na jej oczach. Nie żeby to było jakieś strasznie trudne kiedy była zajęta wypluwaniem sobie płuc na bieżni, ale jej duma i tak ucierpiała. Uczeń (którego nie znała) przerósł mistrza (którym nie była)? Ujma na honorze.
— …pewnie po prostu gdzieś leży — powiedziała Dahlia, nie będąc aż tak zbitą z tropu, jak można by się spodziewać. Pewnie miała już wiele okazji, żeby naoglądać się ludzi z ich dziwactwami.
— Ostatnio widziałam go tam. — Is wskazała palcem kąt siłowni.
Już z daleka mogła stwierdzić, że na dziewięćdziesiąt procent plecaka tam nie ma, bo odznaczałby się na ciemnej podłodze, ale i tak każdy trop trzeba było sprawdzić. Kilkoma dużymi krokami pokonała dzielącą ją od ściany odległość i dokładnie obeszła maszynę dookoła, ale nic tam nie znalazła, jak można było się spodziewać.
— Na pewno go stąd zabrałam — wtrąciła Dahlia, która chcąc nie chcąc przeszła się za dziewczyną.
Wciąż miała nadzieję że plecak sam się znajdzie.
— Tam gdzie skończyłyśmy już go nie widziałam. Ktoś go musiał zabrać stamtąd. Dość szybko. Hm — mruknęła i zamilkła na chwilę, wpatrując się w podłogę. — Często tu przychodzisz?
— Dość regularnie.
— Coś kiedyś zniknęło?
— Mi nigdy. I nie słyszałam też, żeby komuś innemu coś ukradli.
— A to skurwysyn. Pewnie cię obrał na swoją pierwszą ofiarę. Ale poszukajmy jeszcze — powiedziała, poprawiając włosy, które zaczynały wymykać się z kucyka.
Szukanie w jej wykonaniu opierało się na jednej, szybkiej rundce po siłowni, a potem od razu zaczęły się przesłuchania.
— Przepraszam, widziała może pani plecak? Taki jasnobrązowy, na pewno rzucał się w oczy — zagadnęła dziewczynę, która stała na maszynie imitującej schody.
Odstawiła swój różowy kubek z wielkim napisem "STANLEY" i wyciągnęła słuchawki z uszu. Posłała Isobel spojrzenie może nie tyle pobłażliwe, co niezainteresowane.
— Nie, nie rozglądałam się — odpowiedziała i odcięła się od niej, na powrót zakładając słuchawki.
Is nie policzyła, ile razy zadawała wciąż to samo pytanie różnym osobom, ale na pewno podeszła do każdej osoby na sali. W pewnym momencie zorientowała się, że Dahlii z nią nie ma, i zdezorientowana rozejrzała się dookoła. Zobaczyła ją po drugiej stronie sali; znowu kręciła się w miejscu, gdzie plecak zaginął. Isobel nie sądziła, żeby wcześniej zdołały go przeoczyć, ale powtórne sprawdzenie przecież nikomu nie szkodziło.
Z tylko odrobinę mniejszym zapałem podeszła do Dahlii, drapiąc się po szyi.
— Nikt nic nie wie, nikt nic nie widział, plecak rozpłynął się w powietrzu — poinformowała ją, wzdychając.
— Pójdę się zapytać pracownika. Mają tu kamery. Powinnam to zrobić od razu — odpowiedziała Dahlia, głową kiwając w stronę ściany, na której znajdowała się jedna z kamer.
Isobel popatrzyła we wskazanym kierunku i zamrugała kilka razy, jakby kamera pojawiła się tam dopiero w tej chwili. Nie pomyślała wcześniej, żeby rozejrzeć się wyżej niż na poziomie swojego wzroku. Mogła się domyśleć, że w siłowni będą kamery.
— O. Mądre — bąknęła tylko.
I poszła za Dahlią jak smród po gaciach, kiedy ta zaczęła iść w stronę recepcji. Bolały ją już mięśnie, towarzystwo kobiety było całkiem miłe, a zaginiony plecak był ciekawszy niż kolejna seria ćwiczeń. Kiedy Dahlia jej nie wygoniła, postanowiła, że może jej towarzyszyć.
Mężczyzna z recepcji był całkiem miły, ale nie od razu pokazał im nagranie. Mówił coś o tym, że nie może i musi zadzwonić do kierownika, ale poddał się po dwóch minutach rozmowy z Is. To, że kątem oka spoglądał na posturę Dahlii chyba też dało mu do myślenia. Zniknął na chwilę, po czym wrócił z tabletem w dłoniach. Isobel instynktownie zrobiła krok w tył, widząc diabelskie urządzenie. Wcześniej opierała się o ladę, ale wolała znajdować się od tabletu trochę dalej. Nie uciekłaby za daleko na tych obolałych nogach.
— W której sali pani ćwiczyła? — zapytał facet z plakietką z napisem "Jim" na piersi, patrząc na Dahlię.
Dahlia jednak jeszcze przez chwilę była zajęta posyłaniem Is trochę zdziwionego, trochę niezidentyfikowanego spojrzenia, kiedy ta tak pospiesznie odsunęła się od lady. Dopiero potem odpowiedziała Jimowi, który po chwili ciszy znalazł odpowiednie nagranie.
— Kiedy własność zginęła?
— Nie wiem. Około pół godziny temu.
Mężczyzna lekko marszczył brwi, przewijając nagranie. Zmarszczył je jeszcze bardziej, kiedy dotarł do interesującego go fragmentu.
— Wygląda na to, że ktoś naprawdę ukradł pani plecak. Proszę zobaczyć — powiedział, odwracając tablet ekranem do nich. — Zna pani tego mężczyznę?
Zanim Dahlia odpowiedziała, Is zajrzała jej przez ramię. Ciekawość pokonała niechęć do elektroniki. Oczywiście ona nie znała postaci na nagraniu. Może dlatego, że była tu pierwszy raz w życiu. Spojrzała na Dahlię, która teraz marszczyła brwi nawet bardziej, niż Jim.
— Tak, znam go.


Dahlia?
────
[1028 słów: Isobel otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz