sobota, 7 lutego 2026

Od Lynn do Arisu — „Szósty lipiec”

Szósty lipiec.
Dzień szczególnie upalny — Lynn, ledwo wstała i zaczęła się krzątać, już się spociła, i oparzyła stopy na podłodze nagrzanej od słońca — wstała długo po jego wschodzie, nie nastawiła budzika. Obudziła się idealnie w czasie tych paru południowych, najgorętszych godzin. Może to ten upał ją obudził. Co można jeszcze zrobić w taką pogodę? Nie no, na pewno jest dużo roboty. Ale i woda przyniesiona ze studni stała w ocienionym kącie, i stół był czysty, a nie można było nieskończenie zamiatać podłogi. Roślin nie można było podlać, zaraz się ugotują w każdej kropli wody. Okna nagrzane, nie nadawały się do mycia — a nawet gdyby Lynn zaczęła wypatrywać smug na nich, rozbolałaby ją głowa. Wybrała sobie, chatkę na pustkowiu. Na szczerym polu. W zimie idealnie odsłonięta przed wiatrem, w lecie bez żadnej ochrony wystawiona z każdej strony na słońce. Trzeba by coś posadzić.
Z chęcią zajęłaby się nawet teraz. Z radością zrobiłaby wszystko, co odwróciłoby jej uwagę od przygotowanej wczoraj wiązanki kwiatów na stoliku nocnym. Wszystko, co zajęłoby ją na tyle, żeby nie musiała spoglądać w stronę kalendarza, gdzie świeciła na czerwono data — szósty lipiec.
Zaznaczona zresztą przez nią.
Minęło już wiele lat i stwierdziła, że tak dłużej być nie może. O Nalinie nie zapomni, może jakoś się oswoi z jego śmiercią? Okaże mu szacunek. Może brat nękał ją przez jej ignorancję, jej bezsilność, bezradność. Niewykluczone też, że uważał, iż oprócz nieustannych kryzysów i epizodów depresyjnych, nie celebrowała jego pamięci z należnym mu szacunkiem. Może nie smakował mu ten strach, jakim karmiła jego wybredną duszę w Hadesie. Może zbrzydło mu szlochanie po nocy i jej samobiczowanie.
Robi to w końcu dla niego.
Zaznaczyła więc datę w kalendarzu, przygotowała bukiet, ususzyła, czując chwilowe podekscytowanie — może brat teraz na nią patrzy i się uśmiecha? Teraz, w gorącu i wynikającym z tego stanu bólu głowy nie była już tak pełna nadziei. Może bała się, że to pójście na cmentarz będzie otwartym przyznaniem się do tego, że przez ostatnie lata go zaniedbywała i nie robiła tego, co należy. Pewnie na domiar złego jeszcze nie znajdzie grobu. Właśnie taka z niej siostra — tak samo uważna za życia, jak i po śmierci — czyli wcale.
A może przesadzała właśnie w drugą stronę — starała się wynagrodzić swoją nieobecność przy jeszcze zmagającym się z problemami, ale oddychającym i obecnym Nalinie, przez performatywne popłakanie przy jego nagrobku?
W podobny sposób zadręczała się od wielu lat. Zaraz po śmierci brata była w zbyt wielkim szoku, żeby podjąć jakiekolwiek działanie, a potem było jej dziwnie wyjść z tego stanu. Co nie znaczy, że ten bukiet, który patrzył na nią jak wyrzut sumienia, był pierwszym. Było ich już wiele, nawet parę ukradkowych przechadzek pod cmentarnym murem. Nagrobek Nalina był jak niewyraźne wspomnienie, nigdy nie wytrzymywała długo w tym miejscu.
Dość, to się musi skończyć. Chwyciła kwiaty, wstała zdecydowanie — zakręciło się jej w głowie, więc musiała zwolnić, ale zapału starczyło jej na energiczny marsz aż do furtki. Tam zatrzymała się, prawie się odwróciła, ale szła dalej. Po drodze starała się zagłuszać wszelkie myśli. I takim sposobem, truchtając od drzewa do drzewa, dotarła na cmentarz za wzgórzem, więc na szczęście w miarę w cieniu. Weszła — i tutaj ponownie się zatrzymała. Wzrok uciekał jej na wszystkie strony, tylko nie w kierunku nagrobka przed nią.
Szósty lipiec. Dzień urodzenia Nalina.


Arisu?
────
[542 słowa: Lynn otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz