sobota, 1 sierpnia 2026

Od Arisu CD Lynn — „Szósty lipiec”

Poprzednie opowiadanie

LATO

Arisu miała ochotę pokręcić bardzo gwałtownie głową, oburzając się i krzycząc, bo przecież oczywiście, że nie wynikało z jej winy. To była w pełni wina Shayela, tylko i wyłącznie. Może powinna wykrzyczeć, że przecież ją porzucił – dokładnie wszystko to, o czym myślała od początku przyjścia na cmentarz i co powtarzała sobie tak często, że jakiś czas naprawdę w to wierzyła. Że jest dupkiem, że łamie obietnice, że chociaż dalej żył, to równie dobrze mógłby być martwy, bo nie zrobiłoby jej to zupełnie żadnej różnicy.
Ale nie mogła tego zrobić. Nie w tych okolicznościach, nie przy tej kobiecie, ani w ogóle nigdy, bo takie zachowanie nie było godne kapitana statku, podróżnika, walczącego z potworami półboga, eksperta w kusznictwie i innych tytułów, do których dążyła, albo które przypisywali jej inni, nie zawsze zgodnie z jej wolą. Siedząca obok niej kobieta cierpiała, bo straciła brata, a Arisu zachowywała się jak gówniara, trzymając urazę sprzed lat.
Tę myśl odrzuciła jednak równie szybko. Shayel zasługiwał na każdą negatywną uwagę, to nie ulegało wątpliwości. Zmuszał ją do tego, by w kółko, ciągle i ciągle od nowa analizowała to samo, chociaż miała tego już zdecydowanie dość. Od kiedy wrócił, myślała o tym wszystkim jeszcze częściej, a teraz osiągało to już szczyt, którego nie chciała zdobyć.
– Mój brat… – zaczęła, chociaż dalej nie do końca wiedziała, co powinna powiedzieć. W końcu westchnęła z rezygnacją. – Znaczy, przyrodni brat. Jest śmiertelnikiem – wyjaśniła w końcu, splatając dłonie na kolanach.
I znowu na sekundę zamilkła, wpatrując się w coś przed sobą. Już nie w grób, nawet nie w coś konkretnego. Nie wiedziała, czy powinna nawiązać kontakt wzrokowy z kobietą, czy może jednak nie był to dobry pomysł. Chyba wolała, gdy rozmawiały tylko o niej, o obwinianiu się i przeżywaniu żałoby. Może nigdy nie powinna była mieszać w to wszystko Shayela.
Teraz musiała jakoś to wszystko wyjaśnić. Nie mogła zakończyć na tym głupim zdaniu, jakby wyjaśniało cały sens konfliktu, zrozumienia, o którym wcześniej tak bezsensownie palnęła, czy w ogóle egzystencji Arisu i jej brata.
– Nasz kontakt urwał się, kiedy zostawił mnie pod opieką Obozu Jupiter – powiedziała w końcu, bo przecież nie było to kłamstwo. Nie musiała od razu mówić całej prawdy. – On dużo wyjeżdża i podróżuje, praktycznie nie ma miejsca, w którym zatrzymałby się dłużej.
Nie wspomniała o tym, że do niej pisał i że to ona nigdy nie chciała utrzymać żadnej formy kontaktu, nawet jeśli mieli taką opcję. Nie chciała mówić o tym, jak okropnie poczuła się zraniona lata temu, bo przecież miała piętnaście lat i uważała się za bardzo dorosłą i do dzisiaj nie powiedziała Shayelowi wprost, że dalej chciałaby z nim podróżować, zadając tylko ogólne pytania i udając grzeczne, ale sztuczne zainteresowanie jego historiami. Nigdy nie przyznałaby, że jeszcze wchodząc na teren cmentarza myślała o tym, co może mu opowiedzieć, zupełnie jakby chciała mu zaimponować.
Może wcale nie była dojrzała bardziej niż te sześć lat temu.
– Więc… Nie wydaje mi się, by cokolwiek wynikało z mojej winy – kontynuowała, doskonale wiedząc, że obiektywnie może to być kłamstwo.
Zerknęła kątem oka na kobietę, która dalej pozwalała jej mówić. Arisu nie rozumiała, czemu. Przecież nic, co mówiła, nie miało tak naprawdę żadnego znaczenia. Shayel żył, po prostu unikali kontaktu. Byli w lepszej sytuacji od niej.
– Nie wiem, czy powinnaś się dręczyć – zmieniła temat, a przynajmniej odsunęła rozmowę od samej siebie. – Znaczy… Czy to ci pomaga?
Wątpiła, by pomagało. Nie mogła mówić z czystego doświadczenia, ale wiedziała, że jej własna złość nigdy jej nie pomogła. Nieważne, jak długo sobie to wmawiała, to nigdy niczego nie zmieniło.
W końcu spojrzała na kobietę pewnie, odwracając do niej głowę.
– Nie musisz się dręczyć, by o nim pamiętać, prawda?


Lynn?
────
[600 słów: Arisu otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz