LATO, ROK TEMU
Atlas diagnozę ADHD po raz pierwszy usłyszał w podstawówce. Nie miał pojęcia, co to do końca znaczy jeszcze przynajmniej przez kolejnych kilka lat. Miła pani psycholog mówiła mu: „po prostu urodziłeś się trochę inny od innych”. W szkole czasami miał specjalne względy, jak na przykład dłuższy czas na kartkówkach albo ciężkie westchnięcia dyrektora, kiedy znowu sprawił jakiś kłopot, a wychowawczyni wspominała o orzeczeniu.
W Obozie Jupiter dowiedział się, że ADHD było mechanizmem przetrwania półbogów. Dzięki ADHD był w stanie skupić się w ferworze walki z potworami. Jego ciało było nastawione na to, żeby być legionistą, nie na to, żeby ślęczyć w nudnej klasie i słuchać o równaniach diofantycznych.
Teraz pomyślał, że tak naprawdę wszystko sprowadzało się do tego jednego momentu. ADHD nie przygotowało go na przeżycie w półboskim świecie, ADHD zadbało o to, żeby mógł teraz stać jak kołek pośrodku grupki ujadających dzieci i nie wariować. Biorąc pod uwagę to, że jego organizm znajdował się w fazie „walcz lub uciekaj”, w sumie nie różniło się to za dużo od walki z potworami.
Jeden dzieciak mówił coś o orłach, drugi o treningach, trzeci o koniach. Zebulon cały czas kołysał się w miejscu i szarpał za rękę kolegi. Jessica zaczęła pociągać nosem. Brian chciał kanapkę z masłem orzechowym i dżemem, ale dżem koniecznie musiał być taki, jaki zawsze dawał mu tata, bo żadnego innego nie lubił. Arisu wydała swoje polecenie. Zebulon robił do koleżanki niezidentyfikowane miny i Atlas zastawił mu usta ręką, tylko po to, żeby poczuć, jak chłopiec liże mu dłoń. Włożył całą siłę woli w to, żeby nie zacząć krzyczeć, bo przypomniał sobie o wszystkich niezidentyfikowanych przedmiotach lizanych i zjadanych przez dzieci, jako przykład mając w głowie wizję glutów.
Jeszcze raz, wróć. Arisu wydała polecenie. „Wiesz, jak poruszać się po obozie, żeby unikać ludzi i obowiązków”. Czy to był komplement? Zależy, od której strony miał to interpretować i czego akurat dotyczyła sytuacja. W normalnych warunkach ze strony Arisu to byłaby złośliwa uwaga, w tym przypadku nawet brzmiało jak komplement. „Więc znajdź nam taką trasę, żebyśmy mogli sprawdzić teren najbardziej po cichu, jak się da”. Polecenie. Powierzyła mu zrobienie czegoś. Czegoś innego niż sprzątanie, tynkowanie dziur albo siedzenie cicho, żeby jej nie wkurwiać.
Małe uczucie dumy, że został jakkolwiek pochwalony przez dziewczynę, szybko zostało zdeptane przez coś, czego Atlas nienawidził absolutnie najbardziej, a była to presja i poczucie obowiązku. Arisu powierzyła mu zadanie, ODPOWIEDZIALNE zadanie, którego nie mógł spieprzyć, a co gorsza, nie mógł się nawet skutecznie od niego wymigać. Nie miał nawet kilku dni roboczych, żeby przetrawić sam fakt, że musi coś zrobić i przygotować się na to psychicznie (albo znaleźć powód, żeby od tego uciec).
Przecież sam wcześniej sugerował jej, że jest dzieckiem boga podróży i (prawie) niezawodną orientację w terenie miał wbudowaną w procesor. Wiedział, że pod ich stopami jest system tuneli. Jeśli zignorowałby fakt, że mogli poruszać się nimi wyłącznie pretorzy, to z całą pewnością wiedziałby, w którą stronę skręcić.
— Wiesz, że bardzo ci się nie spodoba mój pomysł, prawda?
To było pytanie retoryczne. Nawet najlepszy pomysł na świecie nie spodobałby się Arisu, gdyby został wymyślony przez Atlasa, a ten konkretny już z całą pewnością nie zaliczał się do najlepszych.
Zaletą obecności dzieci było to, że Arisu nie mogła publicznie zlinczować Atlasa. Gdyby wykrzyczała wszystko to, co mamrotała pod nosem, najprawdopodobniej wyrządziłaby nieodwracalną szkodę w ich małych, plastycznych umysłach. Nie mogła nawet szczególnie mocno sprzeczać się, że to zły pomysł i w ogóle to czy jego pojebało, bo nie mogli zdradzić przed dziećmi, że to nie jest element wycieczki.
Zebrali się jak najbliżej siebie. Atlas włączył mechanizm naścienny i tunel rozjaśnił słaby ogień ułożonych kolejno pochodni.
Tak, mieli przejebane, jeśli ktoś by ich zobaczył, to czekało ich wydalenie z obozu, publiczna egzekucja, bla, bla, bla, nie trzeba było się dodatkowo powtarzać. Mimo wszystko Atlas uznał włamanie się do podziemnych tuneli za jedną z bezpieczniejszych dla nich opcji. Bezpieczniejszą, niż paradowanie na widoku Obozu Jupiter z gromadką rozwrzeszczanych dzieci, to na pewno. Nawet rozwrzeszczenie nie stanowiło już problemu, bo dzieci były zbyt wystraszone panującą dookoła ciemnością i pająkami wielkości ich głowy, żeby piszczeć im nad uchem o kanapce z masłem orzechowym i dżemem.
— Nikt tu nie ma wstępu — próbował udobruchać Arisu Atlas.
— Och, doprawdy? — syknęła na niego.
Ich obecność była swoistym zaprzeczeniem.
— Nikt oprócz pretorów. — Atlas tylko się pogrążał. — …i kogoś, kto potrafi otwierać magicznie zaklęte zamki.
Pomachał jej palcami przed twarzą, podkreślając, że chodzi mu o niego samego. Wydawała się tylko bardziej wkurzona.
— Pretorzy chodzą tędy, żeby szybko się przemieścić z punktu A do punktu B. Poza tym to droga ucieczki w razie gdyby obóz był pod atakiem.
— Boję się ciemności — załkała Jessica, przerywając im sprzeczkę. W nikłym blasku pochodni Atlas dostrzegł, jak po zaczerwienionych policzkach spływają jej łzy. Łkanie przerwała tylko na pociągnięcie nosem.
Jej strach udzielał się pozostałym dzieciom. Wszystkie miały oczy szerokie jak spodki. Brian trząsł się jak osika. Nawet Zebulon przestał się wiercić, chociaż wciąż rozglądał się bacznie z zaciekawieniem i jako jedyny nie wydawał się na skraju płaczu.
— Gdzie idziemy? — zapytał Kalel, wlepiając swoje szczenięce spojrzenie w Atlasa i Arisu. Wciąż ściskał dłoń Zebulona.
— To droga na skróty — wytłumaczył Atlas. W teorii nikogo nie okłamał. — Sprawdzimy wszystko po kolei. Stajnie, orły, treningi…
— Łaźnie też? — zapytał z nadzieją Brian.
Atlas miał nadzieję, że nie, bo Kailey powita ich z otwartymi ramionami od razu po przejściu pierwszego włazu i wcale nie będą musieli iść już dalej.
— Zobaczymy.
W oczach dziecka było to równoznaczne ze zgodą, więc niektóre z dzieciaków rozbudziły się nieco. Atlas chyba wolał je kompletnie zastraszone.
— A będziemy mogli wejść do basenu?
— Nie mam kostiumu kąpielowego — powiedziała Bailey zawiedziona.
Atlas pociągnął Arisu za rękaw i pokazał jej palcem pierwszy właz kilka metrów dalej. Długa drabina wspinała się po ścianie i prowadziła do klapy z cesarskiego złota.
— To powinno być wyjście do zbrojowni. Wszystkie wyjścia są zamknięte magicznie, ale powinienem umieć je otworzyć.
Pojawiało się kilka ważniejszych pytań. Na przykład to, czy powinni wyjść wszystkimi dziećmi. Może lepiej by było, żeby Atlas szybko sprawdził teren, a reszta została w dole? Poza tym umieszczanie Zebulona w okolicach prawdziwych mieczy i łuków mogło nie być najlepszym pomysłem. Walker spojrzał na Arisu, licząc, że to ona przejmie dowodzenie. Jego działka polegała na tym, żeby przeprowadzić ich przez Obóz Jupiter w miarę sekretnie, nie mógł brać też ewentualnej odpowiedzialności za ucięte paluszki.
────
[1045 słów: Atlas otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz