JESIEŃ IV
– Co jest nie tak z tą kobietą? – szepcze do siebie Niketas, wciśnięty w szczelinę między swoim łóżkiem a wspólną szafą, o którą opiera nogi. Na udach rozłożoną ma zapisaną przeróżnymi bazgrołami kartkę, a obok leży kostka Rubika, od której powoli zaczynają odpadać poszczególne sześciany. Wyjątkowo, chłopak nie ma na nosie okularów przeciwsłonecznych, które aktualnie zwiedzają zakamarki jego pościeli. Włosy ma nieułożone, nie wpadają mu do oczu wyłącznie dzięki gumce recepturce, która mniej więcej spina je w jednym miejscu, tworząc palemkę na czubku jego głowy. Ze zmrużonymi oczami i zmarszczonymi brwiami przechyla głowę, wpatrując się w swoją kartkę, jakby miał tam dostrzec Zeusa. – Może ona miała na myśli „F”, gdy pisała „H”. Nie. Bliżej temu do „R”. Kurwa, to jest „M”. Jak nic to jest „M”. Pojebały jej się wielkości liter, idiotka.
Po wymamrotaniu tych paru zdań chwyta swoją kostkę Rubika, którą kwadrans wcześniej ułożył, żeby mieć czysty start. Przystępuje do bardzo wymagającej pracy, już po raz dziesiąty tego wieczora. Tym razem naprawdę usilnie próbuje trzymać się wymykającej się z rąk nadziei, że coś mu wyjdzie. Coś ułoży. Jakiś inny kod złożony z kolorów, który potem będzie musiał rozszyfrować. Ale to przynajmniej będzie już COŚ.
Najpierw. Obrót poziomej ścianki środkowej zgodnie z ruchem wskazówek zegara o trzysta sześćdziesiąt stopni. To jest, kurwa, bez sensu. Obrót dolnej ścianki o czterysta pięćdziesiąt stopni. Obrót poziomej ścianki środkowej o dziewięćdziesiąt stopni i odwrócenie całej kostki wokół osi x. Znowu obrót dolnej o czterysta pięćdziesiąt stopni. Pionowa środkowa o dziewięćdziesiąt stopni. Cała kostka wokół osi x. Znowu dolna ścianka o czterysta pięćdziesiąt stopni.
Po przyjrzeniu się wynikowi swoich działań Niketas stwierdza, że powinien popełnić brutalne morderstwo na pewnej galaktycznowłosej Rosjance. Jedna strona kostki przypomina flagę Armenii, ale chłopak wątpi, że to o to chodziło Weronice. Czy Rosja kiedykolwiek była zaangażowana w konflikt polityczny z Armenią?? Żeby to wiedzieć, musiałby uważać na lekcjach historii, a podczas nich wolał robić matmę.
Bardzo niedelikatnie odkłada kostkę gdzieś w kąt. Możliwe, że wpada pod łóżko, ale Niketasa mało to obchodzi. Patrzy na swoje pozostałe opcje i zatrzymuje się na połączeniu Cezara z Gematrią. Dzięki niemu otrzymał taką oto cudowną wiadomość, która była jedną z przyczyn tego, że potargał całą poprzednią stronę nieprawidłowych prób rozszyfrowania kodu Werci:
„1. hd ge
2. hage jage”
W drugim punkcie już myślał, że do czegoś dochodził, mimo że pierwszy w ogóle na to nie wskazywał. Teraz korektuje ten drugi punk, po zdaniu sobie sprawy, że użył H, a nie M i ostatecznie otrzymuje: „2. hage page”. Stwierdza, że znowu ma ochotę coś zniszczyć. Po paru wdechach i wydechach po prostu gapi się na kartkę przekrwionymi oczami, prawie uśmiechając się na widok narysowanych na dole strony tańczących ludzików. Było to jego poddańczym gestem, zanim wpadł na to, że Weronika może po prostu nie umie pisać i jej H wygląda jak M. Ostatecznie nie doprowadza go to do niczego, ale ludziki go pocieszają. Jakąś godzinę temu dzięki nim zakodował wiadomość: „PIERDOL SIE WERONICZKA” i jakoś tak dobrze mu się na nie patrzy.
– Mogę kostkę? – pyta Ulfert i bardzo ostentacyjnie wskazuje na ściankę z flagą Armenii, jakby Niketas był w stanie kompletnego odklejenia od rzeczywistości i nie rozumiał prostych słów.
– Weź mi to sprzed oczu – mamrocze w dłonie, którymi właśnie próbuje rozmasować sobie powieki.
– A może ona chciała cię po prostu rozkojarzyć? – delikatnie sugeruje Ulf. – Wiesz, odwrócić twoją uwagę od sprawy i się ciebie pozbyć.
– Nawet sobie tak nie żartuj.
– No ale udało ci się do czegoś dojść? – pyta Ulf i gdyby był choćby odrobinę bardziej bezczelny, to pewnie zabrałby Niketasowi jego notatki i dokładnie przyjrzałby się tym bazgrołom wariata. Na szczęście widzi je tylko z daleka (już i tak może stwierdzić, że jego brat niebezpiecznie szybko zbliża się do załamania nerwowego). – Może powinieneś ją po prostu skonfrontować i…
– I co jej powiedzieć? „Hage jage”?
– Co kurwa.
– Nieważne – ucina Niketas i macha ręką na brata. – Weź sprawdź, czy cię nie ma nad jeziorem, git?
Ulfert coś tam jeszcze mamrocze pod nosem, ale posłusznie opuszcza domek. Niketas jeszcze przez chwilę gryzie ołówek, siedząc sobie w swojej wnęce, aż wreszcie zbiera się w sobie, odnajduje zagubione okulary i rozplątuje niedbały kucyczek, żeby nasmarować włosy żelem. Przegląda się w niemytym od lat lusterku, które wygląda bardziej jak spory kawałek szkła i jest gotowy do wyjścia z jaskini. Jakby rodzice wiedzieli, to byliby z niego bardzo dumni.
– Siemka, Werrrrrciu – wita ją szerokim uśmiechem i próbuje szybkim, niespodziewanym atakiem wyrwać z jej rąk notes. Na jego nieszczęście, ma go przywiązanego do nadgarstka i jedyne, co zostaje w palcach Niketasa to kawałek wyrwanej strony, na której jeszcze niczego nie napisała. Jego zasoby szczęścia ostatnio postanowiły przypominać wyschniętą studnię i skłamałby, gdyby powiedział, że go to nie obchodzi. Maskuje niepowodzenie nonszalanckim uśmiechem i ostentacyjnie daje karteczce odlecieć z wiatrem.
– Jak śmiesz zaśmiecać Obóz – prycha Weronika, przy okazji dodając swojej wypowiedzi zjawiskowego efektu „wow” poprzez sprawne i głośne zatrzaśnięcie notatnika.
– Jak ci idzie sprawa pluszaczkowa, laleczko? – odpowiada pytaniem, może tylko trochę chcąc ją tym zirytować.
– Och, czyżbyś aż tak bardzo chciał się sztachnąć tym, co znalazłam w misiach? – szybko go kontruje. – Шутки в сторону, przestań się ośmieszać. Wydaje ci się, że nie jestem w stanie cię przejrzeć?
Niketas ma tylko chwilę na przepracowanie informacji, którymi właśnie zalała go dziewczyna. Że co było w tych pluszaczkach? Tym to nawet on się nie zajmował, będąc jednym z najbardziej znanych osobistości na półboskim czarnym rynku. Właśnie to różniło półboskie podziemie od śmiertelniczego. Niketas handlował energetykami i elektroniką, nie narkotykami i kradzionymi organami.
– Ha, ha. Bardzo śmieszne, paniusiu – mówi bez cienia radości w głosie. – Werrrrrrciu, zastanów się przez momencik, taką o króciutką chwileczkę – zbliżając do siebie palec wskazujący i kciuk pokazuje jej, o jak krótką chwilę mu chodzi. – Możesz mnie podejrzewać, ile chcesz. Ale co zrobisz, gdy ktoś przyłapie ciebie, grzebiącą w zmieszanych z pluszem proszkach? Bez cudownego partnera, który mógłby rzeczywiście dać ci niezłe alibi? Kogoś obcykanego w tych sprawach, z niesamowitą charyzmą i znajomościami?
– Nie bratam się z oszustami i złodziejami – dumnie rzecze Weronika, zadzierając podbródek.
– Oszust, to może. Ale i tak naciągane. A złodziej? Nigdy w życiu. Nigdy nawet kondoma z Walmartu nie zwędziłem.
– Ty już dobrze wiesz, co ukradłeś – prycha dziewczyna.
– Jak się zostawia ważne rzeczy bez opieki, to łatwo się je gubi. – Niketas wzrusza ramionami. – Bo wiesz. Wtedy niczego nie kradnę. Znajduję. – Uśmiecha się szeroko, po czym dodaje, żeby wrócić do tematu: – Cukiereczku, nie bądź taka. Stworzymy lepszy zespół śledczy niż cała policja w stanach razem wzięta. Przecież nie odmówisz dobremu ziomkowi, co?
────
[1069 słów: Niketas otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz