Oczywiście, że nie mogło być zbyt długo spokojnie.
Judas zdążył zapomnieć, że gdy życie wydaje się w pewnej chwili piękne, to zaraz przyjdzie tornado, które zmiecie wszystko to z powierzchni ziemi. Z drugiej strony, mógł zacząć patrzeć na świat przez różowe okulary, bo już nie miewał problemów ze znikającym dzieckiem, potworami goniącymi go po uliczkach san Francisco czy próbującym zabić go mężczyzną (półbogiem) z piłą łańcuchową. Nawet nie napotykały go żadne sytuacje związane ze zmarłymi, a to już było coś. Mógłby polecieć na wakacje, rozłożyć się na hamaku w jakimś ciepłym kraju z książką i zapomnieć o wszystkim, co go otacza, bo w końcu zaczął mieć spokojny żywot (może to była kwestia tego, w jakim wieku już jest).
Havu nie spędzał z nim aż tyle czasu, jakby on chciał, ale może była to kwestia tego, że bywał w pracy po kilkanaście godzin, a nie mógł zakazać mu pracować. Denerwował się, gdy nie widywali się codziennie, a sama myśl o tym, że nie wie, co robi mężczyzna, doprowadzała go do szału. Dopiero gdy był z nim, galopujące myśli się zatrzymywały, napięcie z niego spływało jak gorąca woda — w innym razie tylko czekał, aż znowu się zobaczą i nawet udzielając mszy, zdecydowanie nie skupiał się na jej treści. Czy był zdradliwy wobec swojego Pana? Może trochę. A może bardzo. W końcu postawił tego mężczyznę ponad wszystko, nawet ponad własne życie i zrobiłby wszystko, co jest w stanie, aby zatrzymać go przy sobie.
Przychodził do niego z kwiatami, ze słodkościami, a Havu uśmiechał się, odbierał prezent i czasem nawet się czerwienił i całował w polik. Zdarzyło się im parę razy wyjść, na kawę czy na piwo, po którym wracali do domu jednego z nich i zaczynali się całować, a nawet dotykać, ale nie dochodziło do niczego więcej, bo rudowłosy w porę się opamiętywał, gwałtownie odpychał drugiego i po długim prysznicu szedł spać. Ale to wszystko było okej, choć Judas coraz bardziej się frustrował i powstrzymywał przed wybuchem. Tak samo wtedy, gdy Havu odmawiał mu spotkań albo wychodził z kimś innym. Nienawidził czuć się odrzucony — miał wrażenie, że nie jest dla niego aż tak ważny i ta myśl siedziała mu nieustannie z tyłu głowy. Zdarzyło się, że ksiądz obraził się na niego na parę dni, nagle się denerwował i zmieniał kompletnie humor, krzyknął w twarz albo wypowiedział dużo niemiłych słów. Nie powinien taki być, prawda? Ale to chyba było normalne, co nie? To normalne w każdej relacji. To normalne w przyjaźni, szczególnie tak długiej i głębokiej.
Poszli razem do sklepów, a potem coś zjeść. Usiedli przy stoliku na uboczu, nie odzywając się do siebie w pierwszej chwili. Havu siorbał swojego shake’a, patrząc na innych ludzi. Wyglądał w ostatnich dniach, jakby nie czesał się od miesiąca i nie chciało mu się ubierać w nic wytwornego. Judas nie pytał o to. Nie pytał też o swoje podejrzenie, że rudowłosy trochę schudł i wydawał się jeszcze bardziej blady niż zwykle, a o to było i tak dość trudno.
— Wiesz co — zaczął — mam zaproszenie i chcę, żebyś poszedł ze mną.
— Gdzie?
— Eee… tak jakby — westchnął. — Poznasz moją rodzinę. Powiedzmy.
— Że. Co.
Zdębiał, otwierając szeroko oczy.
— Może nie, że poznasz… Znaczy, w pewnym sensie tak. — Uśmiechnął się niezręcznie. — Ale nie w takim sensie, jakim myślisz.
Czuł się durnie i przebierał pod stolikiem nogami. Nie wiedział nawet, jak brzmią takie słowa wypowiedziane z jego ust i co może czuć Havu — pewne było, że nie wyglądał na chętnego. Czekał, aż Judas powie coś więcej, ale ten tylko wykrzywiał dalej wargi, oczekując na jego kolejną reakcję.
— Ale po co, mam tam być, do cholery?
— Moja rodzina wyprawia… coś.
— I czemu ja mam tam być? — wypalił z parsknięciem.
— A nie wiem. — Wzruszył ramionami. — Dla zabawy. Nie chcesz najeść się i napić za darmo?
— Nie wiem, czy w takich warunkach — odparł. — I jako kto tam będę? Bo chyba nie twój…
Zamilkł. Po krótkiej ciszy odwrócił głowę i podparł ją o dłoń.
— Powiedzmy, że to skomplikowane.
Stwierdził to, jakby właśnie ustawił taki status ich związku na facebooku, a jednak te słowa były dość jednoznaczne. Gdy mężczyzna przychodzi jako osoba towarzysząca drugiego mężczyzny na jakiekolwiek spotkanie rodzinne osób, których ten w ogóle nie zna, raczej rzadko się myśli, że to tylko kolega. Bo kto, jako osoba płci męskiej, zabiera zwykłego kolegę ot tak na wydarzenia, typu, przykładowo, wesele? Jeśli z nim pójdzie, osoby tam mogą w pierwszej chwili pomyśleć, że są kimś więcej, niż tylko kolegami.
— Myślałem, że nie masz kontaktu z rodziną.
Zmarszczył się i westchnął, jakby Havu właśnie go obraził. Nie mogąc znaleźć w sobie słów na to, zamilkł i znowu poczuł, że spotyka się z odrzuceniem, że drugi mężczyzna nie chce się z nim pokazywać, choć było to absurdalne, bo miał prawo po prostu nie chcieć widzieć jego rodziny. Ta propozycja sama w sobie była przecież absurdalna. Zdusił w sobie emocje, wytykając sobie w duszy własny anty-racjonalizm.
— Nie mam. Sądzą, że wypada mnie zapraszać na imprezy.
Havu?
────
[872 słowa: Judas otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]
Pokiwał głową w odpowiedzi, a Judas poczuł się głupio, że przeszło mu przez głowę, aby zapraszać Havu. Jednak czułby się jeszcze bardziej głupio, idąc tam samemu, siedząc samemu ze swoimi rodzicami i bratem, starając się nie zabić ich spojrzeniem. Jakiekolwiek towarzystwo mu się przyda, a nie ma nikogo innego, kogo mógłby zabrać. Może myślał egoistycznie (to było bardzo… prawdopodobne).
[872 słowa: Judas otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz