czwartek, 6 sierpnia 2026

Od Elianne — „Wherever you are you will always be in my heart”

Eli nie miała pojęcia, co w nią wstąpiło, ale zapewne składała się na to cała seria niefortunnych zdarzeń. Bolał ją brzuch, pakując się przegapiła śniadanie, jej włosy wyglądały jak bocianie gniazdo, a poprzedniego wieczora posprzeczała się z Kalem. Może i się pogodzili, ale coś nadal ściskało ją w brzuchu. Poza tym była zmęczona i marzyła o tym, żeby dwa najbliższe dni przeleżeć w łóżku.
Wszystko złożyło się na to, że kiedy w niedzielę rano zadzwoniła dzwonkiem do domu rodzinnego, a drzwi otworzyła jej rozpromieniona Camille, Eli najzwyczajniej w świecie się rozpłakała. Po prostu poczuła, jak jej gardło nieznośnie się zaciska, a oczy wezbrały jej łzami. Wciąż ściskając w dłoniach swoją torbę, stojąc w progu, pozwoliła im popłynąć.
Szeroki uśmiech Camille szybko zamienił się w zmarszczone z troską brwi.
— Jezu, kochanie, co się stało? — zapytała, wychodząc na ganek, żeby przytulić Elianne.
— Nic — mruknęła Eli, z ulgą chowając się w objęciach kobiety. — Po prostu… — próbowała wyjaśnić, ale głos jej się załamał. — Nie wiem.
Sweter Camille pachniał tymi samymi perfumami, których używała, odkąd tylko Eli pamiętała. Zapach ten kojarzył się jej z domem i to sprawiło, że jeszcze bardziej zadrżała.
— No już, już — wymamrotała uspokajająco kobieta, ostrożnie przeczesując palcami splątane loki dziewczynki.
Odsunęła się odrobinę, żeby móc odgarnąć jej włosy z czoła.
— Wejdźmy do domu, co? Porozmawiamy.

Elianne szybko została posadzona na kanapie, z kocem narzuconym na ramiona i pudełkiem chusteczek. Wciąż pociągała nosem, ale policzki miała już względnie suche i zaczynało jej być głupio przez ten niczym nie spowodowany wybuch. Zwykle umiała nad sobą panować, ale może robiła to już zbyt długo. Cam krzątała się po kuchni, robiąc herbatę, jednak co chwilę zerkała na Eli kątem oka.
— Tata poszedł na spacer i do piekarni, myślał że będziesz później — wyjaśniła, szukając cukierniczki. — Chłopcy jeszcze śpią.
— To dobrze — mruknęła Eli, bawiąc się nadprutym rogiem koca.
Camille w końcu przeszła do salonu i postawiła dwa kubki na stoliku, po czym usiadła obok dziewczynki. Uśmiechnęła się do niej.
— Teraz opowiadaj, co w obozie? Ktoś ci dokucza? — zagaiła, nie chcąc ponownie pytać wprost, co doprowadziło Eli do płaczu.
— Nie. Centurionom się nie dokucza — westchnęła, a Camille tylko pokiwała głową, bo wciąż nie do końca rozumiała, na czym polega ta rola. — Po prostu miałam kiepską noc i poranek.
Sięgnęła po swoją herbatę i złapała ciepły kubek w obie dłonie, po czym oparła głowę na ramieniu kobiety. Dawno nie miała ku temu okazji, a czasami tęskniła za nią tak bardzo, że aż coś kuło ją w piersi.
— Chcesz o tym porozmawiać? — zapytała łagodnie Cam, ponownie przeplatając między palcami jej włosy.
— Nie ma o czym. Tylko wstałam w złym humorze — mruknęła, przymykając oczy.
Poczuła, jak Camille opiera policzek o czubek jej głowy.
— Wiesz, że możesz zawsze wszystko mi powiedzieć? Jestem po twojej stronie, nieważne w jakiej sprawie — powiedziała cicho, a Elianne poczuła, jak łzy na powrót napływają jej do oczu.
Milczała przez chwilę.
— Wiem. Dziękuję. Kocham cię — szepnęła tylko, mocniej zaciskając palce na ceramicznym kubku.
— Ja ciebie też. — Camille pocałowała czubek jej zmierzwionej głowy. — Na poprawę humoru, mam dla ciebie niespodziankę. Musisz jeszcze poczekać, ale będzie warto — dodała z uśmiechem, krótko ściskając dziewczynkę.
Żyjąc z trójką braci Eli już dawno nauczyła się, że niespodzianka nie zawsze oznacza coś dobrego, ale ufała Camille, że nie chciałaby jej akurat tego dnia dobić jeszcze bardziej. Tylko skinęła głową, w końcu biorąc się za picie swojej herbaty.
— Jesteś głodna? My jeszcze nie jedliśmy, bo twój tata jak zwykle ma na wszystko czas i nie ma go już z pół godziny — powiedziała Cam, z rozbawieniem przewracając oczami.
Elianne uniosła kąciki ust w małym uśmiechu. Tak, to brzmiało jak jej tata. W końcu ostatni raz pociągnęła nosem i podniosła głowę z ramienia Camille. Zanim zdążyła zakomunikować, że już czuje się lepiej, usłyszała skrzypienie schodów i znajomy głos.
— Mamo? Robiłaś kawę?
Poczuła, jak resztka ciężaru opada z jej ramion. Nie widziała się z najstarszym bratem od czerwca, kiedy to wpadł do domu na tydzień, bo znalazł sobie pracę w pobliżu uczelni na całe wakacje. To było ponad pięć miesięcy temu i Eli boleśnie odczuwała jego nieobecność podczas każdej wizyty w domu.
Camille roześmiała się, widząc jak dziewczyna pospiesznie odstawia herbatę na stolik.
— To właśnie twoja niespodzianka. Wstała szybciej, niż podejrzewałam.
Eli już słuchała jej tylko jednym uchem, bo Chris zdążył już podejść od tyłu do kanapy i posłać siostrze jeden ze swoich mistrzowskich, krzywych uśmiechów.
— Cześć, El. Wyglądasz, jakby ktoś nasikał ci do herbaty.
— Dupek — mruknęła pod nosem Elianne, ale wcale nie przeszkodziło jej to w wdrapaniu się na oparcie kanapy, żeby przytulić brata.
— Od kiedy przeklinasz przy mamie?
— Dupek to nie jest przekleństwo.
— Jak na ciebie? Jest.
— Żebym zaraz nie musiała-
Chłopak wykorzystał okazję, i wbił jej palce w żebra. Eli zaśmiała się i zaczęła wyrywać się z jego uścisku.
— Mamo! — poskarżyła się piskliwie, kiedy Chris za żadne skarby nie chciał jej uwolnić z tej męczarni.
Im była starsza, tym rzadziej zwracała się do Camille w ten sposób, ale to wciąż było coś, co mówiła instynktownie. Nie umiała pozbyć się dziwnego zmieszania, które zawsze wtedy odczuwała, jakby Juwentas miała zaraz pojawić się na środku ich salonu i ją za to ukarać. A jednak od zawsze wiedziała, że chociaż Camille nie jest z nią w żaden sposób spokrewniona, wciąż jest jedyną matką, którą Elianne kiedykolwiek uznawała. Była zbyt zajęta wyrywaniem się z ramion brata, żeby zauważyć, że uśmiech Cam złagodniał.
— Christopher, odstaw siostrę. Nie macie już po pięć lat — zganiła go, ale po jej głosie słychać było, że powstrzymywała się od śmiechu.
Eli w końcu wylądowała z powrotem na kanapie, oddychając ciężko i rozmasowując obolałe żebra.
— Zdrajca — fuknęła w stronę brata, ale nie potrafiła ukryć uśmiechu.
To, co dręczyło ją rano, szybko zniknęło z jej głowy. Dawno nie czuła się, jakby była w domu, choć przecież regularnie w nim bywała.
Trzasnęły drzwi frontowe.
— Czy ktoś jest głodny? — zawołał z korytarza ojciec Eli.
Pozwoliła sobie opaść na miękkie, kanapowe poduszki. Chciałaby zatrzymać czas.



────
[975 słów: Elianne otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz