sobota, 22 sierpnia 2026

Od Cherry CD Arisu — „Don't hang yourself inside my courtroom”

Poprzednie opowiadanie

LATO

Nawet cholerna taśma klejąca była cała w brokacie.
Cherry czuła się całkowicie bezużyteczna. To była jej wina. Nie musiała zaglądać na najwyższe półki, kto jej kazał to robić? Miała pod ręką wystarczającą ilość badziewnych ozdób na niższych piętrach magazynu. Sama Arisu zainsynuowała, że zaglądanie tam nie ma większego sensu. Może miała bardziej sprawdzone przeczucia od Cherry, a może matka Wiktoria szepnęła jej na uszko, że lepiej tam nie patrzeć. Szkoda, że bogini zwycięstwa nie sprawiła także, że tuby z brokatem okazałyby się niewypałami.
Sklejoną taśmę rzuciła wściekle na kupkę rzeczy kompletnie bezużytecznych, która notabene sama była teraz kupką brokatu. Odgarnęła włosy z twarzy i ze złością zauważyła, że policzki ma pokryte brokatem, więc próbowała mało skutecznie strzepnąć z siebie kawałki plastiku. Złośliwie przykleiły jej się do spoconych dłoni.
Przechodziła wszystkie etapy żałoby. Na raz, prawdopodobnie, bo nie była pewna, na którym etapie aktualnie jest. Czuła się do niczego i wcale nie pomagał jej fakt, że to ona była centurionką i powinna przejąć dowodzenie, ale to Arisu w pierwszej chwili wiedziała, co powinni zrobić. Cherry najchętniej jeszcze chwilę postałaby pośrodku tego syfu i pozastanawiała się nad sensem swojego życia.
Ze złością zaczęła strzepywać brokat zgromadzony na półkach i kartonach (tych zamkniętych, bo o tych otwartych, do środka których dostał się brokat i zmieszał się ze wszystkimi starożytnymi proporcami, nawet nie chciała myśleć) na podłogę. To i tak nie robiło już większej różnicy, skoro cała podłoga była brudna, a one i tak musiały od czegoś zacząć. Jeszcze chwila sam na sam z nadmiernym analizowaniem tego, jak przeprowadzić misję sprzątania, a Cherry mogłaby zwariować.
Z wielką ulgą przyjęła powrót Arisu, nawet jeśli oznaczało to, że teraz faktycznie muszą zacząć sprzątać. Przynajmniej teraz nie była z tym sama.
— Pomyślałam, że najpierw zamieciemy półki, a potem częściowo odkurzymy podłogę — poczuła głupią potrzebę wytłumaczenia się przed dziewczyną.
Arisu bez zbędnego gadania podała jej miotełkę do kurzu. Cherry westchnęła i zajęła się górnymi półkami. Teraz nawet gdyby okazało się, że Merwkurwiątka przygotowały więcej pułapek, nie miałoby to większego znaczenia. Gdyby kolejną pułapką miałyby być ukryte gdzieś laseczki dynamitu z systemem samozapłonu, to Cherry mogłaby im nawet podziękować.
W normalnych warunkach najlepszą formą umilenia sprzątania dla Cherry byłoby puszczenie playlisty składającej się z piosenek Shakiry i Pitbulla, ale teraz irytował ją nawet szelest miotełki. Kompletna cisza też by ją irytowała. Teraz dziękowała bogom, że jej towarzyszka nie była szczególnie rozmowna, bo gorsze byłoby tylko sprzątanie z kimś, kto nie umie pracować w ciszy, albo…
Drzwi magazynu otworzyły się, a podmuch otwieranych drzwi poderwał w powietrze jedną z kupek brokatu. Tak, tylko tego brakowało. Brakowało, żeby zjawił się przypadkowy obozowicz i został świadkiem tego, jak centurionka Czwartej Kohorty niezgrabnie zamiata brokat i jest na skraju załamania nerwowego. Nie lubiła czuć, że za swoimi plecami jest obiektem plotek i śmiechów, a niestety plotki rozchodziły się po Obozie Jupiter niezmiernie szybko.
— O. O chuj — skomentował przybysz dosyć trafnie. W przeciwieństwie do Cherry i Arisu, nie zareagował kompletnym załamaniem nerwowym. Chłopak o niebieskich włosach wytrzeszczył oczy na syf, a potem przeniósł wzrok kolejno na dziewczyny.
Cherry miała po dziurki w nosie dzieciaków Merkurego. Atlas miał pecha, że zjawił się w nieodpowiednim czasie.
— To byłeś ty? — syknęła, zaciskając palce na miotełce do kurzu, jakby chciała się nią bronić albo odwrotnie, szykowała się do ataku.
Atlas będący winowajcą w zasadzie miałby sens. Przede wszystkim spełniał najważniejsze kryterium: był dzieckiem Merkurego. Miał wyboistą relację zarówno z Arisu, jak i z Cherry. Źle patrzyło mu z oczu. Czy już wspominałem, że był dzieckiem Merkurego?
— Ja? Ja co? — zapytał nieskładnie, podnosząc ręce, ciężko stwierdzić, czy w geście poddania, czy w ramach obrony przed miotełką. — Że ja, że brokat? Nie, nie, nie. To nie ja. Arisu, powiedz, że to nie ja!
— Niestety to nie on — mruknęła cierpiętniczo Arisu. Nawet nie podniosła wzroku zza zmiotki. Ani trochę nie brzmiało to tak, jakby go broniła. Raczej była zawiedziona, że nie może niesłusznie zabić jakiegoś dzieciaka Merkurego, a tym bardziej, że Atlasowi się nie oberwie. — Był w składziku. Powiedziałam mu, że może nam pomóc.
— A ja jestem grzecznym chłopcem i oczywiście zawsze słucham się mądrzejszych koleżanek bez żadnego powodu — oznajmił, uśmiechając się głupio. — Cherry, a mogę jutro mieć wolne?
— Nie — odpowiedziały mu równocześnie.
Był na tyle mądry, żeby przyjąć miotłę, którą wcisnęła mu Arisu.
Cherry uniosła brew, wodząc wzrokiem pomiędzy ich dwójką, ale nie odezwała się ani słowem. Przynajmniej udało im się na chwilę odwrócić uwagę Cherry od myślenia o brokacie. Jeszcze rok temu Arisu w jego towarzystwie wyglądała, jakby chciała wbić nóż w jego serce i żywcem go przekręcić. Teraz była zdolna do ignorowania jego egzystencji, zamiast tego skupiając się na zamiataniu półek. A Atlas dobrowolnie przyszedł do tego magazynu! Nikt nie musiał przykuwać go łańcuchami do ściany, żeby nie mógł uciec! Ostatecznie Cherry dochodziła do wniosku, że nie powinna się tym interesować. Nie wypadało się tak zastanawiać nad czyimiś relacjami. Jeśli w końcu doszli do jakiegoś porozumienia, teoretycznie mogła być z siebie dumna, przecież właśnie o ich współpracę początkowo jej chodziło.
— Eee… a tak w sumie, to co się tutaj stało? — wyrwał ją z domysłów Atlas.
Bardzo nieudolnie zamiatał brokat w większe kupki. Przestał, żeby zadać pytanie, jakby nie potrafił robić dwóch rzeczy równocześnie. Na jego nieszczęście Arisu znała tę taktykę odwrócenia uwagi i gniewnie pokazała mu palcem w stronę niezamiecionych płatków brokatu pod regałem. Zmierzył ją krótkim zerknięciem, zdecydował, że nie wygra i sięgnął tam miotłą.
Cherry nawet nie wiedziała jak to wytłumaczyć, żeby nie zabrzmieć kompletnie żałośnie. Chciałaby zachować chociaż jakieś resztki swojej godności. Zwykłe przyznanie się, że dała się wrobić w pułapkę dzieci Merkurego, było ciosem poniżej jej honoru.
— Dzieci Merkurego zastawiły pułapkę w magazynie — bąknęła w odpowiedzi.
— Ahaaa. — Ewidentnie trawił, co dziewczyna właśnie do niego powiedziała. Na jego twarzy można było dostrzec, że trybiki jego mózgu działają bardzo powoli. — I nie możecie tego zrobić jakoś szybciej? Nie wiem, poprosić dzieciaka Jupitera, żeby wydmuchał cały ten brokat przez drzwi? Albo żeby jakieś dziecko wodnego bożka czy innego Neptuna go wypłukało?
Cherry wymieniła z Arisu bardzo zmęczone spojrzenie, które miało jej przekazać: „zabij go, bo ja już nie mam siły”.
— Tylko sugeruję — wymamrotał Atlas defensywnie, nagle speszony tym, że dziewczyny po cichu planują morderstwo.


Arisu?
────
[1017 słów: Cherry otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz