środa, 19 sierpnia 2026

Od Chaita CD Apollodorosa — „Nowojorski kryzys mieszkaniowy”

Poprzednie opowiadanie

LATO

Chait ostatnio wyjątkowo często myślał o tym, że życie dorosłego półboga jest zwyczajnie bez sensu. Większość półbogów, których poznał w Obozie Herosów, nie dożyła osiemnastki, a z tymi, którym się to udało, właściwie i tak nie miał już kontaktu. Miał wrażenie, że częściej spotyka tych, z którymi wtedy nie rozmawiał zbyt wiele. I że każde takie spotkanie kończy się jakimiś kłopotami. Zaczynał już myśleć, że nie jest to nawet kwestia bycia półbogiem, tylko po prostu on sam przynosi wszystkim pecha.
Nie miało to żadnego znaczenia ani nawet żadnego związku z jego aktualną sytuacją. Nie wiedział, czemu jego myśli uciekają akurat w tym kierunku, skoro równie dobrze mógłby zastanawiać się nad tysiącem innych rzeczy, które też nie miały szans mu pomóc. Może po prostu zastanawiał się, czy któryś z dawnych znajomych miałby pomysł, jak poradzić sobie ze szczurzym problemem. Czy czymkolwiek ostatecznie były te cholerne gryzonie. To też nie miało większego znaczenia, bo raczej nie miało pomóc w pozbyciu się ich.
Ostatecznie rozłożyli z Apollodorosem trutki, bo w danej chwili było to jedyne, co mogli zrobić. Chait nie do końca wierzył w ich skuteczność, ale nie mieli żadnej lepszej opcji. Musieli chwytać się każdego sposobu, który przychodził im do głowy. Przynajmniej na razie, przynajmniej na chwilę. Czy jakoś tak.

JESIEŃ

Chaita nie cieszył koniec lata, ale zdecydowanie cieszył go koniec festynów i festiwali. Wpadło mu kilka dodatkowych, już na wczesną jesień, ale one były mniej chaotyczne i mniej wymagające od tych letnich. Świat nie lubił próżni, więc zamiast tego znowu wpadło mu więcej zmian w sali zabaw. Po Apollodorosie widział, że jesień nikomu nie sprzyja. Może był to po prostu znak, by udawali, że w piwnicy nie ma żadnych niechcianych mieszkańców.
Przez tych kilka tygodni szczury były raczej spokojne. Chait zaglądał co jakiś czas na dół, ale nie rozmawiał o tym z Apollodorosem – podejrzewał, że ten robi to samo, ale też nic z tego nie wynika, więc po prostu nie ma o czym mówić. Chait ogólnie chyba trochę zbyt często dochodził do wniosku, że nie ma o czym mówić. Nie było to coś, nad czym zamierzał długo się zastanawiać, na pewno nie teraz. A prawdopodobnie nigdy.
Wracał z jednego z ostatnich festiwali. Tego kolejowego, co tylko jeszcze bardziej nakłaniało go do myślenia nad wszelkimi problemami tego świata. Przysięgał sobie, że wykreśli wszelkie istniejące festiwale kolejowe z kalendarza i na żadnym nigdy się nie pojawi, ale chyba jednak trochę za bardzo bał się złamać te głupie oświadczyny, które Merkury wymusił na nim i na Aye.
Myślenie o pociągach nie było lepsze od myślenia o szczurach. Zawsze była to jakaś hierarchia wartości.
– Dobry wieczór – przywitał się, mijając na schodach starszego mężczyznę, z którym rozmawiał już wielokrotnie. Ten odpowiedział mu ciepłym uśmiechem i kiwnął na niego głową, zanim Chait zdążył pójść dalej.
– Często schodzicie do piwnicy, ty i ten drugi chłopak…
Skinął w odpowiedzi głową.
– Tak, tak jakoś wyszło…
Mężczyzna pokiwał głową.
– Niektórzy zaczynają się niepokoić. Bądźcie ostrożni. I powiedzcie, jeśli czegoś potrzebujecie.
Chait uśmiechnął się, tylko trochę zbyt blado.
– Przepraszamy. Wszystko jest w porządku.
Mężczyzna nie wyglądał na przekonanego, ale Chait tylko pożegnał się szybko i uciekł na schody.
Tylko tego im brakowało, by inni mieszkańcy zaczęli uważać ich za podejrzanych albo szalonych. Nie wiedzieli, po co mieliby tak często schodzić do piwnicy. Nawet jeśli według nich żyły tam szczury, to dwóch młodych dorosłych nie miało powodu, by tak często to kontrolować.
Musieli w końcu wziąć się w garść.
Wszedł do mieszkania, zamykając za sobą drzwi. Apollodoros musiał już wrócić. Chait przyjął to z ulgą, bo wiedział, że jeśli nie porozmawiają teraz, to znowu będą to odkładać w nieskończoność.
– Jakbyś chciał, to zostało jeszcze trochę obiadu – powiedział Apollodoros, kiedy już wymienili się grzecznymi przywitaniami. Chait tylko pokręcił głową.
– Jadłem z resztą pracowników – odpowiedział półprawdą, bo to nie miało znaczenia.
Odłożył plecak na jedno z krzeseł i westchnął.
– Muszę dać znać szefowej, kiedy będę dostępny w pracy – rzucił. To akurat faktycznie było prawdą. – Może to czas wymyślić, co dalej z tymi szczurami, jeśli uda ci się znaleźć chwilę wolnego. A przynajmniej ustalić, ile udało nam się dowiedzieć.
Nie robił sobie większych nadziei, ale skoro los kazał im udawać, że problemu nie ma, to oczywiście, że Chait zamierzał zrobić dokładnie na odwrót. Inaczej nie byłby sobą.


Apollodoros?
────
[700 słów: Chait otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz