JESIEŃ, ROK TEMU
Pierwszą myślą było to, że widocznie nadepnęła mu na odcisk.
Druga myśl była bardziej prozaiczna, po ki czort miałby kraść kondomy? Jak jedyne, co robi, to rządzi się wśród hermesiakowych przydupasków. Czy przypadkiem nie miał on piętnastu lat?
Trzecia myśl, musi zapytać się Chejrona, czy może wprowadzić mandaty na terenie obozu za śmiecenie. Driady na pewno ją poprą.
— LAPD, żeby chronić pluszowe misie, bo Nikodemik nie potrafi rozwiązać prostego szyfru? — włożyła w tą wypowiedź całą swoją kąśliwość, jaką miała.
— Dokła- znaczy się, rozwiązałem go, ale chodzi mi o te biedne, skatowane pluszaki. Sprawiedliwość i tak dalej.
Skrzyżowała ręce i uniosła brew. Po raz kolejny.
— Przykro mi, nie mam już miejsca na asystenta. Odrzuciłeś moją szczodrą ofertę i teraz musisz za to zapłacić. — odparła złośliwie.
Szachy mają tę przewagę nad większością ludzkich konfliktów, że przynajmniej od początku wiadomo, iż ktoś musi przegrać. Nie ma remisów moralnych, zwycięstw „na swój sposób” ani zapewnień, że najważniejsza była droga. Król zostaje osaczony, pojedynek się kończy i jedna strona wstaje od stołu z bardzo konkretną świadomością, że druga przewidziała jej ruch wcześniej.
Może dlatego ludzie tak lubią pojedynki. Upraszczają świat do dwóch stron i jednego wyniku. Achilles zabija Hektora, Dawid Goliata, ktoś wypowiada „mat” i przez krótką chwilę można udawać, że przewaga jest tym samym co racja. Problem zaczyna się dopiero później, kiedy zwycięzca odkrywa, że pokonanie przeciwnika nie odpowiedziało właściwie na żadne z pytań, z którymi przyszedł. Ale przynajmniej wygrał. To podobno najważniejsze.
Kusiło ją pokazać środkowy palec Niketasowi, ale w tym siła woli ją powstrzymała. Co jak co, ale zawsze pilnowała się, żeby wyjść na tego lepszego oponenta. Uporządkowanego, niedającego się ponieść emocjom. Takiego, jak jej tata, który grzmiał zza biurka donośnym głosem, kiedy rzesze studentów się z nim nie zgadzały. Kiedy walczył do końca ze wzniosłymi ideami, nigdy nie atakując kogoś personalnie. Ataki zawsze były wymierzone w struktury logiczne, które starały się zacisnąć pęta na literaturze. Ojciec wtedy wyglądał sam jak grecki heros. Ona również do tego dążyła, żeby kiedyś ludzie przestali ją wyśmiewać, a zaczęli doceniać jej starania. Kiedyś zobaczą.
— Trzymaj się, Nikołaj. Może kiedyś zagramy w szachy, o ile wiesz, do czego służą figury. — rzuciła na odchodne.
Brzmiało to w jej mniemaniu nawet classy. Odrobina uszczypliwości nikomu nie zaszkodziła.
Ubrała plecak, do którego wcześniej wrzuciła skrupulatnie zapisane notatki. Musiała się upewnić tylko w jednym. Czymś, co nie dawało jej spokoju.
Wyszła na otwartą przestrzeń Obozu. Jeszcze słońce się trzymało na nieboskłonie, co dawało jej dużo możliwości w przeprowadzeniu śledztwa. Obozowicze zajmowali się swoimi sprawami, a ci co już mieli z Weroniką styczność, schodzili jej z oczu. Wyjątkowo szybko. Teraz to zignorowała, póki mogą, to niech się cieszą. Przebierała szybko nogami, gorączkowo wertując kartki w głowie. W tym całym zamieszaniu zapomniała też o pofarbowaniu odrostów. Niedobrze.
Otworzyła drzwi do magazynu. W którym również znaleziono rozprute pluszaki. Sam budynek nie rzucał się w oczy, wyglądał jak przybudówka do domków. W czasie, kiedy odkryła te pluszaki, służył on za składowisko rupieci.
Stanęła jak wryta w progu. Zamiast rupieci, śladów rozdartych pluszaków, rozsypanej waty, zauważyła posprzątaną na błysk podłogę. Zamiast zniszczonych instrumentów dzieciaków Apolla i złamanych mieczy Aresiaków, stały rzędy palet pełne… puszek? Od kiedy to miejsce było tak wysprzątane? Gdzie są ślady? Poczuła się nagle zagubiona.
Podeszła do jednej z palet i rzuciła okiem na "Boskiego Fulla". Co to, do cholery, jest? Zważyła puszkę w dłoni. Żadnych podanych makro i mikroelementów, składu też nie było. Nie mogło to być nic śmiertelniczego, bo nigdy nie widziała czegoś takiego. I nigdy nie byłoby dopuszczone do obiegu. Jedyne, co go łączyło z normalnymi puszkami napojów, to krzykliwe kolory.
— Jak chcesz, to musisz zapłacić. — usłyszała znajomy głos, tym razem radośniejszy.
Odwróciła się na pięcie, przerażona.
— Wszystko jest tu… Wysprzątane?
— Ano, to oficjalny magazyn Hermesiaków. Wykupiliśmy udziały i każdy domek zrzekł się praw. Możesz zgadywać, za jak śmiesznie nieskie procenty.
Weronika zgrzytała zębami. Znowu widzi tego pajaca, znowu opartego nonszalancko o próg. Role się nieco odwróciły.
— Co ze śladami? Swoją drogą, czemu domek Ateny o tym nie wie?
— Jakie ślady? Aa, pluszaki? Już mnie nie dotyczy ta sprawa, więc nie chce mi się podawać szczegółów. kto by pamiętał, gdzie one były? A co do domku Ateny, co wy tu składowaliście? Zepsute figurki szachowe?
— Przestań.
— Mówię serio! To uczciwy magazyn, do przechowywania „Boskiego Fulla”! Najlepszy energetyk dla półbogów, chcesz kupić jednego?
— Chejron wie o tym?
—Czemu miałby nie?
Odpowiedział szybko, niby naturalnie, ale zdaniem Weroniki za bardzo poprawiał sobie okulary.
— Zniszczyłeś mi materiały dowodowe.
— Czyżby?
— Niketas, oddaj mi je.
— Trzymaj się Werrrrrroniczka. Może kiedyś będziesz miała lepszą okazję do poprowadzenia śledztwa.
Po tych słowach zniknął za framugą, a Nika puściła się biegiem za nim. Miała taką dobrą okazję, dobrą grę, strategię, a ten cymbał zabrał jej ostatni element układanki. Nie znosiła wrażenia odwróconych ról.
────
[785 słów: Weronika otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz