JESIEŃ
Ileż by teraz dała, żeby podzielić, niczym Raskolnikow lichwiarkę, Pana D na malutkie kawałki. Gladiusem, siekierą, wszystko jedno.
— Oni potrzebują wsparcia! Muszą rozwijać swoje zainteresowania i mają się nie opierdalać! — krzyknęła Weronika za wychodzącą Caroline.
Jej się zdecydowanie nie podobał ten cały obrót sprawy. Z drugiej strony nie miała pojęcia, kogo by wybrała podczas swojej nieobecności. Jasne, Chejron cały czas zawracał jej głowę tym, że musiała znaleźć zastępcę, ale rodzeństwo jest za młode na tak odpowiedzialną funkcję. O bogowie, co się stanie z tym domkiem, jak będzie musiała wybyć? Aż dostała dreszczy. Przecież mieli tylko szesnaście lat.
Gorączkowo zapisywała na kartce swoje rozkazy dla domku. W ten sposób się upewniała, że po jej powrocie nic się nie wywróci do góry nogami, a samo rodzeństwo nie zostanie małpim gajem z chęcią mordu. Spodziewała się wszystkiego po Aresiakach. Gdy podniosła głowę, zobaczyła Maura w progu drzwi.
— Dobrze, że jesteś. — westchnęła.
Maur coś odmruknął pod nosem. Zawsze miał jakieś swoje odzywki i Weronika mogłaby przysiąc, że usłyszała coś o „wylosowaniu krótszej słomki”. Nieistotne, były ważniejsze rzeczy.
— Złóż raport.
— Caroline kazała nam skakać w workach po ziemniakach.
— W jakich workach po ziemniakach?
— Przez przeszkody.
— Robi z was małpy?
— Ta. — Maur od niechcenia układał swoją kostkę Rubika.
— To okropne! Masz tutaj listę, co powinniście robić, tutaj wyliczone racje batoników z ambrozją, na wypadek. Jakby uszkodziła was podczas treningu. A jutro…
— Jutro mamy wyznaczoną akcję drużynową.
— Co? — Weronika wpadła w większy stupor.
Brat podłubał w nosie.
— No, jutro będziemy mieć zadanie drużynowe. Polowanie na Caroline. Że ona się gdzieś ukryje, a my mamy ją znaleźć. Dobra, daj tę listę. Idę już sobie, bajo. — wyrwał jej kartkę z ręki.
— Zaczek—
Brat zniknął szybko w drzwiach, zostawiając ją samą. Wpatrywała się w tabelki oraz akapity, z których wyłaniały się obowiązki oraz zobowiązania. Zwykle uwielbiała to robić, ale w tym momencie odczuwała duży dyskomfort. Co jej po tym, skoro nie ma pewności, czy zrobią wszystko? Wstałaby, gdyby nie te głupie wymagania dzieci Apolla. To tylko wstrząśnienie, jaki jest problem? Przynajmniej troglodytka dla słusznego celu chce zostawić domek, to się chwali, sam pomysł "zadania" też nie był zły. Musi tylko znaleźć sposób, żeby przekazywać rozkazy.
Aż ją głowa rozbolała. Zrezygnowała z dalszych myśli i poszła spać. Z nadzieją, że się jej uda przejąć domek z powrotem.
Kolejnego dnia odwiedziła ją Chloe.
— Kiedy wracasz? — zapytała rzeczowo z progu.
Weronika podniosła głowę.
— Oby teraz. Jak sytuacja?
— Jest zabawnie. Otóż Pan D przewidział, że Caroline ucieknie. Kazał nam zorganizować się w grupy ścigające, w ramach treningu. Chejron wciąż nie wrócił.
— Grupy ścigające? Chyba nie masz na myśli…
— Tak, mamy ścigać Caroline wszelkimi dostępnymi środkami i zabrać ją z powrotem do Obozu. Z zachowaniem wszelkich środków. Część przyszykowała już naboje ze środkami usypiającymi od Apolloniątek.
— Że co.
— Pan D powiedział, że inni bogowie mieli pretensje, że nie jesteśmy tak wyszkoleni, jak rzymianie. Dlatego stwierdził, że to super okazja, żebyśmy się wykazali. Ja sądzę, ze wykażemy się co najwyżej obliczaniem, ile paliwa w baku zostanie przeznaczone na gonitwę.
— Poza GRANICAMI Obozu?!
— Dobra, dobra, będziemy organizować tylko na terenie Obozu. Narysujemy karton z podobizną Caroline i będziemy szukać po krzakach. — odparła sarkastycznie.
Przez ten cały czas jadła chrupki i wpatrywała się, jak dusza ulatuje z Weroniki.
— Przecież to niebezpieczne!
— Tak.
— Może się coś wam stać.
— Aha.
— i to wszystko, żeby ściągnąć głupią troglodytkę.
— Mhm.
— Kto się zajmuje domkiem podczas nieobecności?
— Ja. Reszta już wyruszyła.
Nika nie pamiętała, kiedy ostatnio była tak zszokowana. Mogłaby przysiąc, że prawdopodobnie jest w śpiączce, po tym feralnym uderzeniu przez Caroline. „To tylko koszmar” powtarzała sobie w głowie, trzęsąc się ze złości.
Wygramoliła się z łóżka i otworzyła okno. Zakręciło się jej w głowie, ale chęć powstrzymania była większa.
— Ruszam za nimi. Muszę ich zawrócić, cholera jasna!
────
[615 słów: Weronika otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz