czwartek, 6 sierpnia 2026

Od Caroline CD Weroniki — „Och moja piękna szpada kobieto”

Poprzednie opowiadanie

JESIEŃ

Caroline nigdy, przenigdy nie chciała zostać grupową nawet swojego domku. Za dużo w tym było pierdolenia się z gówniarzami, bezsensownych spotkań i dodatkowych zadań. Lubiła swoje życie jako przeciętna obozowiczka. Hulaj dusza, piekła nie ma! Dlatego wściekła się, kiedy Dionizos zdecydował przydzielić ją na grupową domku Ateny. Jej ze wszystkich bogów. Wszystkie jej dzieci były nadęte jak balony i patrzyły na nią, jakby była zgniecionym robakiem na podeszwie ich butów. Na litość boską, ona już nawet nie była prawowitą obozowiczką, a poza tym, Weronika dostała w głowę na własne życzenie. W sprawiedliwym pojedynku. Jedyna niesprawiedliwą w tym wszystkim rzeczą było to, że dostała za to karę.
Po tym, jak już nakrzyczała na rodzeństwo Weroniki, że „mają się zająć własnymi dupami i broń boże niczego nie kombinować”, zakradła się do domku dzieciaków Apollo. Poczekała, aż opustoszeje i dopiero wtedy weszła do środka.
— Słuchaj, kurwa — powiedziała, mrużąc oczy, kiedy tylko zobaczyła Weronikę leżącą na jednym z łóżek. — Lepiej szybko zbieraj się z tego wyra, bo ja jutro rano muszę być w Nowym Jorku i iść na zajęcia. Co ja mam powiedzieć wykładowcom? Że musiałam się zajmować zasmarkanymi półbogami?
Zatrzymała się tuż przy łóżku widocznie nabzdyczonej dziewczyny, ledwo powstrzymując się przed dźgnięciem jej palcem. Szanse na to, że Weronika by jej go odgryzła były małe, ale przecież nigdy nie wolno mówić nigdy. Caroline za bardzo ceniła sobie posiadanie wszystkich dziesięciu palców.
— Może twoje rodzeństwo jest zasmarkane. I zaślinione. Moje od urodzenia ma wpojoną kulturę osobistą. Wszystkie dzieci Ateny wiedzą, jak powinny zachowywać się w towarzystwie. Ty też mogłabyś spróbować się tego nauczyć — fuknęła Weronika, krzyżując ramiona na piersi.
Caroline policzyła w myślach do pięciu, a potem do dziesięciu. Naprawdę nie potrzebowała więcej kłopotów. Zamordowanie kogoś w pseudo szpitalnym łóżku i poniesienie tego konsekwencji zdecydowanie zaliczało się do dużych kłopotów. Pogodziła się już z tym, że na pewno nie dotrze jutro na uczelnię (rozkazów bogów się nie łamie, jeśli chce mieć się wszystkie sprawne kończyny), ale fakt, że przez te dwa dni będzie musiała użerać się z małymi kopiami Weroniki, absolutnie niczego nie ułatwiał.
— Moją kulturą osobistą się nie przejmuj. Nie twój problem. Powiedz mi lepiej, co ja mam do cholery zrobić. Czytać im książeczki? Rozmawiać o emocjach? Bo w tym to ja akurat nie jestem dobra — burknęła, podpierając dłonie na biodrach. — Co wy w ogóle robicie całymi dniami? Wszyscy czytają rosyjską literaturę, czy tylko ty jesteś aż tak pierdolnięta.
Weronika aż się żachnęła. Chciała usiąść, ale kiedy zbyt szybko podniosła głowę, na jej twarzy pojawił się brzydki grymas bólu. Powoli opadła z powrotem na miękkie poduszki.
— To klasyka. Wiedziałabyś, gdybyś miała choć odrobinę jakiegokolwiek gustu — powiedziała, przyglądając dłoń do czoła. — To rosyjska literatura ustaliła nurty-
— Weź skończ — wtrąciła Caroline. — Gdybym cię nie znała, to bym zapytała, czy nie masz przypadkiem wstrząśnienia mózgu. Ale widzę, że absolutnie wszystko jest w porządku — rzuciła sarkastycznie.
Od gadania tej dziewczyny zaczynała ją boleć głowa. Ból w skroniach nasilał się, kiedy przypominała sobie, że będzie musiała to znosić przez następne dwa dni.
— A może mam wstrząśnienie mózgu? To wszystko to twoja wina. Jakbyś znała zasady walki fair play, to do niczego by nie doszło. — Weronika pociągnęła nosem i ostentacyjnie odwróciła twarz w drugą stronę.
Gdyby Caroline tak bardzo nie lubiła swoich włosów, to pewnie już zaczęłaby rwać je z głowy. Miała ochotę wyjąć telefon i zadzwonić do mamy, żeby zabrała ją do domu. Czego nie robiła od podstawówki. A telefon zostawiła w mieszkaniu w Nowym Jorku, bo jeszcze ceniła sobie swoje życie na tyle, żeby nie przynosić go do Obozu Herosów.
Zdążyła jedynie wziąć długi, głęboki oddech, kiedy drzwi domku Apollo się otworzyły.
— Caroline? Tobie nie wolno tu być — powiedział z niepokojem jeden z dzieciaków Apollo, którego dziewczyna średnio kojarzyła.
Dyskretnie przyjrzał się Weronice, jakby upewniał się, że nadal jest w jednym kawałku. Tak jakby podejrzewał, że w ciągu tych kilku minut Caroline złapała jedną z poduszek i udusiła nią córkę Ateny. Może i dobrze, że przyszedł.
— No już, przecież nie nie robię — burknęła, unosząc obie dłonie do góry. Jeszcze raz spojrzała na Weronikę. — Bierz dupę w troki — rzuciła jedynie.
Obrzuciła dzieciaka Apollo niechętnym spojrzeniem i wycofała się, żeby wyjść. Tylko tego brakowało, żeby jeszcze ktoś naskarżył na nią do Pana D., że nie stosuje się do jego rozkazów.
Czekały ją naprawdę ciężkie dni.


Weronika?
────
[706 słów: Caroline otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz