czwartek, 6 sierpnia 2026

Od Isobel CD Dahlii — „To twój ciężarek?”

Poprzednie opowiadanie

WIOSNA

Is przez chwilę zastanawiała się, czy bardziej przejmuje się tym, że Dahlia zdemaskowała jej półboską stronę, czy tym, że mają plecak pełen kokainy. Kokainę można spuścić w toalecie. Dzieciaka Hermesa nie. Chyba. W każdym razie, Dahlia najwyraźniej uznała, że to kokaina jest ich głównym problemem.
— A co się robi z kokainą? Wciąga, co nie? — zapytała, zerkając na plecak. Kiedy odwróciła się z powrotem i zobaczyła, jakim spojrzeniem obrzuciła ją Dahlia, zdecydowanie potrząsnęła głową. — Nie, nie, co ty. Nie będę tego wciągać. Tylko zawsze mi się myli z heroiną.
— Nie chcę pytać — mruknęła pod nosem Dahlia, podchodząc do plecaka.
Isobel usiadła na brudnych schodkach i podparła podbródek na dłoni.
— Dziwne, że było go stać na tyle kokainy, a nie na to, żeby kupić sobie plecak. Bez sensu — powiedziała marszcząc brwi. — Pewnie wystarczyłoby, żeby sprzedał z jedną działkę. Ja rozumiem dealować, ale kraść? Nie przesadzajmy.
Dahlia w tym czasie złapała plecak za uszy i podniosła, jeszcze raz zaglądając do środka.
— To już nieważne. Trzeba się tego jakoś pozbyć, bo naprawdę nie wybieram się do więzienia — rzuciła, ostrożnie zasuwając plecak.
— Zawsze można to spuścić w toalecie.
— Nie wniosę tego do mieszkania.
— Publicznej toalecie?
— Nie możemy z tym wejść do jakiegoś McDonalda.
Is westchnęła.
— Może jakaś rzeczka? Coś tu gdzieś na pewno płynie.
— Wytrujemy wszystkie ryby.
— To ja już nie wiem. — Wyrzuciła dłonie w powietrze, po czym zagryzła dolną wargę. — A może studzienka kanalizacyjna? Jestem pewna, że widziałam jedną tu obok, przed zakrętem — przypomniała sobie.
Dahlia milczała przez chwilę, zastanawiając się nad tym pomysłem. Właściwie mogły albo wysypać to do kanalizacji, albo do śmietnika. Jedno rozwiązanie gorsze od drugiego, ale wszystko było lepsze, niż wrócenie z tym do do domu.
— Chyba nie mamy innego wyjścia — powiedziała w końcu, wzdychając.
Wstając, Is otrzepała spodnie z kurzu, a potem ruszyła do drzwi, kiedy Dahlia zarzucała sobie plecak na ramiona. Najpierw wytknęła głowę przez szparę w drzwiach, rozejrzała się na boki, a dopiero potem machnęła dłonią na Dahlię, że mogą iść. Czuła się jak jakiś przemytnik nielegalnych przedmiotów. Chociaż tak właściwie to właśnie to robiła. Zbiegła po niezbyt stabilnych schodach i zaczęła rozglądać się za miejscem, w którym mogła przysiąc, że widziała studzienkę kanalizacyjną. Upewniła się, że Dahlia za nią idzie i kontynuowała rozglądanie się na boki. Choć raz w swoim życiu postanowiła się zamknąć, żeby przypadkiem nikt nie zwrócił na nie większej uwagi, niż powinien.
Kiedy w końcu zauważyła metalową kratę w chodniku, uśmiechnęła się z satysfakcją.
— No! Wiedziałam, że gdzieś tutaj była — powiedziała i skręciła między dwie dość już nadgryzione zębem czasu kamienice.
Śmierdziało tam stęchlizną i nadgniłymi owocami, ale i tak planowały spędzić tu tak mało czasu, jak tylko mogły, więc była w stanie to zignorować. Przykucnęła przy kracie i zaczęła szperać przy jej otwarciu; co prawda nie była w żaden sposób zamknięta, ale na pewno nikt od dawna jej nie dotykał, bo zardzewiała i nie chciała sie otworzyć. W końcu zaparła się stopami o ziemię i pociągnęła na tyle mocno, że krata odskoczyła. Złapała ją w ostatniej sekundzie przed tym, jak huknęła o kostkę brukową.
— Wsypuj — rzuciła, unosząc wzrok na Dahlię. Wciąż w kuckach przytrzymywała kratę, żeby nie narobiła hałasu.
Dahlia zsunęła plecak z ramion, otworzyła go i próbowała wymanewrować nim tak, żeby wypchany, plastikowy woreczek strunowy sam wpadł do studzienki. Na pewno nie miała zamiaru go dotykać.
— To serio wygląda trochę jak bochenek — zauważyła Is po chwili namysłu, przyglądając się workowi kokainy, jakby to była najnormalniejsza na świecie rzecz.
— Ta. Nie spojrzę już na chleb tak samo — mruknęła Dahlia, a potem woreczek w końcu wypadł z plecaka i z cichym tąpnięciem wpadł do dziury.
Nawet nie chlupnęło; ostatnio raczej nie padało. Is miała nadzieję, że akurat tego dnia z nieba spadną tony wody, żeby utopić właśnie zutylizowaną przez nią kokainę. Kiedy próbowała z powrotem zamknąć kratę, z góry usłyszały skrzek jakiejś starszej baby.
— A co wy tam robicie? Znowu kradniecie kratę? Dzwonię na policję!
Wychylała się z okna, niemal zaplątana w brudną firankę i groziła im pięścią. Is zamrugała, zastanawiając się, dlaczego ktoś miałby kraść zardzewiałą kratę do studzienki kanalizacyjnej. Druga część zdania dotarła do niej dopiero kiedy Dahlia pociągnęła ją za nadgarstek, żeby wstała, i kopniakiem zamknęła kratę.
— Nie będę znowu uciekać przed policją — zaznaczyła, już ruszając w kierunku wyjścia z alejki.
— Gdzie wy się wybieracie? Wracajcie tutaj! W tej chwili! — zawołała w tym samym czasie babcia z okna.
Is na odchodne wyszczerzyła się do niej, zanim nie zniknęły za rogiem.


Dahlia?
────
[730 słów: Isobel otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz