Zgodnie z decyzją senatu, powołanego przez XII Legion Pretora, podpisaną przez pretora Vergila Halstona, w Obozie Jupiter zostaje ogłoszona żałoba w związku ze śmiercią trzech legionistów bohatersko poległych w trakcie misji. Potwierdzamy odejście Sfinksa i ponowne otwarcie Labiryntu Dedala; prosimy o zachowanie szczególnej ostrożności, jako iż w labiryncie po tak długim zamknięciu przewidywana jest zwiększona aktywność potworów.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anemone Rohde. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anemone Rohde. Pokaż wszystkie posty
piątek, 18 kwietnia 2025
poniedziałek, 19 lutego 2024
Od Anemone do Vex — „Among the earth and newspapers”
Jakkolwiek piękną porą roku wiosna by nie była, nie można było odmówić w tym konkretnym dniu San Francisco jedynej swojego rodzaju brzydoty, która być może mieszkańców miasta dziwić nie powinna, jednakże w obliczu oczekiwania na świeżą, orzeźwiającą woń kwiatów, mogła faktycznie zmartwić. Duszne, ciężkie powietrze unosiło się nad smrodem samochodów, a w przytłumionych oknach budynków migotały światła, pomimo wciąż widniejącego na nieboskłonie promiennego słońca.
W tym chaosie przecięć ulicy z ludzkimi monotonnymi żywotami i zachwyconymi spalinami oddechami turystów można było ujrzeć małą, drobną istotę, stojącą przy stoisku promującym ekologiczną postawę. Działo się to tuż przy Civic Center. Kierowcy jadący Van Ness Aven nawet nie zwracali uwagę na to ludzkie stworzenie ubrane w kwiecistą suknię — w ich San Francisco nie takie wielkie rzeczy się już działy. Natomiast dla Anemone, która ów aktywistką była, każdy przechodzień i każde mijane auto były wielkimi pochodniami, jedynie czekającymi na wzniecenie w ich sercach miłości do Matki Natury i swojego rodzeństwa, jakim był cały świat.
Stragan dziewczynie pomogli zbudować synowie Wulkana z obozu, natomiast w produkcję materiałów promujących centurionka zaangażowała całą Piątą Kohortę. Co prawda niektórzy włożyli w ulotki mało serca, inni z nieco większym zaangażowaniem tworzyli plakaty, jednak sam fakt, iż udało się im zrobić coś wspólnie i tym samym zjednać obozowiczów, był już dla Mone dużym sukcesem.
Niefortunnie, córka Flory miała przeczucie, że nie znalazła wśród swojej kohorty osób naprawdę zainteresowanych projektem. Bo gdybyż udało jej się to, czyż nie staliby z nią tutaj teraz? Chociaż Philip jej wysłuchała, a Rickiemu udało się nawet stworzyć ulotkę bez wypowiedzenia żadnych chemicznych bredni, wydawało się, że obozowicze woleliby zaprojektować komputerowo, a następnie wydrukować materiały promocyjne, co całkowicie mijało się z wizją Anemone. Dziewczyna chciała stworzyć rękodzieło, aby pokazać ludziom ich faktyczną miłość do projektu, co mogłoby stopić ich zobojętniałe serca i zaufać tej miłej młodzieży, która przecież jedynie troszczy się o dobro planety. Skoro oni poświęcają czas pomimo swojej ciężkiej edukacji (np. nauka łaciny i walki z potworami), to dorośli również mogliby segregować śmieci, prawda?
Jeszcze nigdy nie czuła się bardziej rozczarowana, kiedy dobrowolnie nikt nie rozpoczął z nią konwersacji, a ludzkie spojrzenie nie było przeciągane przez kwiecisty szyld na dłużej niż dwie sekundy. „Sadźmy drzewa” spotykały się z chichraniem młodszych dzieci i grymasami u starszych, którzy mieli problem z przejściem obok. „To nie ja zajęłam przestrzeń, tylko chodnik jest zbyt wąski! To wszystko wina spalin!”, wywrzeszczała zdesperowana Anemone do kolejnego dziadka z pretensjami, kiedy zaczęła pakować stoisko. Oburzona nastawieniem społeczności miasta, zaczęła zaklejać okna plakatami i wpychać ludziom ulotki do rąk, upewniając się, że rozda całość. Zirytowana tylko uśmiechała się na pytania „Co to jest?”, pojawiające się co drugim podejściem. To nie wina Ane, że nie każdy legionista jest obdarzony artystycznym darem, i niektóre drzewa przypominały bardziej kutasy.
Wracając Market Street do obozu, targając na plecach swój stragan, Anemone uświadomiła sobie, jak wiele pracy czeka ją w domu. „Nadal nie zaczęłam koniarskiego fanfika Wandy i Philip!”, „Muszę wypełnić papiery stanu zdrowia i szczepień obozowiczów!”, „Czy wyczyściłam dzisiaj rano umywalkę?”, w jej głowie pojawiały się podobne pytania. Postawiła wyczyścić swój umysł i zapytać się o wolę roślin, ponieważ jeśli nie alkohol, tarot był najlepszym rozwiązaniem na wszystkie problemy. Albo, jego rzymska wersja — wróżenie z kwiatów.
Jak postanowiła, tak też zrobiła. Zaraz po dotarciu do obozu i zostawienie samotnego stoiska czekającego na lepszy dzień, zebrała najmniej zdrowe płatki kwiatów i poczęła czytanie. Być może ze względu na zmęczenie, być może przez przeznaczenie, kwiaty opowiedziały jej dziwną historię — zapewniły, że rozwiązaniem na wszystkie problemy Anemone jest ugotowanie tortu z jajecznicy razem z legionistą z czwartej kohorty. Jejgo inicjałami były V. M.. Ciasto miało zostać polane polewą z białej czekolady oraz pomarańczy, a następnie sprzedawane na ulicy jako „podwieczorek niespodzianka”. Do każdej porcji jedzenia centurionka miała za zadanie dołączyć ulotkę o ekologii i istocie sadzenia drzew. W ten sposób ludzie nakarmieni magicznym przepisem będą już na zawsze segregować odpady i corocznie sadzić nowe rośliny.
— V.M., mówicie? — zapytała się w przestrzeń Anemone. — A jakąż to ma ono tajemniczą rolę w tym procesie?
Chociaż odpowiedź nie nadeszła, czternastolatka wcale jej nie oczekiwała. W zamyśleniu pocierała swój podbródek, dając swojemu umysłowi chwilę do zastanowienia.
— Vex Martin się chyba nazywało — mruknęła do siebie, wychodząc na zewnątrz.
Na swoim łóżku zostawiła otwarty laptop, którego tytuł w Wordzie głosił nazwę: „I <3 horses and so you do! Polska wersja”. Nie tylko mieszkańcy San Francisco musieli przygotować się na rewolucję, także społeczność AO3.
◇──◆──◇──◆
[726 słów: Anemone otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]
wtorek, 10 października 2023
Od Anemone — drabble „Wróżba”
Był niedzielny, chłodny wieczór, kiedy Anemone zerwała ostatnie płatki swoich kwiatów.
— Zobaczmy, co my tu mamy — zaświergotała do młodszego chłopca.
Jego twarz była nieruchoma i poważna, gdy obserwował poczynania swojej towarzyszki, ciaśniej otulając się szalem. Co jakiś czas z niepokojem zerkał na parapet pełen zwiędłych roślin.
Gdy centurionka wróżyła, jej promienny uśmiech stawał się drżący i blady.
Po paru minutach jej ręce znieruchomiały. Podniosła roztrzęsiony i przestraszony wzrok na dziecko.
— Będzie… dobrze! — z entuzjazmem, gwałtownym ruchem poklepała chłopca po głowie. — Masz przed sobą długie i szczęśliwe życiem, głowa do góry!
Jego oczy miały wyraz, jakby doskonale wiedział, co go czeka.
[Anemone otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]
sobota, 7 października 2023
Od Anemone — drabble „Klątwa”
Anemone usiadła po turecku wśród grona mieszkańców Nowego Rzymu, nieśpiesznie zaczynając swoją historię.
— Dawno, dawno temu, za górami, za lasa… — przerwała, uświadamiając sobie, że tym razem ponad połowa jej publiczności to dorośli. Odchrząknęła, zarumieniona. — Rzym cierpiał na brak moralności wśród jego mieszkańców. Widzicie, śmiertelnicy od zawsze mieli problem z nielegalnymi występkami. Jeden z nich, Aleksander, kradł, aby zaspokoić głód swoich licznych dzieci. Był samotnym ojcem ponieważ nie potrafił, czy też nie chciał, znaleźć sobie partnera. Bogowie postanowili go ukarać za swe występki, przeklinając go, aby stał się wilkołakiem…
Jakaś kobieta zaśmiała się w tłumie.
— Przeszkadzam pani? — spytała dogłębnie urażona centurionka.
[Anemone otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]
piątek, 6 października 2023
Od Anemone — drabble „Parasol”
CYKLAMENA
Anemone energicznie rozchyliła kwiecisty parasol, pozwalając, aby pokryty został wodospadem deszczu. Jej kroki szybko dołączyły do miejskiego tanga, próbując dogonić znajomy obraz — niebiesko-złotą parasolkę, chwiejnie przemierzającą jezdnię, jakoby miała zaraz upaść na asfalt.
Kwiaty nigdy się nie mylą, głupia jestem, że zwątpiłam! — skarciła samą siebie, stając na czubkach palców, usiłując nadgonić niedoścignione złotawe wspomnienie.
Stojąc na środku chodnika, nie spostrzegła obiektu jej poszukiwań, który zamarł pod ścianą jednej z alejek, obserwując bacznie dawną znajomą. Szybkim ruchem ukryło parasolkę za sobą, gdy Anemone przechodziła obok jejgo. W niezmąconej ciszy nacieszyło swoje oczy znajomym widokiem, po czym zniknęło w głębi ulicy.
[Anemone otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]
wtorek, 29 sierpnia 2023
Od Anemone — „Never gonna give you up”
Kopenhaga. Powrót do miasta czczącego rowery i pełnego (nawet podczas jesieni) turystów był smutnym wydarzeniem. Od dwóch lat, kiedy to dowiedziała się prawdy o swoim pochodzeniu, przestała traktować to miejsce jako dom, w szkolnej ławce wyczekując uparcie na kolejną okazję odwiedzin legowiska Rzymian. Nie pocieszał jej fakt, że będzie mogła wyjechać już w październiku, podczas jesiennej przerwy, gdyż te dwa miesiące wydawały trwać się znacznie dłużej niż dwumiesięczny pobyt w obozie Jupiter, z którego właśnie wróciła. Niesprawiedliwym było, jak szybko płynął czas spędzony mając pozycję centurionki Piątej Kohorty, podczas gdy wiecznością była szkolna nauka trzynastoletniej dziewczynki.
Wyciągnęła rękę, ze zdziwieniem witając ulewę. Kiedy magiczna bariera broniła obóz Jupiter od złej pogody, Emone często zapominała, że u śmiertelników woda kapiąca z nieba jest zjawiskiem całkowicie normalnym. Dziewczyna ze wstrętem otrzepała rękę, wycierając ją w chusteczkę. Wyjęła telefon, odbierając wideorozmowę.
— Hej, hvordan har du det? — córka Flory usłyszała znajomy głos.
— Przefarbowałaś włosy. — Anemone ze zdziwieniem powiedziała, jakby nie usłyszała poprzedniego pytania. — Wyglądasz tak ślicznie!
— Wiedziałabyś, gdybyś mi odpisywała — Bente, dawna blondynka, teraz rudowłosa rówieśniczka rozmówczyni parsknęła. Poprawiła słuchawki. — Rozumiem, że nie masz internetu, ale to już któryś wyjazd z rzędu! Przy następnym po prostu znajdę sobie inną przyjaciółkę — zapewne zamierzała to powiedzieć jako żart.
— OK — Ane odpowiedziała pogodnym tonem, poprawiając pastelowe wstążki wplecione w jej włosy. Wygładziła również sukienkę, zmiętoloną od podróży.
— Co cię ugryzło? — Bente zmarszczyła brwi. — Było aż tak okropnie?
— W zasadzie — wymruczała Anemone — było zbyt fajnie, żebym chciała wracać.
Kiedy jej przyjaciółka zaczęła opowiadać o swoich własnych wakacjach, Emone pogrążyła się w myślach. Czy faktycznie powinna nielegalnie używać telefonu podczas obozu? Co prawda czytelnicy jej fanfików nie lubili przerw w dostawie treści, jednak wydawali się być do nich przyzwyczajeni. W końcu po każdej nieobecności autorka zalewała ich falą nowych chapterów. Zresztą, pisanie opowiadań na telefonie było męką.
— Wiesz co, muszę kończyć — powiadomiła z wymuszonym uśmiechem koleżankę. — Mam parę rzeczy do zrobienia. Zresztą, jestem zmęczona podróżą.
Znużona wymieniła pożegnania, po czym sprawdziła stan AO3.
✩ ✩ ✩
sorry again for not posting!! (>人<;) I fought monsters so I wouldn't die, enjoy reading xoxo
Major Character Death, Kim Dokja/Yoo Joonghyuk, no beta we die like kim dokja [...]
✩ ✩ ✩
Zegar wskazywał godzinę 2:01, cisza w domu mówiła, że ciocia i wujek już zasnęli, deszcz za oknem zwiastował środek jesieni zaś światło bijące od telefonu Anemone świadczyło, że dziecko jeszcze nie śpi. Odtwarzało playlistę obozu Jupiter, którą stworzyła na podstawie ulubionych piosenek jej i jej przyjaciół. Za każdym razem, gdy o nich myślała, Bente wydawała się zwykłą, przeterminowaną znajomą z ławki. Półbogini straciła resztę ochoty na jutrzejsze pójście do szkoły, zastanawiając się, jak wytłumaczy koleżance cienie pod oczami. Z całą pewnością była zbyt podekscytowana wizją nauki aby zasnąć!!!
Zmęczenie ją męczyło, ale gonitwa myśli nie pozwalała jej spocząć. Przeglądała po raz kolejny komentarze pod jej nową pracą. AU — modern setting, hurt no comfort, generalnie trochę nie na temat i trochę też bez sensu. Mogła postarać się lepiej, zamiast tłoczyć w kółko to samo. To znaczy: romans, zdrada, pod koniec ginie główny bohater. Mogła też spróbować opanować zaległy szkolny materiał, żeby jej pisemna ocena nie ograniczyła się do słabych stron. Mogła też kupić prezent urodzinowy Bente. Pluszaka? Grę? Zestaw wkładów, żeby nareszcie Bente była oszczędna i nie kupowała ciągle nowych długopisów? A nie, czekaj, ona ma urodziny dopiero w styczniu. To mogło poczekać.
„Sen też może poczekać” — powiedziała do siebie w myślach, minutę później zasnęła ze słuchawkami w uszach i telefonem w objęciach. Konsekwentność.
Trzydzieści minut później obudził ją rickroll. Wywołał u niej wrzask.
— Tego to ja nie dodawałam! — oburzona zapomniała, że jest środek nocy, wrzeszcząc na całe gardło. — Chyba czas usunąć współtworzenie…
Gdy nerwy opadły, przesłuchała piosenkę do końca, głupio się uśmiechając (nawet udany żart, w gruncie rzeczy), później zaś odłożyła telefon na szafkę nocną. W tym momencie jej twarz zmieniła się w czyste przerażenie, gdy napotkała wzrok jej cioci zza uchylonych drzwi.
„Trzeba było siedzieć cicho”, zdążyła przekazać sobie samej z przeszłości, zanim rozpoczęła walkę o swoją wolność, niezależność i prawo egzystowania.
✩ ✩ ✩
— Dodatkowo przez to kupią mi okulary — Anemone westchnęła. — Powiedzieli, że już się nie dziwią, że nie odróżniam ich od nieznajomych w sklepie. Nie rozumieli, że nie robię tego codziennie. To koniec z byciem piękną, czas powitać brzydotę.
— Ale przecież okulary cię nie obrzydzą! To tak nie działa! — Bente poczuła się osobiście zaatakowana. — Mój chłopak je ma i jest bardzo przysto-
[Chwila dla Bente na zrozumienie, co powiedziała].
— To ty masz chłopaka? — bardziej zmęczona bezsenną nocą niż zaskoczona wyznaniem Emone uniosła brwi. Kontynuowała delikatniej. — W wieku trzynastu lat? Zdajesz sobie sprawę, że wy oboje jesteście niedojrzali, tylko się skrzywdzicie, nie chcę widzieć cię smutną-
— Dlatego ci nie mówiłam! Jesteś strasznie krytyczna i zachowujesz się gorzej niż moja stara. Znajdź sobie jakieś dziecko do opieki, nie męcz mnie — Bente wybuchła jak typowy trzynastolatek oskarżany o bycie trzynastolatkiem.
— Okej, zrozumiałam, nie krzycz — matka rodziny wzruszyła ramionami, chcąc usilnie pokazać swoją dobrą wolę. I trochę też nie lubiła przykuwać uwagę nauczycieli. — Wybaczę ci, jesteś pod wpływem emocji.
— A daj mi już święty spokój — pod nosem dopowiedziała Bente.
A to wszystko tylko po to, by następnego dnia zachowywać się, jakby nic się nie stało.
Obie nie uważały swoich kłótni za coś dziwnego.
Obie uważały się za doroślejsze niż były, drugą oskarżając o głupoty i walcząc o rację jak wygłodniałe psy o mięso, ponieważ w końcu tylko jedna z nich mogła mówić prawdę, a nie ma opcji, że mogłyby się zgodzić ze sobą nawzajem i dojść do wspólnych wniosków.
Dlatego też, radośnie rozmawiając, kolejny dzień wracały ze szkoły. Ane tradycyjnie nakrzyczała na dwójkę dzieci męczących kota, grożąc policją, gdy tamte uciekały. Bente tradycyjnie postawiła herbatę, ciesząc się, jak bardzo dorosłe jest samodzielne płacenie. Obie miały znajomych, z którymi chętniej wracałyby do domu, jednak zgadzały się ze sobą, że ich relacja nie jest szczególnie gorsza. Jest po prostu inna. Starsza, trochę święta i obolała, ale ciągnie się nieźle, jak na dwójkę ludzi którzy poznali już doskonale swoje wzajemne wady i zgodzili się je ścierpieć. Na pewno relacja ta zasługiwała na dopieszczenie w formie wspólnego powrotu do domu i obgadania reszty klasy.
— Powróżysz mi wieczorem z kwiatków? — poprosiła Bente.
Anemone faktycznie często wróżyła koleżance za pomocą roślin. Jej znajoma traktowała to jako rozrywkę i nie domyślała się stojących za tym pradawnych mocy, ona sama zaś nigdy nie przegapiła okazji do szlifowania swoich zdolności.
— Jasne. Tylko przyjdź wcześniej, bo po dziesiątej każą mi iść spać.
◇──◆──◇──◆
[1055 słów: Anemone otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia]
[1055 słów: Anemone otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia]
piątek, 18 listopada 2022
Od Anemone CD TJ — „Piękny poranek”
Poprzednie opowiadanie
[LATO]
Anemone popadła w zadumę, naprzemiennie mierząc wzrokiem kwiaty i energetyka. W pierwszym odruchu odrzuciłaby miksturę, w związku z jej postanowieniem o zdrowym trybie życia. Jednak z tą decyzją pojawiały się pytania: czy nie wyjdzie przy dziewczynie na dziecko?, czy nie urazi jej uczuć?. Należy mieć na uwadze, że stojąca przed Anemone nastolatka nie potrafi pleść wianków, a energetyk może ukoić u niej wyrzuty sumienia (— ponieważ, wiadomo powszechnie, że po zdeptaniu rośliny takie z pewnością się pojawiają).
— Nie piję takich świństw — z niepewnym uśmiechem odparła — ale możesz mi pomóc w sadzeniu kwiatów. Zawsze pomagam wyrosnąć nowym w ramach zapłaty za te, które zabijam dla ozdób.
Niech będzie — po chwili do córki Flory doszła satysfakcjonująca ją odpowiedź.
W związku z takim obrotem spraw, dziewczyny wymieniły się swoimi imionami i ulubionymi kolorami, po czym Ane poleciła poczekać TJ, podczas gdy ona udała się po swój wiklinowy koszyk. Był on potężnych rozmiarów (co za potwór, mówili starsi uczestnicy obozu), wypleciony tu i ówdzie świecącymi nitkami. Generalnie w jego środku znajdowała się większość sadzonek, jakie tylko można kupić na okolicznych straganach (bądź samemu zebrać) — ów nasiona były powodem, dla którego Ane była wiecznie spłukana. Posegregowane, leżały grzecznie z przyczepionymi etykietkami i czekały na szansę do życia. Anemone chwyciła rączkę koszu i targała go aż do miejsca, w którym czekała na nią TJ. Przez dalszą drogę pojemnik niosła starsza wiekiem obozowiczka.
— Myślę o wawrzynie szlachetnym — zaczęła centurionka. — Wiesz, chodzi mi o laur. Symbol chwały i zwycięstwa. Ja sama rozumiem jego znaczenie jako zwycięstwo dobra nad złem, życia nad śmiercią. Chociaż czasami zastanawiam się, czy nie powinno być raczej śmierci nad życiem.
Ane podała nowej znajomej kosz, z którego ta wygrzebała odpowiedni woreczek. Po chwili jego zawartość miała znaleźć się w ziemi, na tyłach kawiarni Bombilo. Właściciel tego miejsca, dwugłowy potwór, z pewnością nie będzie miał nic przeciwko. Przynajmniej tak wywróżyła z płatków róży Anemone.
Dziewczynka usiadła w skupieniu na ziemi, ostrożnie układając swoją kwiecistą sukienkę. Po paru sekundach ciszy z ziemi wystrzeliły pierwsze gałęzi i liście. TJ obserwowała to z dziwnym wyrazem twarzy.
— A więc twoją matką jest Ceres? — spytała, podejrzliwie obserwując rozwijającą się w zawrotnym tempie roślinę.
— Nie! Moją matką jest Flora — z oburzeniem odparła Ane, a nowoposadzona roślina niemal poczęła usychać. — Czy to naprawdę tak trudno zauważyć? Na co mi tam jakaś głupia Ceres na matkę… Moja stara to najlepsza rzymska bogini.
Ane ratowała kwiatek a TJ poszła sadzić pozostałe.
— Możesz zasadzić, co tylko chcesz — ponownie się uśmiechając (albowiem jej chwila gniewu się skończyła) Anemone łaskawie zezwoliła koleżance na samodzielne posadzenie i wybranie kwiatuszków.
TJ raczej nie znała się zbyt dobrze na roślinach, także kopiąc dołki w ziemi plastikową łopatką Anemone (i przy okazji niechcący robiąc jej syf w koszyku), wsadzała do nich po randomowe kwiaty, robiąc z nich szlaczki. Gdy skończyła swoją część roboty, poszła do kawiarni umyć ręce i zamówić sobie coś do picia. Anemone poprosiła o postawienie jej herbaty, gdyż niefortunnie nie miała przy sobie pieniędzy (a tak naprawdę to nie miała ich wcale).
Kiedy centurionka skończyła, jej herbata leżała na stole już od dłuższej chwili i zdążyła wystygnąć. Anemone, całkowicie tego nie zauważając, wciągnęła napój w kilka chwil. Była trochę otumaniona z racji nadużycia mocy, ale jak twierdziła, taki wysiłek pomaga jej utrzymać formę.
— Bombilo zawsze ma takie dobre te herbaty. I nigdy się na mnie nie złości, kiedy ziemią brudzę mu stoliki. Potwory też są czasami dobre — dziewczyna podzieliła się swoimi przemyśleniami z TJ, odchylając się na krześle. Zrelaksowana wypuściła powietrze z ust. — A teraz opowiedz mi, proszę, o swoim życiu miłosnym i towarzyskim. Moje jest dość ubogie, więc chcę posłuchać jakichś ciekawych historii.
Siedziały tak długo, rozmawiając i poznając się nawzajem, aż Bombilo nie wściekł się na brudny stół i nie wyrzucił ich z lokalu.
◇──◆──◇──◆
[617 słów: Anemone otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]
sobota, 23 lipca 2022
Od Anemone — „Fanfik Invuna”
Usiadła na krześle, poprawiła swoją sukienkę i energicznie wyjęła notes. Równocześnie chwyciła do prawej ręki ołówek, na rozgrzewkę pisząc opowiadanie o zmyślonym synu Bachusa, będącym czterdziestoletnim pijakiem, który zginął przez zapicie się na śmierć na końcu utworu. Historia zajęła jej dwie godziny i liczyła cztery tysiące słów.
Potem zabrała się za faktyczne zadanie, które przed sobą postawiła.
Napisać wiersz o shipie Invidii i Fortuny.
Czy romans bogini zemsty z boginią losu nie byłby wspaniały? No oczywiście, że byłby. Jakby na to nie patrzeć to shipowanie czyiś matek było trochę dziwne, ale Anemone zamieszczała w swoich utworach zdecydowanie mniej etyczne rzeczy.
Za każdym razem, gdy brała się za coś podobnego, faktycznie trochę obawiała się o swoje życie (wiadomo, może urazić bogów, którzy ześlą ją do zaświatów) i zdrowie psychiczne czytelników, jednak to nigdy nie stanęło jej na drodze rozwieszenia próbek wierszy w całym obozie, załączając zakreślony na tęczowo cennik. Dostała już jedno zamówienie, jakieś trzy tygodnie temu. Syn Minerwy zakochał się w gościu od Wulkana, i chociaż Anemone faktycznie napisała mu wiersz, gotowy do wręczenia miłości jego życia, to jej klient nie był zbyt zadowolony z opisu swojego crusha. Emone była po prostu szczerza: nastolatek nie był najpiękniejszy, co zapewne stanowiło spadek po jego ojcu. Musiała strącić wycenę wiersza o 15% lub zmienić ten fragment, ale że była prawdziwą artystką i szanowała swoje dzieła, wybrała pierwszą opcję.
Z tego, co zrozumiała, to półbóg od Wulkana nawet nie otrzymał jej dzieła.
Na brudno zakreśliła parę porównań, rymów, czy wykwintnych słów, które chciałaby użyć. Na kartce widniały również napisy takie jak „ZERO PRZEKLEŃSTW!!”, „bez RUCHANIA”, „przestań używać ‘lol’ idiotko” i inne zasady napisania udanego wiersza.
Westchnęła, wiedząc, że niestety nie może napisać:
Królowa losu zemście ukłonu odmówiła,
Invidia zaś szczęścia pojąć rozumem nie miała,
Ponieważ było to niewystarczająco dojrzałe i widać było, iż napisało to małe dziecko.
Co poradzić, była tylko marną dwunastolatką i nawet nigdy nie próbowała pojąć rozumem szczęścia. Sama nawet nie wiedziała, jak miałaby to zrobić, albo co właściwie zawarła w tych dwóch wersach. Trudno było jej napisać poemat głębszy niż zagłębie w jej kiblu, do którego srała.
Ane pomyślała, że „zagłębie kibla, do którego srała” dobrze współgra z imieniem Fortuna. Przez następną godzinę próbowała umieścić to w tym wierszu, po czym obudziła swoją przełożoną Philip, pytając się jej, co rymuje się z kiblem. Ta oczywiście znowu zasnęła, mamrocząc coś pod nosem, po czym mówiąc „koliber”. I znowu tylko chrapała.
Ale czy koliber rymuje się z kibel?
I jak ona ma wsadzić Kolibra? W kiblu go może spuści.
Żałosne. Ona jest żałosna i jej wiersze są żałosne. Co ona sobie myślała? Nie powinna ich pokazywać ludziom. Pewnie mieli ubaw, ci turyści, kiedy widzieli je na straganie, do którego je przylepiła w zeszłym miesiącu. Nie mogły im się podobać, skoro nie zadzwonili do niej ze zleceniem. A może nie zadzwonili, ponieważ nie zamieściła tam numeru? To też możliwe. Ale ona nie ma komórki, to jak miałaby dać tam numer?!
Powinni biegać po Rzymie i pytać się ludzi, kto jest autorką wierszy. Potem ktoś podstawiony z Obozu Jupiter powiedziałby im, że Anemone Rohde. Następnie kolej na nią, wyskakującą z krzaków i podającą cennik. Zbiera zamówienia – robi – zarabia.
PRZECIEŻ ZAPOMNIAŁA PODSTAWIĆ LUDZI! NO TAK!
Uśmiechnęła się pod nosem, kontynuując pisanie wiersza. To takie proste. Teraz się uda, jeżeli o niczym nie zapomni. Philip i Lexi na pewno zgodzą się stać parę godzin obok przylepionego wiersza i tłumaczyć ludziom, z którego krzaka wyskoczy Ane.
Zadowolona nastolatka pisała wiersz przez całą noc, w wątłym świetle lampki bazgrząc po kartce. Następnego dnia znaleziono ją śpiącą nad w całości popisaną kartką, z której odczytać się dało tylko ostatnie zdanie.
W celu doskonalenia swoich umiejętności wykonam trzy pierwsze zlecenia całkowicie za darmo!
środa, 22 czerwca 2022
Od Anemone — „Piękny poranek”
Anemone w ten piękny poranek postanowiła wąchać kwiatki. Usiadła na trawie, wzięła do ręki parę roślin i zaczęła wciągać nosem ich letni zapach. Tak, to było jej normalne i codzienne zajęcie. Mogłabym opisać ich wspaniałą woń, ale prawda jest taka, że albo takowej nie posiadały wcale, albo cuchnęły najokropniejszym z zapachów ziemi – psim gównem. Jednak kiedy Ane zastanowiła się nad tym odorem, doszła do wniosku, iż prawdopodobnie kał ten należy do faunów. Psów tu nie było zbyt wiele. A już na pewno ich ilość nie wystarczyłaby, aby zapierdzieć cały trawnik.
Westchnęła i przeniosła się na trochę mniej cuchnący kawałek ziemi, korzystając ze swojej mocy wyczuwania kwiatków. Z normalnych, nieobsranych roślin, postanowiła stworzyć dla siebie wianek. Nie uważała, że będzie to stratą czasu, o ile jej dzieło będzie ładnie wyglądać. Wybierała najładniejsze kwiaty o neutralnych (czyli różowych) kolorach, jednak aby ozdoba wyglądała schludnie, Emone musiała przejść się dookoła całego obozu, wybierając tylko najdorodniejsze okazy. Wiedziała jednak, że efekt wymaga wyrzeczeń i ciężkiej pracy, ponieważ już nieraz rezygnowała z oglądnięcia przyrodniczego filmu, by móc posprzątać swój pokój. Wydaje się niewykonalne, ale córki Flory nic nie jest w stanie pokonać, jeżeli w odwiedziny mają przyjść jej przyjaciółki od Ceres. Zakończenie zawsze było szczęśliwe (dzięki Wam, bogowie), ponieważ zamiast samej, oglądała telewizję później razem z koleżankami.
Anemone w swojej białej, zwiewnej sukience śpiewała stare łacińskie pieśni, które tak naprawdę stare nie były a za to wymyślone na poczekaniu, a półbogowie mijali ją, dziwnie się na nią patrząc. Być może brało się to z faktu, iż kaleczyła łacinę, lub wiatr co jakiś czas odsłaniał Emone majtki, a może po prostu nie była najbardziej uzdolnioną muzycznie osobą, jednak ona sama wydawała się śpiewać nieświadomie i nie zauważać, że niektóre części ciała na ogół zakryte są obecnie odsłonięte oraz nie potrafi budować poprawnych gramatycznie zdań. Jej wzrok był skupiony jedynie na powstającym przedmiocie (przypominam: w statystyce umiejętności tworzenia ma aż jeden punkt PS od Aleksa: już nie). Nie wychodziło to tak źle. Ane mogłaby nawet stwierdzić, iż jest z siebie dumna.
Wtedy, kiedy odłożyła już prawie dokończony wianek na trawę, by móc poprawić sobie ubranie (tak, nareszcie to spostrzegła), jedna z przechodzących osób zdeptała rosnącego nieopodal kwiatka. Ale nie był to byle jaki kwiatek. Był to jeden z kwiatków, które dzięki swej urodzie przykuły uwagę córki Flory, i która prawdopodobnie wykorzystałaby je do tworzenia wianka. Mogłaby co prawda zerwać go wcześniej i położyć zabezpieczonego obok siebie, jednak widocznie nie myślała ona zbyt przyszłościowo. No, ale to chyba logiczne, że ludzie patrzą pod nogi, aby nie zdeptać czasem jakiejś niewinnej roślinki?
Ten widok zastanowił ją, dlaczego zabija kwiatki dla durnego wianka. Ale po chwili otrząsnęła się z zamyślenia i zareagowała.
— NIE! — wrzasnęła, chcąc obronić roślinę od tego ogromnego buciora. Nieświadomy morderca odskoczył z zaskoczeniem, kiedy Ane rzuciła mu się do stóp. Niestety przestępca stanął na innym niebezpiecznym obszarze.
Prosto na wianku Emone.
— Coś ty… — aż zabrakło jej słów, kiedy podnosząc ozdobę, trzymała jedynie płaską zieloną masę. Normalnie rozpłakałaby się, ale powtarzała sobie w duchu, że musi być dzielna i stawić czoła okrutnej rzeczywistości.
— Sorry… — usłyszała przeprosiny.
— Czeka cię kara — oświadczyła w taki sposób, który sugerował „Swój uczynek wynagrodzisz mi tylko swą śmiercią”.
Zamilkła na chwilę albo z chęci zbudowania napięcia, albo zastanawiając się, w jaki sposób może ukarać obcego jej człowieka.
— Zrobisz mi nowy — uśmiechnęła się promiennie.
Ktoś?
◇──◆──◇──◆
549 słów: Anemone otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia
◇──◆──◇──◆
549 słów: Anemone otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia
Subskrybuj:
Posty (Atom)



