poniedziałek, 9 marca 2026

Od Doriana CD Elianne — „Sherlock Holmes ale inaczej”

Poprzednie opowiadanie

JESIEŃ

Całe szczęście, że Dorian nie widział tej świnki morskiej, bo z pewnością nazwałby ją brzydką. Tak to polegając jedynie na słuchu, mógł stwierdzić, że jest niebywale irytująca. Jej przeraźliwe piski rozrywały mu niemal głowę.
Do Vergila nawet nie chciał podchodzić. Nie było to związane ze strachem przed ewentualną karą. Dorian zwyczajnie był trochę zbyt pewny siebie i święcie przekonany uważał, że lepiej się zajmie tą sprawą niż sam pretor. Kurta nawet nie chciał w to wplątywać.
— Musimy sprawdzić, czy jest jakimś potworem — odpowiedział, jakby to było takie proste i oczywiste. — No wiesz… sprawdzić, czy nie jest zaczarowana.
Elianne nie była zadowolona z tej odpowiedzi. Wolała przejść się do pretora i zgłosić mu całą tę sytuację.
— Ale… jak chcesz to w ogóle sprawdzić?
— Jeszcze nie wiem. — Wzruszył ramionami. — Ale się dowiem.
Elianne stała i patrzyła się na rudzielca z otwartymi ustami. Mogła mu jeszcze pokazać środkowy palec, bo to właśnie przez niego cała ta sprawa się niepotrzebnie przedłuża i rozciąga w czasie. Nie zrobiła tego z jednego powodu — bała się, że Dorian swoim szóstym zmysłem wyczuje, że pokazuje mu przed twarzą obraźliwy gest.
— Wiesz, wydaje mi się, że trochę za długo nam to wszystko zajmuje — podjęła ostrożnie temat. — Gdybyśmy poszli z tym do Vergila…
— Co ty masz z tym Vergilem? — przerwał jej ostro. — To nie jest trudna sprawa. Możemy sobie z tym poradzić sami.
Wyciągnął rękę w stronę Terminatora i poqczekał, aż pies odłoży mu na dłonie zwierzątko. Świnka próbowała się wyrwać, ale Dorian pewnie ją chwycił, uniemożliwiając ucieczkę.
— Powinniśmy przyprowadzić Lotus.
— Żeby nam odczarowała świnkę?
— Właśnie tak.
Dorian syknął, bo właśnie został ugryziony przez zwierzątko. Cholerna świnia.
— A jeśli to nie jest potwór? Co wtedy?
— Wtedy oddam tę świnkę. Po co nam ona? Co w ogóle świnki jedzą? — zaczął się zastanawiać. — Nie mógłbym jej przygarnąć, bo w końcu Terminator by ją zeżarł. Dla niego to jak ciasteczko na jednego gryza.
Elianne się wzdrygnęła na samą myśl. To, że pies przyniósł im zwierzątko w całości, było naprawdę niezłym sukcesem.
— Chodźmy po Lotus.
Elianne pomogła Dorianowi przejść tak, by nie wypuścić świnki z rąk. Przez cały ten czas kręcili się po obozie jak dwójka debili.
Zatrzymał ich dopiero sam Izan King, który najwidoczniej chwilę wcześniej wyszedł od pretora. Spojrzał na zwierzątko, które Dorian mocno trzymał w dłoniach.
— Co tutaj robicie, smarkacze?
— Nic, co powinno cię obchodzić — odpowiedziała zirytowana Elianne. Musiała mieć z nim do czynienia o parę razy za dużo i już nie mogła znieść jego obecności.
Chciała nawet Izana wyminąć, ale ten zagrodził jej drogę.
— Kto z was przyniósł świnkę morską do obozu, co? — zaczął prychać, jak zdenerwowany byk na ringu. Jeszcze chwila, a się odpali. Wtedy nie wyjdą z tego spotkania cało nawet z towarzystwem Terminatora. — Wrócę się do Vergila.
— Nie potrzebujemy pretora — zaprzeczył stanowczo Dorian. — Do niczego.
— Smarkaczu, ale to nie ty będziesz decydował. Pamiętaj, że jestem ambasadorem Marsa i sam podejmuję niektóre decyzje.
Nie dało mu się przemówić. Izan King odwrócił się i wrócił się do Vergila poinformować go o wszystkim, co zobaczył (a że zobaczył tylko dwójkę obozowiczów ze zwierzątkiem, to musiał trochę podkoloryzować tę sytuację).
Elianne pospiesznym krokiem pociągnęła Doriana w stronę baraków. Chciała być szybsza od pretora i od wkurwiającego Izana Kinga.
— Lotus?! — krzyknęła.
Odpowiedziała jej tylko cisza.
— Gdzie ona jest? — zapytał z warknięciem zdenerwowany Dorian. — Musimy ją znaleźć. Nie będę się tłumaczyć z tego pretorowi, czaisz?
— Nie musisz mówić do mnie takim tonem.
— Ten wkurwiający buc poszedł z tym do Vergila — przypomniał. — I pewnie zmyślił historyjkę.
— To już nie nasza wina — spróbowała uspokoić rudowłosego kompana. — Musimy tylko znaleźć Lotus i oddać jej świnkę.
— Prędzej damy się złapać Vergilowi.
— I co w tym złego? Boisz się pretora?
Dorian musiał odjeść na bok i wziąć parę głębszych wdechów. Jeden, dwa, trzy… i wydech. Cztery, pięć i sześć…
— Nie boję się pretora, dobrze?
Uśmiechnął się krzywo, chcąc ukryć swoje zdenerwowanie. Miał przecież kontrolę nad całą sytuacją, prawda?
— Myślisz, że Lotus mogła wyjść po jedzenie dla niej? — zapytała. Chciała trochę złagodzić napiętą atmosferę, bo Dorian, nawet jeśli próbował, to wciąż strasznie krzywił się ze złości na twarzy. — Świnki, z tego co wiem, jedzą trawę.
— Ale mają wykwintną dietę.
— Przestań komentować — ostrzegła chłopaka. — Jak nie chcesz spotkać się z pretorem, to chodź za mną. Myślę, że trafimy na Lotus w okolicy pól Marsowych.
— No, tak, a po drodze przywitamy się z pretorem.
Dorianowi odpalił się mod irytującego gówniarza, z którym za żadne skarby nie dało się dogadać. Brakowało jeszcze, żeby tupnął nogą i poszedł siedzieć w kącie. Razem z tą świnką, którą nadal trzymał w rękach, oczywiście.
— Jeśli nie sprawdzimy…
— Wolę tutaj poczekać.
— Ale to nie ma sensu — próbowała dalej. Chciała go jakoś zachęcić do wyjścia, ale to przypominało walkę z wiatrakami. — Skąd wiesz, czy Vergil posłucha Izana Kinga? Może w ogóle nie weźmie tego na poważnie i nie przyjdzie nas szukać.
— Pójdę, jeśli weźmiesz ode mnie to zwierzę.
Elianne nie pozostało nic innego, jak się zgodzić. Jak inaczej przekona Doriana, że lepiej będzie poszukać Lotus po obozie?
— Niech będzie.
Dorian wyciągnął dłonie, a dziewczyna zgarnęła od niego zwierzątko. Świnka się uspokoiła i już tak bardzo nie próbowała uciec.
— Możemy teraz iść?
— Prowadź — odpowiedział tylko. — Tylko się pospieszmy.

cyrk na kółkach troche
────
[849 słów: Dorian otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz