niedziela, 3 maja 2026

Od Weroniki CD Niketasa — „Pluszowe misie słuchają Highway to hell”

Poprzednie opowiadanie

JESIEŃ, ROK TEMU

Przyjrzała mu się wnikliwie. Może nonszalacko oparł się o drzewo, tak jak wcześniej o framugę drzwi, ale tym razem było inaczej.
— Był dzisiaj jakiś maraton? Trening biegania z workami dookoła placu? — Nie omieszkała nie wypełnić swojej wypowiedzi kąśliwą ironią. — Jesteś taki czerwony.
— Nie jestem pluszakiem, nie ma co na mnie patrzeć, Werrcia. — Uśmiechnął się szerzej. — A gdy delta jest ujemna, to funkcja nie ma miejsca zerowego!
Jedna z brwi Weroniki wystrzeliła na czoło. Nawet ktoś z problemem odczytywania emocji z twarzy od razu rozpoznałby, że to było pytanie. Lekko niedowierzające, ale pytanie.
— Myślałem, że to domek mądrości, liczenia i tak dalej, ale widzę, że się myliłem. Chodzi o to, że… Wiesz co, miałem jakąś elegancką metaforą, ale nie jestem tym typem. Faktem jest to, że nie masz na czym oprzeć tego śledztwa. Tylko się kręcisz głupio, zamiast prosić mądrzejszych o pomoc.
Już miała zareagować, otworzyła nawet usta, żeby coś powiedzieć, ale coś ją tknęło. Zmieniła zdanie i uśmiechnęła się w ripoście.
— W tym momencie przecinasz moje miejsce zerowe. Dlaczego? Myślałam, że cię nie obchodzą bycie detektywem. A tu proszę, jesteś.
— Obchodzi mnie niebycie przydupasem. Odrzuciłaś, lalunia, moja szczodrą propozycję i teraz będę tylko podziwiać twoje próby.
— Rzucasz mi wyzwanie, N-n-n… Natanielu? Nikodemie? — Odparła złośliwie.
Oczywiście, że udawała zamyślenie. Zdążyła go w myślach przeklinać wiele razy, za każdym razem zmieniając inwektywy na coraz bardziej kreatywne. Ciężko, żeby się to imię nie wryło w pamięć.
Poprawił kurtkę. Jeżeli coś go tknęło, to nie dał po sobie tego poznać. Głupie okulary, jak już miał zmarszczyć brwi czy zmrużyć oczy, to nie można było tego tak łatwo zobaczyć. To nie było uczciwe.
— Niee, ależ skąd. Jestem zbyt zajęty, mam swój biznes. Liczę podatki, procenty i wbrew pozorom zajmuje to trochę czasu! — Chełpił się.
Dziewczyna przewróciła oczami, wymijając go i ruszając dalej. Wciąż z pluszakiem u swojego boku. Gdy spacerowała, usłyszała za sobą jego kroki. Odwróciła się, żeby upewnić się, gdzie on jest. Jak na złość, postanowił przyczepić się do niej, jak rzep do psiego ogona. Bezpieczne 2 czy 3 metry za nią. Byłoby to nawet zabawne, gdyby nie fakt, że przeżuwał coś bardzo głośno i rozpraszał jej myśli. Gumę? Prawdopodobnie. Jak nie przeszkadzanie na zebraniach grupowych, to tutaj, a i tak miała pewne podejrzenia, kto ostatnio zepsuł jej spotkanie grupowe.
— Są sprawy, Barbaro Pietrowno, o których nie tylko nie można mówić mądrze, ale o których mówić jest niemądrze. — Mruknęła pod nosem.
Przystanęła nagle, po czym oparła się o drzewo i wrzasnęła na Niketasa, że jest jakimś skończonym imbecylem, że za nią chodzi i ją irytuje, przy okazji niszcząc materiały dowodowe i depcząc po wielkiej spuściźnie wielkich poetów rosyjskich i literatów i innych ważnych ludzi sztuki. Wsunęła kartkę w drzewo, korzystając z dywersji i z tego, że się głupowato uśmiecha w jej generalnym kierunku. Gdy już skończyła swoją tyradę, obróciła się na pięcie, trzepnęła włosami i ruszyła bardzo szybkim krokiem w kierunku obozu.
Zostawiła szczegółowe informacje, ale dla kogoś z jej domku. Była ciekawa, czy Niketas w ogóle zauważył, że to zrobiła, a po drugie, czy w ogóle zrozumie jej treść. Sam fakt, że przyszedł się z nią spotkać, mówił jej tylko jedno. Że jest zainteresowany sprawą. Czy dla samego rozwiązania sprawy, czy żeby ją irytować, nieważne. Pokaże temu dzieciakowi, gdzie jego miejsce.
Tym razem nie słyszała jego kroków. Oddała się myślom, szczególnie o literaturze oraz o tym, że gdzieś ma nagranie z jakiegoś niszowego baletu, podejmującego różne tematy i aspekty, w tym filozoficzne. Było to zdecydowanie przyjemniejsze niż jakieś bawienie się z dzieciaczkami z Obozu. Żeby to jeszcze były te fajniejsze podrostki, którym można jakkolwiek przekazać wiedzę, a nie takie pyskate, z przerośniętym ego, wypierdki Hermesa. Wydawało się jej to jakkolwiek dziwne, ale tęskniła za poprzednim grupowym. Czy domek Hermesa był kiedykolwiek spokojny? Nie. Za to przynajmniej się skupiali na dobrej zabawie. Teraz miała wrażenie, że dzieją się tam dziwne kalkulacje oraz podejrzane transakcje. Nikt jej nie chciał powiedzieć koherentnego, co w trawie piszczy, a to był zawsze pierwszy krok do tego, że coś jest przed nią ukrywane. Już zdążyła przez wiele lat wyczuwać niechęć ludzi do jej osoby, strata tych osób, co pozwalało wyciągnąć jej wnioski i dostrzec jakąś całość. Złożoną ze szczegółów.
Pomyślała złośliwie. „Powodzenia Nikodem”. Treścią kartki w końcu był rządek jego jakże ukochanych cyfr.
„1. e4 d5
2. exd5 Hxd5”
Spojrzała na pluszaka, który cały czas zwisał u jej boku i wyrzuciła go jednym niedbałym ruchem do kosza. A teraz czas się umyć i jutro zaplanuje, co dalej. Ich swoista partia się zaczęła, a Nika miała wrażenie, że zdecydowanie chodzi o honor. Pal już licho te pluszaki, one miały być tylko odskocznią od życia obozowicza, które może nie było nudne, ale czegoś brakowało. Marnowała się mentalnie, nikt nie dorównywał jej w partiach szachowych oraz Chejron coraz częściej prosił ją o krótkie sprawozdania, takie w maksymalnie dziesięciu słowach. Na prywatności powiedział, że docenia jej poetycką wrażliwość, ale czasem trzeba prosto i krótko, szczególnie dla innych grupowych. Cóż, to było miłe z jego strony.
Zerknęła na partię szachową zostawioną przez Maura i się uśmiechnęła lekko, tym razem szczerze i bez cienia sarkazmu. Maur zdecydowanie zrobił dobry krok.


Niketas?
────
[847 słów: Weronika otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz