poniedziałek, 16 marca 2026

Od Dahlii CD Isobel — „To twój ciężarek?”

Poprzednie opowiadanie

WIOSNA

Wyglądało to jak wstęp do kryminału. Na szczęście nie szukały mordercy, a konesera cudzych plecaków.
Dahlia jeszcze nie miała do czynienia z tak podekscytowanym detektywem, czy to w filmach, czy książkach, ale było to miłą odmianą po mruczących pod nosem, chłodnych arcygeniuszach. Fascynacja Isobel sprawiała, że ciężko było się denerwować za kradzież tego głupiego plecaka.
Jakie tam mogła mieć wartościowe przedmioty? No, praktycznie żadne. Ważne dokumenty trzymała zawsze albo przy sobie, albo tak jak dzisiaj, w domu. Jeżeli były tam jakieś pieniądze, to takie drobne, na kupno jedzenia czy spontaniczne przyjemności. Nie widziała żadnego sensownego powodu, dla którego by miała być okradana, biorąc pod uwagę, ile na sali było osób z drogimi smartwatchami, markowymi butami. W dodatku mniej ostrożnymi, bo cały czas robili zdjęcia, czy filmiki, telefonami tak dużymi, że niektóre tablety mogły się przy nich zawstydzić, zostawiając swoje bezbronne torby.
Otrząsnęła się z rozważań, kiedy oglądały nagrania z kamer. Nawet nie można było zidentyfikować tego ktosia, bo pracownik Jim ze zdziwieniem zauważył, że dane z przepustki nie wczytały się poprawnie. Bramki czasem się psuły, ale nie wybiórczo, dla jednej osoby. Sprawa była coraz dziwniejsza, zwłaszcza że jej towarzyszka była wyraźnie zaniepokojona obecnością tabletu. Dahlia od razu pomyślała „bogowie, proszę, oby to nie była kolejna fanatyczka teorii spiskowych”. Zdążyła już poznać w ciągu swojego życia kilkanaście takich świrków i po kilku razach przestawała odnajdywać jakąkolwiek przyjemność z rozmawiania z nimi.
— Tak, znam go. — Dotarło do jej uszu, zanim zdążyła w ogóle pochylić się nad tym tabletem.
Zwróciła głowę w stronę Isobel, zauważając przy okazji dystans między nimi, a właściwie jego brak. Miała coraz więcej pytań, coraz więcej niepewności, a ta dziewczyna tylko dodawała nierealności sytuacji. A Dahlii się wydawało, że już swoje przeszła i nic jej nie zaskoczy. Problem w tym, że zdarzenie było niecodzienne na standardy śmiertelników (klasycznie), ale było za mało… niecodzienne, jeżeli chodziło o półboski świat. Potwory nie zaprzątały sobie głowy jakimiś plecakami, wolały atakować od razu.
Skrzyżowała ramiona.
— Kto to?
— Na pewno obsługiwałam go kiedyś w barze!
— Ach.
Podziękowała pracownikowi i przetarła ręką czoło, żeby nie tylko wytrzeć pot, ale też poukładać myśli w głowie. Isobel, co było zaskakujące, czekała w milczeniu na jej odpowiedź. Dahlia przełknęła ślinę, memłając przekleństwo w ustach. Przebrały się szybko i wyszły przed budynek. Pogoda w San Francisco była jak zawsze spokojna, w sam raz dla ludzi, co lubią nieco cieplejsze klimaty, ale bez upałów. O tej porze ludzi było całkiem sporo, nawet jakby miała wracać do domu i w drodze się rozglądać, to nigdy by nie znalazła złodzieja.
— Uhhh, dziwne to wszystko. Może zrobimy to tak, że rozejdziemy się w swoje strony, a ja przyjdę wieczorem do tego twojego baru? — Zaproponowała.
— Dzisiaj właśnie jest zamknięty. Dlatego mam wolne i dlatego jestem na siłowni. Byłam. — Poprawiła się.
— Ach. W ten sposób.
— Ale jutro się otwieramy, jutro jest też piątek i może być sporo ludzi, chociaż nie wiem, czy akurat ten facet przyjdzie. Ale możemy popytać innych czy go znają.
— Czy to nie jest szukanie igły w stogu siana?
W oczach Isobel pojawiły się iskierki.
— Nie może być łatwo. Rozwikłamy tę zagadkę, znajdziemy twój plecak i będzie dobrze. To jest prawdziwa intryga! Musimy dotrzeć etapami. Popytać, zobaczyć. Skradziony plecak musiał być ważny! — Wyciągnęła, ku zaskoczeniu Dahlii, ze swojej torby notes z długopisem. Przybrała poważną minę na chwilę. — Co w nim miałaś? Coś ważnego?
Nie był to pierwszy raz, kiedy role się odwracały i to ona była przepytywana. Niestety, za każdym razem nie czuła się pewnie w tej pozycji i mózg podpowiadał irracjonalne rzeczy. Musiała się przekonać, że to tylko plecak, tylko głupia akcja. Nikt nie ma zamiaru dokopać się do prywatnych informacji.
— Hm… Właśnie nic ważnego. — Isobel popatrzyła na nią z uśmiechem, chociaż można było łatwo zauważyć, że to był uśmiech typu „no dobrze”. W tym była jak otwarta książka. — Butelka z wodą. Drobne pieniądze, ale tak maks czterdzieści dolarów. Nie było dokumentów.
Pani detektyw mruczała pod nosem, skrzętnie zapisując jej słowa. A przynajmniej miała nadzieję, że pisze, bo równie dobrze mogła rysować jakieś zwierzątka. To by nie zdziwiło, dzisiejszy dzień był wyjęty jak z Monty Pythona.
— Reasumując. Bez pieniędzy, jakaś woda, jedzenie, notesy, ołówki, breloczki. Czy w swojej pracy natrafiłaś na kogoś z wywiadu albo urzędów?
— Czy opisywałam jakieś wydarzenia związane z eee… Wypadkami czy korupcją? O to ci chodzi?
— No, mniej więcej. Takie notatki mogłyby się komuś przydać.
— Hm. Badałam tylko sprawę kasyna, ale to było parę miesięcy temu. Pieniądze się nie zgadzały.
— O! Jest motyw! — Zadowolona Isobel zamknęła notes.
— To wszystko?
Starała się nie wkładać dużo sceptycyzmu w odpowiedź, ale kto wie, czy jej nowo poznana koleżanka zwraca na to uwagę.
— Nie, to nie wszystko, ale wiesz. Ktoś mógłby zabrać dla notatek. Dla pieniędzy niekoniecznie, wątpię w to. Kiedyś w ogóle mojej babci ukradli placek z parapetu i odkryliśmy, że…
— Proponuję, żebyś mi opowiedziała o tym jutro. Muszę teraz wrócić do domu. Umyć się, nie znoszę tych pryszniców w tej siłowni. Wpadnę, zobaczymy.
— Jasne, dobrze!
Dahlia westchnęła.
— Nie nastawiam się na to, żebym miała go odzyskać. Jak niczego się nie dowiem, to nic się nie stanie. Dziękuję za starania i chęci, ale naprawdę nie musisz się tak starać.
— Żartujesz? Dawno nie widziałam takiej sytuacji i fascynuje mnie bardziej, niż myślałam! Wiecznie tylko uczelnia, praca, dom, uczelnia, praca, raz na pół roku wolne, a podczas tego wolnego kryminał. Oczywiście, jeżeli ci to przeszkadza, to przestanę.
Zrobiła minę zbitego szczeniaczka, na tyle, że Dahlia uśmiechnęła się przepraszająco. Wzruszyła ramionami.
— Tak jak mówiłam. Zobaczymy jutro, jak to będzie. A teraz uciekam, było miło.
Pomachała ręką na pożegnanie i ruszyła przed siebie, w stronę mieszkania. Czuła się dziwnie nago bez plecaka, co tylko dodawało surrealizmu oraz niepewności. W dodatku dłuższe przebywanie z kimś, kto mógłby chcieć poznać ją bardziej, dodawało stresu. Jak zatrzymają się na stopie koleżeńskiej, zobaczą się raz na miesiąc, to będzie dobrze. W przeciwnym razie, jak zawsze, zdystansuje się i zdusi w zarodku.
— Bogowie, dajcie mi siłę. — Wyszeptała zrezygnowanym tonem. Gdy czekała na zielone światło na przejściu, kątem oka patrzyła, jak w oddali ruda czupryna pojawiała się i znikała w gąszczu ludzi.


Isobel?
────
[1002 słowa: Dahlia otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz