niedziela, 22 marca 2026

Od Apollodorosa do Chaita — „Nowojorski kryzys mieszkaniowy”

W metrze, jak zwykle, było tak tłoczno, że mimo klimatyzacji panował zaduch. Apollodoros, gdyby miał opcję, to naprawdę wybrałby spacer czy jazdę na rowerze. Zwłaszcza że dzisiaj nowojorskie lato sięgało górnych bramek typowych dla ich klimatu temperatur. Tęskniło za greckim słońcem z wyjazdów w dzieciństwie znowu. Nie tym najgorszym, które się przesypiało, ale tym w ciągu reszty dnia — przyjemnym, choć dla niektórych nadal zbyt intensywnym. Niestety tym razem zajęłoby to zbyt długo, a heros już woli dusić się w podziemnej komunikacji miejskiej, niż stać w tych korkach na powierzchni.
Znaleźli z Chaitem mieszkanie do obejrzenia pod wynajem o cenie, która jak na Nowy Jork najgorsza nie jest, ale ludzi spoza tego „ekosystemu” by najprawdopodobniej doprowadziła do zawału. Warunki tylko dobiłby gwóźdź do trumny w tej hipotetycznej sytuacji. Maleńka kawalerka z przestarzałym systemem elektrycznym oraz równie historyczną armaturą. Oby tylko jaśnie właściciel nie ukrywał nawrotów pleśni farbą, bo to już się jeno zdarzało widzieć. Umówili się na miejscu, gdzie ma ich powitać agentka nieruchomości. Półbóg nigdy nie przestanie dziękować Chaitowi za równie rzadkie używanie telefonu, jak u niego. Obgadali to w kilku SMS-ach i tyle.
Odetchnął z ulgą, kiedy postawił stopę na peronie stacji. Kierowało się szybkim krokiem, to niby nie jeno dzielnica, ale jeden znajomy ze studiów mieszkał w okolicy przez większość czasu ich znajomości. Odwiedzanie go tutaj, odwożenie go z imprez, chodzenie na zakupy w okolicy. A zawsze, jeśli się zgubi, to może zapytać o drogę. Przy czym z tego, co sprawdzał na mapach, to musi iść prosto, po trzech przecznicach skręcić w lewo, jeszcze trochę prosto i skręcić w prawo. Nie aż takie skomplikowane. Musiało wyglądać całą drogę jak kot wygrzewający się w świetle, z tym, jak delikatnie się uśmiechało i ciągle wychylało w stronę promieni słonecznych.
Półbóg oparł się plecami o latarnię na miejscu spotkania, po czym od razu zaczął szkicować krajobraz w wolnym czasie. Stukotanie obcasów o chodnik, warkot silników z aut, gwar rozmów, poszczekiwania psów z balkonów; to wszystko zlewało się w szum, który ledwo zauważało w swoim skupieniu. Dlatego tez zaskoczyło go „Hej.” tuż obok siebie. Chait stał już obok niego, ale agentki nieruchomości nadal nie było.
— Hejka, jesteśmy przed czasem albo ona się gorzej od nas spóźnia, co? Ciekawe jak źle będzie w środku, bo oferta trochę mało o tym mówiła. Z tym, jak nas czas goni, to wiesz… — Wzruszył ramionami delikatnie, ale z uśmiechem. Do kolegi, już pewnie niedługo przyjaciela, szczerze z radości na jego widok, do złej gry w oznace przekory, obydwa na raz.
— Nie no, jesteśmy chwilkę przed czasem, na spokojnie. Też coś wspominano o poślizgach na te spotkania, więc… — Mężczyzna wypuścił dym papierosowy tak, żeby nie dosięgnął on Dorosa. — Póki nie jest zagrożeniem życia na każdym kroku i mieści się w budżecie, to nie mamy na co wybrzydzać.
— Oj zdecydowanie prawda, lepsze to niż nic. — Założył białe pasemka zaplecione w warkoczyki za ramię, poprawiając przy okazji pozycję szkicownika, żeby dłoń, w której go ma, mniej drętwiała. — Jak coś, to mamy jeszcze parę ofert do obejrzenia i już umówione spotkania z agentami.
Luźna rozmowa o niczym ciągnęła się, a w tym samym czasie papieros w dłoni Chaita stawał się coraz krótszy, żar zbliżający się swoimi ognistymi objęciami do filtra na samym końcu. Wraz z wygaszeniem kiepa o górę śmietnika, usłyszeli głos. Apollodorosowi aż ciarki przeszły po kręgosłupie na „Państwo obejrzeć mieszkanie?”, nie musiał nawet podnosić wzroku, żeby wiedzieć o tarapatach. Ono słyszało po samej wymowie i niechęci, co jest nie tak.
Nie wiedział, co widział Chait jako człowiek, ale heros podnosił wzrok ostrożnie, oczekując najgorszego. Gorgona… ich agentka nieruchomości jest gorgoną…


Chait?
────
[592 słowa: Apollodoros otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz