Starła pot z czoła.
To była niezła walka. Na tyle niezła, że dużo dzieciaków było zachwyconych i nie odklejały się od balustrad. Zauważyła, jak jedno z nich ciągnęło za koszulkę rodzica i krzyczało „też chcę tak walczyć, tato, kupisz mi szablę?!”. Inne się sprzeczało z koleżanką, czy aby na pewno „ten mniejszy pan” przegrał, bo ze złamaną szablą da się dalej walczyć.
Oparła się o skrzynię, wciąż procesując sparing. Bronie pozostawały wiele do życzenia, ale za to zwody, natarcia, symulacje udowodniły jej, że zna Chaita z Obozu Herosów. Ten konkretny, grecki styl walki był nie do przeoczenia. Na początku starała się sobie wmawiać, że jej nie obchodzi jakiś drugi półbóg, ale chęć upewnienia się, z kim ma do czynienia, brała górę. Nie chciała się też przyznawać, nawet przed sobą, że teraz postawiła cel dowiedzenia się, jakiego on ma boskiego rodzica. Kto wie, może kiedyś walczyli, ale nie zapamiętała go jakoś szczególnie?
Słońce zachodziło, lampy powoli się zapalały jedna za drugą. Park rozrywki jeszcze długo będzie otwarty, do dwudziestej trzeciej, za to im kończyła się powoli zmiana. Chait wciąż odmachiwał dzieciakom, odpowiadając niektórym na pytania albo komplementy, kątem oka Dahlia zauważyła zmienników. Podeszła do kolegi, odmachując dzieciom, i pochyliła się do niego.
— Kapitan nas wzywa, majtku.
Nawet nie zdążył zareagować, gdy usłyszeli jęki rozczarowania i niezadowolenia. Rodzice uspokajali kiedy mogli, podziękowali za performance i starali się zabrać swoje latorośle. Wydawało się jej, że dzieci w tych czasach mają spalone styki od tabletów, ale jak widać, jeszcze mogła mieć nadzieję, że nie będzie tak źle. Poprzednim razem była świadkiem wielu grup, których najzwyczajniej w świecie nie były zainteresowane czymkolwiek. No, chyba że rollercoasterami.
Kiedy odchodzili, zerkała co jakiś czas na Chaita. Dalej się uśmiechał, pomimo zmęczenia trzymał się na nogach i wyglądał na zadowolonego. Ciężko nie było uśmiechnąć się pod nosem.
— I jak ci się podobał pierwszy dzień pracy?
— Było w porządku. Naprawdę.
— Bardzo szybko załapałeś robotę. Inni zwykle potrzebują więcej czasu.
— Nie kłamałem, kiedy mówiłem, że mam doświadczenie jako animator.
Pominęli całkowicie tematy związane ze sparingiem. Czuła, że nie ma co drążyć tematu. Owszem, mogłaby powiedzieć "hej, dobrze ci też szło z szablą", ale nie spodziewała się jakiejś pozytywnej reakcji. Kto wie, może by się spiął i przestał dobrze sobie radzić w pracy? Zakładała, że potrzebuje pieniędzy, biorąc pod uwagę szmat drogi przebyty aż z Nowego Jorku. Długo rozpatrywała w głowie scenariusze, grzebała także w pamięci jakiekolwiek wspomnienia, w których mogłaby go zidentyfikować.
Nie postawiła stopy w obozie od jakichś kilku lat, bardzo dużą część wspomnień po prostu wyparła. Tak, jakby ktoś upuścił świecę na mapę skojarzeń z obozowiczami. Twarze, nazwiska się mieszały i mogła wyciągnąć tylko pojedyncze nitki. Takie, jak to uczucie znajomego zastanawiania sie nad imieniem nowego-nienowego kolegi.
Właśnie się odezwał, wybudzając ją z myśli.
— Chyba już dotarliśmy. Trzeba tam zbliżyć kartę, prawda?
Wskazał szare, bezpłciowe drzwi, za którymi znajdowała się tak samo pozbawiona koloru klitka, z automatem do zarejestrowania czasu pracy.
— A. Tak, tak.
Po przekroczeniu progu i zakończeniu pracy udali się do szatni. Tam Dahlia poinstruowała, gdzie ma się udać do sekcji męskiej, w której są toalety i prysznice, po tym jak parę współpracowników zażartowało o pracy na galerach, z której wracają śmierdzący niewolnicy. Dobrze, że park codziennie wieczorem uruchamiał pralnię na swój koszt, bo nie uśmiechałoby się jej szukać innej w okolicy. Kiedy już się odświeżyła pod prysznicem, a ubrania wrzuciła do kontenera, natrafiła w szatni na inną grupę, która dopiero co skończyła. Był też tam jeden z koordynatorów, który napsuł jej krwi te kilka lat temu i od tej pory jej nie znosił, ze wzajemnością. A teraz tutaj był.
Westchnęła ciężko. Dzień zakończył się bardzo dobrą notą, a koordynator Nathaniel ma zapewne zamiar jej to zjebać. Wyglądał na niezadowolonego, bardziej niż zwykle. Dahlia często się zastanawiała, czy kiedykolwiek te brwi odpoczywają, czy zawsze ma taką minę srającego kota. Nie doszła jeszcze do konsensusu. Wyminęła go, idąc do swojej szafki z pokerową miną. Pokazanie, że jego widok w jakikolwiek sposób ją ruszył, byłoby aktem słabości i startowałaby z przegranej pozycji. Według niej.
— Nie sądzisz, że lepiej by było zostawić performance tym, którzy rzeczywiście muszą go zrobić? Zwracaliście za dużo uwagi.
Oczywiście. Nie przerywała wkładania pudełka śniadaniowego oraz termosu do torby.
— Coś było nie tak, koordynatorze?
— Przeszkadzaliście w występie z kartami i pochodniami.
Zamknęła szafkę i odwróciła się do rozmówcy.
— Przykro mi, że byle sparing plastikowymi szabelkami zwrócił większą uwagę. Może trzeba było lepiej zaaranżować te występy, koordynatorze?
— Radzę ci się nie wychylać poza posadę.
— Naszym celem jest zabawianie dzieciaków i uważam, że tutaj zrobiliśmy dobrą robotę. A teraz wybacz, mam lepsze plany niż stanie tutaj. — Uśmiechnęła się pod nosem. Powstrzymując mocno chęć splunięcia.
Zwykle nie była tak szorstka i nienawistna dla innych, ale ten facet potrafił nadepnąć perfekcyjnie na każdy jej odcisk. Ktoś jej kiedyś powiedział, że każdy musi mieć jakieś nemezis (ha, ha, półboski świecie) i on z całą pewnością tym był. Musiała po tamtym sezonie procesować swoje emocje i instynkty, prawie też poszła do psychologa. Dla osoby postronnej wydawałoby się to paradoksalne, że nie prostowała swoich traum z misji, i że jej granicą był wredny ziutek z pracy, ale gdyby opowiedziała komuś o przygodach z leukrotami, to by trafiła na oddział zamknięty. Ciekawe, czy są jacyś biedni półbogowie zamknięci w izolatkach, z kaftanem bezpieczeństwa, bo odważyli się mówić o spotkaniach z potworami?
Rozejrzała się po szatni. Parę osób ją obserwowało z uśmieszkami na twarzy, część miała dość po kilku godzinach chodzenia w słońcu. Jeszcze inni po prostu nie wiedzieli co robić, kiedy patrzyła na nich to odwracali wzrok. Zauważyła Chaita przy wyjściu z szatni, który prawdopodobnie miał już wyjść, ale nagłe wydarzenie odwróciło jego uwagę i zamurowało w miejscu. Gdy zobaczył, że Dahlia się zbliża, otworzył pospiesznie jej drzwi.
— No to będziemy mieć zabawę, Chait. — Mruknęła, kiedy przechodziła obok niego. — Do jutra?
────
[959 słów: Dahlia otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz