Dahlia uniosła brew.
— Huh?
Założyła ręce na piersi i tylko obserwowała, jak cudaczna postać rozgląda się po zatęchłym namiocie. Przy okazji pogodnie paplała.
— Ja tu się tylko rozglądam, powinien tu być jakiś fajny dokument, albo wskazówki, coś w ten deseń.
— Wskazówki?
— Po prostu powiedziano mi, że powinnam znaleźć coś, co mi się przyda w zadaniu. Dla innych. Bardzo ważne zadanie. Takie… Obozowe! Gdzieś to tutaj powinno być.
Nieznajoma dalej sortowała pudełka, wyciągając szpargały.
— W porządku, ale to nie mój namiot, jakby coś. No i raczej nie wróżę.
— Nie?
— Nie.
— Kurczę, szkoda. Wydawało mi się, że w namiocie wróżki będzie wróżenie.
— Może było, ale nie jestem wróżką.
— A może jednak…
Dahlia kątem oka zobaczyła, jak dziewczyna wyciąga kolejne pudło, w którym już się znajdowały rzeczy typu karty do tarota, kula czy herbata. Postawiła je na tym nieszczęsnym, chybotliwym stoliczku. Karty się rozsypały, tworząc istny galimatias. Wskazała również na wolne krzesełko, które znalazło się obok.
— Co to jest w ogóle za ważne zadanie?
— Pewnie coś związanego z tą wrogą aurą. W sensie w tym parku rozrywki.
— Jest tutaj jakaś przeklęta aura?
— Aha.
— I masz ją oczyścić?
— Mniej więcej. Dlatego nie obraziłabym się, jakbyś chciała mi pomóc. I może jednak by się udało nam powróżyć?
Już miała zadawać pytania, między innymi „czemu ja?”, „czemu mamy wróżyć?”, gdy przed nią pojawił się plik kart.
— Kimkolwiek jesteś, ja ci muszę powiedzieć, że nigdy nie wróżyłam i nawet nie wiem, jak to się robi.
— No chyba się tylko tasuje i wyciąga trzy karty?
Złapała zrezygnowana za talię. Same karty były na pewno dobrej jakości, sztywne i nie odginały się. Rewers odbijał się słabym światłem, ale można było dostrzec jakieś art-deco ornamenty. Jak już są na takim festiwalu i jest okazja, to czemu by nie miały próbować? Półboski świat to półboski świat i nie zaskakują takie rzeczy. Była tylko jedna kwestia.
— Jesteś z Jupitera?
— Dokładnie tak.
— Nie wiedziałam, że tam też są gastrafetesy.
— Taką sobie wybrałam broń. W greckim obozie, jak rozumiem, też są?
— Tak. To jest chyba nawet grecka broń.
— Przydatna bardzo. Szczególnie lubię, jak groty z cesarskiego złota odbijają się w półmroku.
— Cesarskie złoto?
— No, to co zabija potwory. Zwykła stal nie działa, chociaż chyba ci tego nie muszę mówić? Jesteś może z Obozu Herosów?
— Tak, używa się u nas niebiańskiego spiżu. Nie wygląda może tak efektownie.
— Jak to jest w tym obozie?
— Chcesz, żebym ci teraz miała opowiedzieć, zamiast pomóc w czymkolwiek co tam chcesz?
— Racja. To co, losujemy?
Przetasowała karty, obserwując bacznie obozowicza Jupitera. Nie słyszała pozytywnych rzeczy o tym miejscu, głównie ludzie wspominali, że się tam sprząta. No i nie było podziału na boskich rodziców, co dla niej miało większy sens. Może biologicznej rodziny się nie wybiera, ale możliwość mieszkania z ludźmi różnego pochodzenia była zdecydowanie lepsza. Może gdyby pochodziła od rzymskiej wersji jej matki, to by się nie wkurzała latem? U Greków rośliny pochylały się nad łóżkami, niektóre dosłownie je zasłaniały i smyrały za bardzo przy wstawaniu w twarze, już nie mówiąc o przestrzeni zawalonej donicami czy ziemią do kwiatków/płodów rolnych. Nie musiałaby też rozmawiać, jaka marka narzędzi ogrodowych była najlepsza.
Wyciągnęła, zgodnie z sugestią, trzy karty. Nieznajoma bujała się na krześle, patrząc w oczekiwaniu na nie.
Pochyliły się nad rozdaniem, obserwując w ciszy karty „złoto”, „spiż” i „głupiec”.
— Te karty to takie mają być?
— Nie wiem. Nigdy nie losowałam tarota, ale nie przypominam sobie, żeby te. — Dahlia stuknęła palcem w dwie pierwsze karty. — Istniały w tarocie. Głupiec, owszem. Ale te?
— Ale wielka mi wróżba. Mamy złoto, mamy spiż, ja już chyba jestem głupkiem, bo zgodziłam się na tę głupią misję. Ale hej, warto było próbować!
Ciężko nie było przyznać jej racji, że ten tarot w niczym nie pomógł.
────
[610 słów: Dahlia otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz