czwartek, 12 marca 2026

Od Chaita do Dahlii — „Haul Away Joe”

Nie spodziewał się, że wywiezie go za pracą gdzieś poza Nowy Jork. Nigdy nie brał takiej opcji pod uwagę – nie było potrzeby. Zawsze znalazło się coś do roboty. Czasem tracił tę robotę przez szczury, czasem trwała tylko jeden sezon, ale zawsze trafiała się jakaś kolejna i naprawdę nie miał na co narzekać.
Możliwe, że nie miało to żadnego znaczenia. Prawdopodobnie nie miało, bo to nie tak, że wyjeżdżał przez brak pracy. W sumie to nawet nie wyjeżdżał na stałe. Raczej nie zdecydowałby się na wyjazd na stałe. To jeden z jego pracodawców – ten, z którym pracował regularnie, związany z organizacją festynów i zajęć dla dzieci – dał mu znać o nowej propozycji pracy. Kolejnej pracy na chwilę. Chait nie wiedział, czy szef polecił go, ponieważ uważał go za dobrego pracownika, czy zwyczajnie z litości.
Albo sadyzmu. Po czasie skłaniał się głównie ku tej opcji. Pokonał zdecydowanie zbyt wiele kilometrów i nie potrafił docenić tego, że nie pokonał ich najbardziej uciążliwym środkiem transportu, jaki miał do wyboru. Wolałby pokonać je w sposób bardziej odpowiedni dla gówniarza Iris, ale głupio było odmówić, gdy inny pracownik zaproponował mu wspólną podróż. Nie jechali dokładnie w to samo miejsce, na polu bitwy Chait miał zostać już kompletnie sam.
Spodziewał się, że nie dojadą na miejsce w jednym kawałku, więc faktyczne pojawienie się pod bramą parku rozrywki było zadziwiająco miłym, przynoszącym ulgę uczuciem.
W miejscu przyszłej swojej nowej pracy tymczasowej pojawił się na czas, nawet chwilę przed, po tym, jak udało mu się przespać kilka godzin w tanim hostelu pół godziny piechotą od parku. Pracodawca zapewniał swoim pracownikom zniżki, co też przyjął z pewną ulgą.
Ostatnio coraz częściej pojawiał się przed czasem, a nie na styk lub grzecznie spóźniony. Normalnie pewnie ludzie by go za to chwalili, ale wśród jego grona znajomych był to raczej powód do nowych żartów.
Poczuł się przytłoczony okolicą, jeszcze zanim udało mu się dobrze wejść na teren obiektu. Zapytał o pomoc jednego z pracowników, uśmiechając się do niego grzecznie i ignorując palące, oceniające spojrzenie, którym go przywitano. Optymistycznie założył, że stoi za tym zmęczenie okropnie ciężką pracą, a nie jakiś prywatny problem do przyjezdnych.
Pracownik wskazał mu drogę pełnym zniechęcenia gestem, na który Chait zareagował jeszcze szerszym uśmiechem, trochę zbyt beztroskim „dziękuję!” i machnięciem dłonią tak energicznym, że starczyłoby tego dla nich obu. Poprawił jeszcze zwisający z ramienia plecak, kierując się do odpowiedniego budynku.
Dopiero przekraczając próg, poczuł, że chyba jednak odrobinę się stresuje. Pracował na festynach, jako animator i na obozach z dziećmi, ale nigdy w tak ogromnym parku rozrywki. Zakładał, że tutaj może to wyglądać nieco inaczej. Przeszedł wąskim korytarzem, z dłońmi dalej zaciśniętymi na ramionach plecaka, bezmyślnie przeplatając między palcami regulację.
Zajrzał do pierwszego napotkanego pomieszczenia. W środku kręcili się jacyś ludzie. Większość z nich musiała być w jego wieku, niektórzy może trochę starsi, kilku młodszych, ale bardzo niewiele. Jeden chłopak, z tych trochę młodszych, od razu go zauważył.
– Nowy?
Chait skinął głową.
– Tutaj możesz zostawić rzeczy. Zaraz będziemy rozdzielać obowiązki, to pewnie ci powiedzą, co i jak.
Chciał dodać coś jeszcze, ale ktoś coś do niego zawołał. Obejrzał się przez ramię, potem spojrzał przepraszająco na Chaita i wyszedł, rzucając jeszcze coś o tym, że w razie pytań służy pomocą. Chait i tak nie planował korzystać z tej oferty, bo dzieciak i bez tego wyglądał na rozchwytywanego. Jakoś sobie poradzi. Jak zawsze.
Odłożył plecak we wskazane mu miejsce, witając się z kilkoma innymi, tymczasowymi pracownikami i przeszedł do sąsiedniego pomieszczenia. Stanął trochę z boku, by nie przepychać się między ludźmi i oparł się o ścianę, starając się nie przyglądać pozostałym zbyt nachalnie.
– Potrzebujemy dodatkowych ludzi w kilku sekcjach.
Podniósł głowę, dopiero gdy usłyszał mocny, stanowczy głos. Należał do mężczyzny, trochę starszego od reszty znajdujących się w pomieszczeniu osób. Obrzucił ich wszystkich spojrzeniem kogoś, kto nie do końca lubi swoją pracę, a potem kontynuował. Chait był w stanie tylko w połowie skupić się na jego poleceniach: ktoś miał iść przebrać się za jakąś postać, kilka innych osób miało pomóc gdzieś indziej, ktoś w jeszcze jakimś innym miejscu. Mężczyzna przez cały ten czas ani razu nie spojrzał na Chaita.
Wskazani pracownicy zbierali się powoli, niektórzy bardziej ociężale od innych, ale pomieszczenie stopniowo pustoszało.
– Dobra, a wasza dwójka. – Tutaj w końcu mężczyzna spojrzał na Chaita. Ten wyprostował się, uśmiechając przyjaźnie. – Wy pójdziecie do sekcji pirackiej, bo kilku aktorów się rozchorowało.
Piraci. Chait prawie parsknął śmiechem. Znał jedną osobę, której coś takiego albo bardzo by się spodobało, albo śmiertelnie by się obraziła. Nie rozmawiał z tą osobą już bardzo długo.
Dopiero kiedy kierownik (Chait nie był pewny, czy tu funkcjonuje takie nazewnictwo. Zamierzał go używać, bo było logiczne) wskazał kierunek i ruszył do wyjścia, nie przejmując się tym, czy trafią na miejsce, Chait spojrzał na tę drugą osobę. Wysoką, dobrze zbudowaną kobietę, o ciemnych włosach i z bliznami na twarzy.
Zmarszczył na sekundę brwi, ale zaraz wyszczerzył zęby w uśmiechu, mrużąc delikatnie oczy. Nie chciał, by źle odebrała jego zachowanie.
– Chyba dalej musimy poradzić sobie sami – zauważył zamiast przywitania.
Na usta cisnęły mu się inne słowa, myślał też o czymś kompletnie innym niż szukanie ich nowego miejsca pracy. Nauczony doświadczeniem nie zadał tego pytania, które pojawiło mu się z tyłu głowy, bo zwykle kończyło się ono bardzo źle.
Zresztą, pewnie i tak tylko mu się wydawało. Wiedział, że przed nim nie stoi śmiertelniczka, ale to przecież jeszcze nic nie znaczyło.
Uniósł dłoń, by puścić kobietę przodem w kierunku, który wcześniej wskazał im kierownik.


Dahlia?
────
[900 słów: Chait otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz